Dzisiaj jest: 18 Kwiecień 2014    |    Imieniny obchodzą: Apoloniusz, Bogusława, Bogusław

Mój syn bierze

Ocena użytkowników:  / 11
SłabyŚwietny 

Narkotyki

Jakiś czas temu usłyszałam od znajomej – „Mój syn jest uzależniony od narkotyków i przebywa w ośrodku”. Byłam bardzo zaskoczona jej wyznaniem. Od innych rodziców często słyszałam: „mój syn umie to”, „moja córka potrafi tamto”, same sukcesy, osiągnięcia, powody do radości i dumy. „Odważna kobieta” – pomyślałam i z ulgą stwierdziłam, że mnie to nie dotyczy. Narkomania to problem innych, nie mój! Ale czy na pewno?


Poznałam bliżej Jolę*, jej rodzinę, dom, znajomych. To mili i bardzo sympatyczni ludzie, pełni ciepła i optymizmu, bez żadnych obciążeń czy patologii. Zupełnie „normalni”, tacy, jak ja czy większość z nas. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ich TO spotkało? Dlaczego ich syn uzależnił się od narkotyków i trwa to od lat, mimo wielu prób wyciągnięcia go z nałogu? Kto ponosi odpowiedzialność za tak łatwy dostęp dwunastolatków do środków odurzających? Gdzie są rodzice, pedagodzy i urzędnicy, gdy dziecko-dziecku sprzedaje prochy na kortach, boiskach czy placach zabaw? O odpowiedzi na te, i wiele innych trudnych pytań poprosiłam Jolę – kobietę, która zmieniła moje spojrzenie na problem narkomanii i uświadomiła mi, że mnie on także dotyczy.

 

 

NarkotykiKiedy i w jaki sposób doszło do pierwszego kontaktu syna z narkotykami ?


Jola – Nie mam pewności. Z opowiadań Mateusza wynika, że pierwszy raz kupił narkotyki w szkole, w pierwszej klasie gimnazjum.

 

Czy wiesz, kto mu je dał i co to było?


Jola – Niestety, kto mu je dał, tego nie wiem i zapewne już się nie dowiem, natomiast wiem, że była to amfetamina.

 

Jakim dzieckiem był Mateusz zanim to wszystko się zaczęło? Czy były z nim problemy wychowawcze?


Jola – Mateusz od początku był dzieckiem bardzo żywym, dlatego staraliśmy się jakoś ukierunkować jego zapał. Chodził na  naukę pływania, w trzeciej klasie szkoły podstawowej był w klasie sportowej, trenował  koszykówkę w klubie Polonia w Warszawie, chodził na język angielski. 

 

Narkotyki

W pływaniu osiągał wspaniałe wyniki. Zajął I miejsce w Mistrzostwach Mińska Mazowieckiego w swojej grupie wiekowej. Do końca szkoły podstawowej nie było z nim większych problemów.

 

Kiedy zorientowałaś się , że Mateusz zażywa narkotyki?


Jola – Wszystko zaczęło się w gimnazjum. Zmiana otoczenia, szkoły i środowiska źle wpłynęły na Mateusza. Początkowo były wagary, później kiepskie oceny, a na koniec fatalne towarzystwo. Jak każda matka długo nie chciałam uwierzyć, że mój syn może brać narkotyki. Miałam nadzieję, że problem tkwi w czymś innym. Ale myliłam się. Pierwszy test, jaki mu zrobiłam wypadł negatywnie, bo Mateusz mnie po prostu oszukał. Dopiero po jakimś czasie wiedziałam, że przy oddawaniu próbki moczu muszę stać nad nim i bacznie go obserwować, aby nie dopuścić do jej rozcieńczenia.

 

Jak się czułaś, kiedy pierwszy raz wyszło, że brał amfetaminę?


Jola – Nie bardzo wiedziałam, co mam robić. Mateusz mnie zapewniał, że wziął narkotyk tylko raz i nigdy więcej się to nie powtórzy, że chciał tylko spróbować. Oczywiście, dałam się nabrać. Tymczasem mój syn już od 7-8 miesięcy był uzależniony.

 

Serbinów Mińsk Mazowiecki

Zwróciłaś się do kogoś o pomoc?

 

Jola – Zawsze wydawało mi się, że szkolny psycholog powinien mi pomóc. Niestety, w gimnazjum, do którego chodził Mateusz na nikogo nie można było liczyć, totalna obojętność! Dopiero, jak  go przeniosłam do innego mińskiego gimnazjum zobaczyłam, że może być inaczej. Pani dyrektor, nauczyciele i psycholog bardzo mi wtedy pomogli – dziękuję im za to. Ale generalnie mińskie szkoły nie mają pojęcia, jak postępować z dziećmi uzależnionymi.

 Sądzę, że myślą, iż to nie ich problem. Dzieci mają się uczyć, nie wagarować, być grzeczne. Owszem, każdy by tak chciał, ale niestety w życiu bywa różnie. Poza tym, nie ma w naszym mieście miejsca, w którym rodzice uzależnionych dzieci mogliby znaleźć wsparcie. Ja w każdym razie takiego miejsca nie znalazłam.

 

Czego, oprócz amfetaminy próbował jeszcze Mateusz i skąd brał pieniądze na narkotyki?


Jola – Próbował również marihuany, ale z jego opowieści wiem, że nie przypadła mu do gustu, bo miał po niej doła. Na początku nie miałam też pojęcia, w jaki sposób zażywał amfetaminę. Później się dowiedziałam, że ciągłe chodzenie z małą butelką coli w ręku to było to – wsypywał narkotyk do coli i ją popijał. A skąd brał na to pieniądze? Początkowo ginęły mi małe kwoty pieniędzy, później coraz większe, a w ostatnim stadium wynosił z domu wszystko to, co można było spieniężyć – złoto, aparaty fotograficzne, komputery, itp.

 

Narkotyki

Gdzie w Mińsku twój syn kupował narkotyki?

 

Jola – Narkotyki w Mińsku można zdobyć praktycznie wszędzie. Nie jest to absolutnie żadnym problemem. Nieciekawymi miejscami są, np. Błonie i Serbinów. Wśród bawiących się dzieci na kortach są także dealerzy i narkomanii, wiem, bo znam te twarze.

 

Dlatego podjęłaś decyzję o przeprowadzce?


Jola – Chciałam za wszelką cenę odseparować syna od znajomych i kolegów, którzy kręcili się w sąsiedztwie. Nikomu z nich nie zależało przecież na tym, aby stracić dobrego klienta. 

 

Zaczęłaś też szukać pomocy w placówkach i ośrodkach dla osób uzależnionych?


Jola – Mateusz trafił do pierwszego ośrodka mając 16 lat. Był to ośrodek „MONAR”-u we Wrocławiu. Odwożąc go tam czułam się tak, jakbym zdradziła swoje dziecko. Okropne uczucie. W drodze powrotnej cały czas płakałam, tłumacząc sama sobie, że to słuszna decyzja. Mateusz wytrzymał tam 2 miesiące. Ośrodki Monaru są placówkami dobrowolnymi. Przyjeżdżają tam ludzie, którzy sami chcą się leczyć. W ośrodku obowiązują twarde zasady i wewnętrzny regulamin. Wszyscy pracują, tzn. sprzątają, gotują, piorą, wykonują drobne remonty i zajmują się zwierzętami. Od pierwszego pobytu Mateusza w ośrodku minęło już kilka lat. W tym czasie był jeszcze w kilku innych miejscach, np. w Ozorkowie. Wszędzie życie wygląda podobnie, ale obowiązuje jedna podstawowa zasada – trzeba samemu chcieć wyjść z nałogu, a to nie jest łatwe.

 

serbinówJak uzależnienie Mateusza od narkotyków wpłynęło na Twoje życie rodzinne, osobiste i zawodowe? Jak bliscy poradzili sobie z zaistniałą sytuacją?


Jola – To był koszmar. Atmosfera w  domu stała się nie do zniesienia – cierpiałam nie tylko ja, ale wszyscy członkowie rodziny. Mąż się zupełnie wycofał, już chyba nie wierzy w to , że naszemu dziecku można pomóc. Poza tym, myślę, że w ten sposób chroni naszego młodszego syna przed tym wszystkim, co my już przeszliśmy. Pokazuje mu, że życie to nie tylko łzy, stres i kłopoty, ale także zabawa, sport, uśmiech i wiele radości! Ja natomiast uważam, że nikt nie rodzi się zły – zresztą nadzieja zawsze umiera ostatnia. Przez uzależnienie Mateusza, my również staliśmy się współuzależnieni. Wszystko, co działo się w domu, kręciło się wokół jego problemów. Niestety, zawsze przychodzi taki moment, kiedy zaczynasz chronić siebie i resztę najbliższych. U mnie nastąpiła ta chwila, gdy wróciłam z pracy i zauważyłam, że moje dziecko wyniosło z domu nawet stary sprzęt kuchenny – roboty, miksery, ekspres do kawy. Wtedy wyrzuciłam go z domu, nie pierwszy raz, ale po raz pierwszy konsekwentnie. Nie  mieszkał z nami przez dwa miesiące. Pewnie, że dzwonił prosząc o jedzenie i pieniądze. Pomagałam mu przez cały czas, mając nadzieję, że wreszcie zrozumie, jaką nam wyrządza krzywdę. Niestety, tak się nie stało! W międzyczasie spowodował wypadek samochodowy. Zapewniał, że nie pił alkoholu, ale czy był trzeźwy? Ze szpitala odebrałam go całego potłuczonego, w gorsecie, przywiozłam go do domu, a on po dwóch dniach kolejny raz mnie okradł. Ale żeby skończyć tę opowieść bardziej optymistycznie powiem, że Mateusz jest w kolejnym ośrodku już trzy miesiące i po raz kolejny mam nadzieję, że będzie dobrze.

 

Które z podjętych przez Ciebie decyzji były najcięższe, i które momenty najbardziej krytyczne?


Jola – Było ich bardzo wiele, począwszy od oddania Mateusza pierwszy raz do ośrodka, a skończywszy na nie wpuszczeniu go do domu. Wyobraź też sobie swoje dziecko, pomimo że  nie ma już nastu lat, jak płacze i prosi cię, żebyś mu pozwoliła wrócić do domu, bo nie ma gdzie spać – jest zima, minus 15 stopni, a Ty wiesz, że jeżeli go wpuścisz, to wszystko się zacznie od nowa. Trzeba być konsekwentnym, niestety mnie się to najczęściej nie udawało. Zawsze myślałam o tym, jak bym mogła żyć, jeśli by coś mu się stało. Mimo wszystko jest to przecież moje dziecko i jeśli ja mu nie pomogę, to kto ?

 

Serbinów Mińsk Mazowiecki

Kto Twoim zdaniem ponosi odpowiedzialność za to, że jeden  nastolatek częstuje drugiego amfą na ulicy kilka kroków od domu?


Jola – Daleka jestem od tego, aby kogokolwiek winić za zaistniałą sytuację. Sądzę, że winę ponosimy wszyscy. Nikt nie zwraca uwagi na to, co dzieje się na ulicach, ludzie się boją, policja niewiele robi. Trzynastolatki idą pijane ulicą z papierosem w ustach i nikt im nie zwraca uwagi. Jeżeli my, dorośli, będziemy na to obojętni, to za chwilę inne „grzeczne” dzieci  mogą być takie same.

 

Mieszkam w okolicach Serbinowa i mam syna, który skończył 11 lat. Jakich możesz udzielić rad i wskazówek matkom takim, jak ja? Na co mamy zwrócić uwagę, aby uchronić nasze dzieci?


Jola – Nie mam złotych, sprawdzonych rad dla rodziców, bo te, które bym dla nich miała, sama nie byłam w stanie zrealizować. Na pewno trzeba kochać swoje dzieci, ale nie bezkrytycznie. Zwrócić uwagę na ich zachowanie i zmienne nastroje. Jeżeli dziecko raz jest gadatliwe, a później apatyczne, raz nie może spać, a potem nie można go podnieść z łóżka, chudnie, ciągle na coś potrzebuje pieniędzy – na pewno trzeba się temu bacznie przyglądać. Trzeba też być konsekwentnym w byciu rodzicem i dużo rozmawiać z synem lub córką. Każde dziecko jest inne i inaczej reaguje na zmiany czy stres, ale okres dojrzewania u nastolatków często usypia naszą czujność. Często zwalamy winę na hormony, na zmianę otoczenia i wiele innych czynników od Nas niezależnych. Ale ciągła pogoń – praca-dom, dom-praca powoduje, że tracimy kontakt z dzieckiem i wiele rzeczy nam umyka. I choć wszystko robimy z myślą o naszych pociechach, to właśnie one cierpią na tym najbardziej. A jeśli mamy jakieś wątpliwości, coś podejrzewamy – najprościej jest zrobić test, ale pod nadzorem. Im szybciej podejmiemy trudną decyzję, tym szybciej będziemy mogli zareagować.

 

Jesteś osobą bardzo pogodną i uśmiechniętą, skąd bierzesz siłę i energię, mimo tylu przeciwności?


Jola – Na to pytanie trudno mi odpowiedzieć, bo zawsze sobie myślę, że wiele osób ma większe problemy niż ja i się nie poddają – to dlaczego ja miałabym się poddawać? Poza tym, mam wokół siebie wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze mnie wspierają.

 

Bardzo ci dziękuję za rozmowę i życzę, aby tym razem wszystko dobrze się skończyło!

* imiona zostały zmienione

Rozmawiała: Izabella Walewska-Ogrodnik, fot. PawełJ

 

 

Mateusz o narkotykach i swoim nałogu

Kilka lat temu Mateusz udzielił wywiadu swojej koleżance do gazetki szkolnej ukazującej się w gimnazjum, do którego uczęszczał. Był po kolejnych pobytach w ośrodkach, wydawało się, że wychodzi na prostą, że nie wróci do ćpania. Okazało się, że była to kolejna nieudana próba. Oto kilka jego wypowiedzi z tamtego okresu:

W jakim wieku zacząłeś swoją przygodę z narkotykami? Co skłoniło Cię do tego „pierwszego razu”?

Mateusz – Miałem 12 lat. Byłem wtedy z kolegą. Myślę, że po prostu chciałem się przed nim popisać, a oprócz tego kierowała mną zwykła ciekawość.

Zakładam, że Ci się spodobało. Co było dalej?

Mateusz – Zaraz po tym poznałem ludzi, z którymi od dawna bardzo chciałem przebywać, chciałem być jednym z nich. Byli dobrze ustawieni, imponowali mi. To dlatego brałem przez pierwsze półtora roku – wiedziałem, że tylko w ten sposób mogę się do nich zbliżyć. Później już musiałem...

Zwróciłeś się do kogoś po pomoc, czy brnąłeś dalej?

Mateusz – Nigdy nie zwróciłem się do nikogo po pomoc. To, że ćpam, wyszło kiedyś na badaniach.

Jakie były konsekwencje Twoich zachowań?

Mateusz – Miałem sporo spraw w sądzie: za pobicie, kradzieże, rozwalenie samochodu. Robiłem mnóstwo głupich rzeczy, których teraz żałuję. Miałem też zapaść i trafiłem do szpitala. Nagle upadłem, przestało mi bić serce.

Przebywałeś w kilku ośrodkach. Jednak nałóg okazał się silniejszy.

Mateusz – Niestety, znów znalazłem się w Mińsku, w moim starym towarzystwie i wszystko wróciło. Na początku dawałem sobie radę, ale gdy widzisz, że wszyscy inni biorą, też czujesz ogromną potrzebę, która jest silniejsza od ciebie.

Jak podsumowałbyś swoje dotychczasowe życie?

Mateusz – Krótko: jedno wielkie bagno.

Jak to wszystko znosili Twoi bliscy. Musiało być im bardzo ciężko...

Mateusz – Tak, na pewno. To właśnie też dla nich tak bardzo chciałem się zmienić. Szczególnie wdzięczny jestem mamie. Nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał przeżyć to, co ona przeżyła ze mną. Pamiętam, jak wyrzucała mnie z domu za ciągłe kradzieże najcenniejszych rzeczy, pamiętam łzy w jej oczach... Już po trzech dniach pozwoliła mi wrócić.

Jak oceniasz nasz kraj pod względem narkotyków?

Mateusz – Dla mnie Polska jest właśnie jednym wielkim światem narkomanii. Na każdym kroku można spotkać narkomanów, wszędzie może coś kusić. Dlatego teraz wiem, że przed każdym zażyciem narkotyków trzeba się dwadzieścia razy zastanowić i zadać sobie pytanie, czy na pewno warto.

A co powiesz na temat Mińska?

Mateusz – Mińsk również jest miastem, w którym nie można czuć się bezpiecznie pod tym względem. Kilka osób nawet sam w to wciągnąłem, czego również bardzo żałuję.

You have no rights to post comments