Tygodnik Strefa Mińsk NR 17/18 (373/374)

Jan Sowa

Rozmowy niekontrolowane.

Opublikowano: 16 Stycznia 2015, Piątek, 21:35
Autor: btsd
 0 0 0

Jan Sowa


II miejsce w kategorii indywidualnej
Salezjańskie Gimnazjum im. Świętego Jana Bosko. Opiekun: p. Diana Gajc-Piątkowska

 

Rozmowy niekontrolowane


Jan Sowa (JanS): Mamo, tato! Z czym kojarzy wam się data 13 grudnia 1981?
Alicja Sowa (AS): O! To jest data, która nie kojarzy mi się z niczym innym jak tylko z wprowadzeniem stanu wojennego.
Jarosław Sowa (JS):Tak. Potwierdzam, dla mnie też każdy 13 grudnia to wspomnienie wydarzeń związanych ze stanem wojennym.

JanS: Pamiętacie, jaki to był dzień?
JS: Na pewno była to niedziela.
AS: Dodam jeszcze, że tego dnia był bardzo duży mróz i spadło mnóstwo śniegu.

JanS: A jakie były wasze pierwsze wrażenia, kiedy dowiedzieliście się o wprowadzeniu stanu wojennego?
AS: Zdziwisz się, ale moje pierwsze odczucie to była...radość. Kiedy wprowadzono stan wojenny, byłam młodsza niż ty teraz. Na początku grudnia zachorowałam na anginę i dwa tygodnie spędziłam w domu. Siedziałam przy biurku, uzupełniając zaległe lekcje, co jak się domyślasz, nie należało do największych przyjemności. Wtedy przyszedł mój brat, a twój wujek Tomek, powiedział : „Nie spiesz się, pan generał zafundował nam przymusowe wakacje!”.
Nie rozumiałam wtedy całej powagi sytuacji, ale do dziś pamiętam uczucie ulgi, że lekcje można odłożyć na później. O ile pamiętam, to szkoły zostały otwarte dopiero po świętach Bożego Narodzenia albo nawet po Nowym Roku.
JS: Ja z kolei pamiętam, że mój tata włączył telewizor i był zdziwiony, że ciągle jest nadawana muzyka poważna. Zaniepokojony włączył radio – znów ta sama muzyka. Kiedy był już przekonany, że coś złego się wydarzyło, na ekranie telewizora ukazał się generał Wojciech Jaruzelski, który z kamienną twarzą ogłosił wprowadzenie stanu wojennego. Nie bardzo rozumiałem, o co chodzi, ale szybko przekonałem się, co to w praktyce oznaczało. Mój brat – wujek Jacek – dostał wieczorem ataku astmy. Tata chciał zadzwonić po pogotowie. Jednak telefon był nieczynny. Sytuacja zaczęła być naprawdę groźna. Jacek wymagał natychmiastowej pomocy lekarskiej. Tata ubrał się, wziął sanki i biegiem popędził do szpitala, denerwując się, czy po drodze nic nie stanie się Jackowi.

JanS: Mamo, jak długo cieszyłaś się tym,że możesz odłożyć naukę na później?
AS: Moja radość bardzo szybko zgasła... Rozumiałam już dużo i miałam świadomość, że atmosfera naszym domu jest bardzo nerwowa. Docierały do nas komunikaty o internowaniu w nocy z 12 na 13 grudnia działaczy „Solidarności”. Początkowo Lecha Wałęsy, Zbigniewa Bujaka, Władysława Frasyniuka, Bogdana Lisa – znanych z działalności politycznej. Potem jednak zaczęły docierać informacje o kolejnych internowaniach ludzi z mińskich zakładów pracy. Nie wiesz pewnie o tym, że twój dziadek był działaczem Solidarności w zakładzie pracy w Stojadłach. Do dziś czuję ucisk w żołądku, kiedy przypominam sobie, jak baliśmy się wszyscy, kiedy ktoś zapukał wtedy do drzwi. Na szczęście był to wujek Bolek, który przyszedł porozmawiać, zaniepokojony tym, co dzieje się w kraju.

JanS: Czy dziadek był internowany?
AS: Na szczęście nie, ale każdy dzwonek u drzwi, powodował przyspieszenie bicia serca. Wszystkie rozmowy o sytuacji w kraju prowadzone były w naszym domu niemal szeptem. W ogóle muszę ci powiedzieć, że wszędzie zrobiło się z dnia na dzień cicho, smutno i jeszcze bardziej szaro, niż było do tej pory.
JS: Ja pamiętam za to komunikat, który słyszało się po podniesieniu słuchawki telefonicznej. Znasz go pewnie z filmu „Miś”.

JanS: Chodzi ci zapewne o słynne „Rozmowa kontrolowana”?
JS: Dokładnie, masz rację. Pamiętam także, że w święta Bożego Narodzenia po całym bloku chodzili panowie ze Służby Bezpieczeństwa, pytając czy wszystko jest w porządku. A tak naprawdę to nic nie było w porządku. W domu wszyscy byli poddenerwowani. Pamiętam, jak bardzo denerwowałem się, kiedy moi rodzice wracali do domu po godzinie milicyjnej.

JanS: Co to znaczy godzina milicyjna?
JS: Godzina milicyjna została wprowadzona 13 grudnia. Oznaczało to, że nikt nie mógł przebywać poza domem pomiędzy godziną 22 a 6 rano.

JanS: To dlaczego dziadkowie wracali do domu po tej godzinie?
JS: Oboje pracowali na kolei. Kończyli pracę o różnych godzinach i musieli mieć specjalne przepustki, żeby móc wrócić do domu. Mimo to pamiętam, że każda chwila ich spóźnienia była powodem do niepokoju.

JanS: Ale czego tu się bać?
AS: Atmosfera wytworzona przez media celowo była taka, że wywoływała lęk. Człowiek, kiedy się boi, działa wolniej, albo nie działa wcale. O to właśnie chodziło władzy.
JS: Musisz wiedzieć o tym, że ludzie bali się rozmawiać. Nie wiedzieli, komu można ufać, z kim można było dzielić się otwarcie swoimi poglądami i obawami. Nawet znajomi zaczęli bacznie przyglądać się sobie, bojąc się, czy ktoś nie należy do Służby Bezpieczeństwa.
AS: Dla nas pewne rzeczy nie były wtedy do końca zrozumiałe, ale tak jak mówi tata, budziły niepewność. Poza tym, dla każdego dziecka zobaczyć rano zamiast wesołego, telerankowego koguta, ponurego generała – było po prostu przykrym doświadczeniem. Wyobraź sobie, że przez jakiś czas nie można było przemieszczać się pomiędzy miastami, czyli zwyczajnie nie mogłeś spotkać się z rodziną. Zwłaszcza dla dziecka to było niezrozumiałe i nienormalne.

JanS: Czy nie lepiej było wtedy wyjechać za granicę?
JS: To też okazało się niemożliwe. Granice zostały zamknięte.
AS: Tak naprawdę, nie wiedziałeś, co wydarzy się kolejnego dnia.

JanS: A czy to prawda, że na ulicach były czołgi?
AS: Tak, to prawda. Wszędzie stacjonowało pełno milicji i wojska. Stale natykaliśmy się na jakieś kontrole. Trzeba było mieć przy sobie dokumenty i zachowywać się tak, żeby nie budzić żadnych podejrzeń.
JS: Dokładnie pamiętam, że patrole wojskowe ogrzewały się przy koksownikach – takich metalowych koszach, w których żarzył się węgiel.

JanS: Czy w tych patrolach byli zawodowi żołnierze?
JS: Nie, to byli zwykli chłopcy ze służby czynnej. Mojej babci było tak bardzo ich żal, że kiedyś ugotowała zupę i poprosiła mnie, żebym ją zaniósł. Żołnierze byli tak zmarznięci, że nie mogli utrzymać łyżek w zziębniętych dłoniach.

JanS: A jak wspominacie dni, kiedy stan wojenny został zawieszony i potem odwołany?
AS: Szczerze?... Nie pamiętam tego w ogóle...
JS: Dziwne, ale ja też nie mam żadnych wspomnień związanych z zakończeniem stanu wojennego. Wniosek taki, że jego wprowadzenie musiało być tak silnym przeżyciem ,że oboje z mamą mamy więcej wspomnień z nim związanych.

JanS: Dziękuję za rozmowę. Szczerze powiem, że nie zazdroszczę wam tych przeżyć. Lepiej dreszczyk emocji wywołać sobie, oglądając film. Dobrze, że mogę włączyć telewizor i nie widzieć w nim generała w ciemnych okularach.

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania