Tygodnik Strefa Mińsk NR 23/24 (379/380)

W Mińsku żyje mi się bardzo dobrze

Pochodzący z amerykańskiego stanu Virginia Lavern Ray Hershberger trzynaście lat temu przyjechał ze swoją rodziną do Polski i zamieszkał w domu pomiędzy Starą Niedziałką, a Karoliną.

Opublikowano: 18 Października 2014, Sobota, 00:20
Autor: btsd
 2 0 2

Pochodzący z amerykańskiego stanu Virginia Lavern Ray Hershberger trzynaście lat temu przyjechał ze swoją rodziną do Polski i zamieszkał w domu pomiędzy Starą Niedziałką, a Karoliną. Jako pastor zboru Menonitów w naszym kraju, a także wiceprezes Fundacji „Dziedzictwo” daje świadectwo, jak żyć w zgodzie z tym, co mówi nam Pismo Święte. A w „Strefie” opowiada o swojej wierze, rodzinie, marzeniach...

 

Jak trafiłeś do Polski?

 

Lavern Ray Hershberger (L. H.) – To długa historia i zaczyna się od naszych znajomych, którzy jeździli do Polski i innych krajów europejskich w ramach podróży misyjnych w latach 1987-1992. Mieli chór, który koncertował w wielu miejscach. Chodziło o to, aby dotrzeć do krajów z dawnego bloku wschodniego, a także do Rosji i głosić w nich Ewangelię. Okazało się, że w Polsce było kilka osób zainteresowanych naszą wiarą, m.in. Jan Wierszyłowski, który mieszka w Dębem Wielkim i który przetłumaczył książkę „Menonici i ich dziedzictwo”. Zaprosił nas, abyśmy założyli misję. Ale na początku przyjechali tutaj nasi bardzo konserwatywni, tradycyjni członkowie, prawie Amisze. Niestety, nie mieli oni doświadczenia w pracy misyjnej i po czterech latach pobytu w Polsce poprosili naszą organizację – Fundację „Dziedzictwo”, abyśmy to my głosili Ewangelię.

 

W naszym kraju bardzo silna jest wiara katolicka. Nie baliście się, że zostaniecie niezbyt miło przyjęci?

 

L. H. – Oczywiście, że zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak silna i ważna jest pozycja kościoła katolickiego w Polsce i w żadnym razie nie chcieliśmy „przejmować” wiernych, ani budować tutaj naszego kościoła. To nigdy nie było, nie jest i nie będzie naszym celem. Chcemy dawać świadectwo, kim jest dla nas Bóg. I poprzez nasze życie pokazywać, że można funkcjonować w zgodzie z tym, co mówi Pismo Święte. Czasem ludzie pogubią się ze swoją wiarą, albo szukają innego podejścia do spraw duchowych – możemy im wtedy opowiedzieć o naszych wartościach. Gdy człowiek naprawdę szuka Boga, to jestem gotowy z nim współpracować, towarzyszyć mu, rozmawiać, modlić się bez względu na jego wyznanie.

 

Czym różni się wiara Mennonitów od wiary katolickiej?

 

L. H. – Sporo rzeczy jest wspólnych i czuję, że mamy podobne podejście w wielu sprawach dotyczących wiary. Wierzymy w Boga i Jezusa, jako naszego Zbawiciela. Ale nie modlimy się do Marii, bo Biblia nic o tym nie mówi. Podobnie, jak nie ma w niej informacji o Czyśćcu – dlatego my wierzymy tylko w Niebo i Piekło. Ale te rzeczy, które nas różnią, powiedziałbym, że nie są najważniejsze. Staramy się robić to wszystko, co jest napisane i zalecane w Piśmie Świętym. I nie dodajemy do tego przekazu innych, dodatkowych rzeczy. Dla nas bardzo ważne jest to, jak żyjemy każdego dnia, jak traktujemy innych ludzi, czy jesteśmy szczerzy, jaki jest nasz stosunek do rodziny – to jest najważniejsze. Dla mnie wspaniałe jest to, że Jezus zmienił moje życie, wybaczył wszystkie moje grzechy, które oddzielają mnie od Boga i daje mi codzienne siły, aby chodzić jego drogą. Jestem przekonany, że jeżeli Ewangelia nie wpływa na moje życie i ono nie zmienia się pod jej wpływem to znaczy, że nie jestem Chrześcijaninem.

 

Mieszkasz pod Mińskiem w małej miejscowości. Nie spotkałeś się z negatywnymi opiniami czy dystansem do siebie i twojej rodziny ze strony sąsiadów, np. że jesteś innowiercą, albo obcym?

 

L. H. – Bezpośrednio raczej nie – nikt nam w oczy niczego nie zarzucił i niczego złego nie powiedział. Ale dochodzą do nas różne głosy, że takie myślenie na nasz temat funkcjonuje w lokalnej społeczności. Jeden z ojców, który zapisał syna do naszej szkoły językowej powiedział, że zrobił to, pomimo że słyszał od znajomych, że jesteśmy sektą, że nie powinno się do nas wysyłać dzieci, bo możemy być dla nich niebezpieczni.

 

A jesteście sektą?

 

L. H. – Absolutnie nie (śmiech). Zapraszamy każdego do nas, aby się o tym przekonał.

 

Przecież wystarczyłoby was zapytać o waszą wiarę – nie zamykacie się przed ludźmi?

 

L. H. – To prawda. I często spotykamy się z taką ciekawością. Ludzie pytają dokładnie o to samo, o co ty pytałeś – dlaczego przyjechaliśmy do Polski, co robimy? Zawsze wszystko wyjaśniamy, opowiadamy, bo nie mamy nic do ukrycia.

 

To co tak naprawdę robicie w Mińsku?

 

L. H. – Przede wszystkim prowadzimy szkołę języka angielskiego „Getaway To English”. To język, którym praktycznie posługują się ludzie na całym świecie i dlatego zarówno dzieci, jak i dorośli chcą się go uczyć. U nas wykładają tylko Amerykanie, którzy przyjeżdżają do Polski. Korzyść jest obopólna – nasi wykładowcy mogą zaznajomić się z inną kulturą i zebrać życiowe doświadczenie. A nasi uczniowie uczą się języka od osób, które rzeczywiście się nim posługują na co dzień. Poza tym, nauka języka to wspaniały sposób, aby poznawać ludzi. Poza tym organizujemy koncerty naszego amerykańskiego chóru, który przyjeżdża do Polski co dwa lata. Wydajemy również darmowy miesięcznik „Ziarno prawdy”, w którym zawarte są praktyczne rady, jak żyć w rodzinie dla Boga. Znajdują się tam strony dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Co roku przygotowujemy także konferencję odbywającą się niedaleko Dębego Wielkiego, na którą zapraszamy ludzi z całej Polski.

 

Jak dużo Menonitów żyje w Mińsku i w Polsce?

 

L. H. – W Mińsku i okolicach jest nas około dwudziestu osób i to jedyna grupa Menonitów w Polsce.

 

Kobiety Mennonitów różnią się wyglądem od polskich kobiet spotykanych na ulicach, gdyż ubierają się w charakterystyczny sposób. Dlaczego?

 

L. H. – To wynika z naszej wiary. W Biblii jest napisane, że mamy ubierać się w skromny sposób, że nie powinniśmy pokazywać zbyt dużo naszego ciała. Oczywiście nie znaczy to, że mamy ubierać się brzydko – po prostu strój nie powinien rzucać się w oczy. Być może nasz tradycyjny sposób ubierania się może wydawać się zbyt „egzotyczny”. Ale chcemy być posłuszni słowom Jezusa, naszego Pana, który mówi, że mamy żyć w skromności i pokorze. Nie znaczy to, że podchodzimy do naszych strojów w jakiś sztywny sposób, że nigdy się on nie zmieni. Owszem, nie zmieniamy się szybko, ale nie jesteśmy, jak to się mówi po polsku – betonem (śmiech). Po prostu szukamy sposobu, aby jak najlepiej wyrażać wartości, które widzimy w nauczaniu Jezusa.

 

Mam jednak wrażenie, że ten skromny strój dotyczy tylko kobiet, bo mężczyźni nie „zakrywają” się aż tak bardzo?

 

L. H. – Ale kobieta też może pokazać rękę (śmiech). Tak naprawdę mężczyźni też ubierają się skromnie. Zazwyczaj nie chodzę w krótkich spodenkach. Zgadzam się jednak, że kobiety wyróżniają się swoim strojem i od razu widać, że są Menonitkami. Mężczyźni są bardziej „zakamuflowani” (śmiech).

 

Podoba ci się w Mińsku?

 

L. H. – To bardzo fajne miejsce. Poznałem tu wielu wspaniałych ludzi, których spotykam na ulicy, w sklepach, w siedzibie Fundacji „Dziedzictwo”, których zapraszam do swojego domu, albo jestem do nich zapraszany. Najważniejsze, abyśmy się nawzajem szanowali i swoim życiem świadczyli, że kierujemy się wartościami, które przekazał nam Bóg.

 

A jak ci się żyje w Polsce?

 

L. H. – Bardzo dobrze. Polacy od wielu lat mają pozytywny stosunek do Amerykanów, mówiąc tak ogólnie. Czujemy więc, że jesteśmy tutaj mile widziani.

 

Twoje dzieci urodziły się w Polsce?

 

L. H. – Najstarsze dwie córki przyszły na świat w Ameryce, ale dwoje moich najmłodszych dzieci – córka i syn – urodziło się w Polsce.

 

Jak twoi synowie i córki odnajdują się w naszym kraju? Nie chcą wracać do Stanów?

 

L. H. – Najstarsza córka Hadassah uwielbia Polskę i mówi, że tutaj jest jej dom. Natomiast z młodszymi bywa różnie. Czasem mówią, że chcieliby już wrócić do Ameryki, a kiedy indziej twierdzą, że mogą jak najdłużej zostać tutaj.

 

Może tęsknią za bliskimi. W Ameryce jest przecież wasza rodzina.

 

L. H. – To prawda, w Stanach żyją moi rodzice, bracia i siostra, rodzina mojej żony, czyli najbliższe nam osoby. Co prawda mieszkają w różnych miejscach, np. moja siostra niedaleko Seattle i Lacey, które jest miastem siostrzanym Mińska w USA. Ale jak będą chcieli się odwiedzić, to nie mają tak daleko, jak my z Polski. Powiem ci, że ja też czasem za nimi tęsknię. Ale najbardziej za rodziną tęskni moja żona, choć teraz będzie jej pewnie trochę łatwiej, bo do Mińska sprowadziła się jej siostra z mężem i dziećmi.

 

Twoje dzieci chodzą do polskich szkół?

 

L. H. – Prowadzimy domowe nauczanie (po angielsku homeschooling). Moja żona, Lolita, była nauczycielką w USA i uczy nasze dzieci wraz z pomocnikiem. I robi to bardzo dobrze. Homeschooling jest bardzo szeroko stosowany w Ameryce – mamy ogromny wybór dobrych materiałów edukacyjnych i podręczników. Nasze córki Hadassah i Annaliese chodziły przez pewien czas do Miejskiej Szkoły Artystycznej w Mińsku i miały bardzo dobre doświadczenia. Ale co by nie mówić, kultura edukacyjna w Polsce jest inna niż w USA.

 

Mówisz bardzo dobrze po polsku. Kto cię uczył?

 

L. H. – Nastolatki w liceum (śmiech). Przez pierwsze cztery lata pobytu w Polsce uczyłem języka angielskiego w Zespole Szkół Nr 1 w Mińsku, potocznie zwanym „Budowlanką” i ja uczyłem młodzież, a od nich uczyłem się polskiego. Poza tym, miałem też kilku dobrych nauczycieli. Zresztą, uwielbiam rozmawiać z ludźmi, nawiązywać kontakty, a to też jest dla mnie dobrym treningiem językowym (śmiech).

 

O czym marzysz?

 

L. H. – Chciałbym, aby ludzie lepiej poznali Boga, żeby żyli tak, jak Bóg przykazał z innymi, z rodziną, żeby znajdowali prawdziwy sens życia. Ogromny wpływ na ludzi wywiera wszechobecny materializm, pęd aby więcej zarobić i więcej mieć. A to niszczy człowieka i rodzinę. Marzę o tym, aby Polacy dostrzegli też, jak naprawdę wiele mają i żeby przestali na wszystko narzekać, choć zdaję sobie sprawę, że taka postawa tkwi głęboko w waszej mentalności. Najważniejsze, żebyście zaczęli myśleć pozytywnie.

 

A gdybyś dostał teraz polecenie od swoich zwierzchników, że musisz się przenieść do innego kraju, aby tam głosić boże świadectwo, łatwo byłoby ci wyjechać z Polski?

 

L. H. – To tak nie działa. Nie chodzi o to, że ktoś może wydać mi polecenie, że muszę coś zrobić. Dużo zależy ode mnie – jeśli czuję, że jestem powołany do konkretnego miejsca, to nikt mnie nie może do niczego zmusić. To bardzo ważne, że jesteśmy przekonani o tym, że jeśli mieszkamy w danej przestrzeni, to po prostu musimy tam być. Nadal głęboko wierzę, że mam być w Polsce i pomimo pojawiających się czasami trudności, wiem że jest to miejsce dla mnie i mojej rodziny. Nie wiem, co będzie za pięć, czy dziesięć lat, ale w tej chwili Polska to kraj, w którym chcę być.

 

Rozmawiał Dariusz Mieczysław Mól,

fot. z archiwum Laverna Raya Hershbergera

 

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Ewa777  2017-07-25, 17:43
Ludzie uważajcie na to ugrupowanie religijne w internecie widnieje określenie sekta . Członkowie tego ugrupowania religijnego niszczą mi zdrowie i życie wiele sie wycierpiała z ich powodu kłamią na mój temat piszą na mój temat oszczerstwa do sadu bo chcą zabrać mi moje dziecko . Moje dziecko odebrała mi pomoc społeczna z tego powodu ze byłam nękana przez moich sąsiadów psychicznie i fizycznie i z tego powodu miałam załamanie nerwowe pomoc społeczna mi nie pomogła natomiast zabrali mi dziecko które trafiło do członków tego ugrupowania oni kłamią w sadzie pod moim adresem robią ze mnie zła matkę by zabrać mi moje biedne dziecko wiele niesprawiedliwości doznałam z ich strony kłamstw . Ta kobieta Joanna Apanasewicz członkini tego wyznania oraz rodzina zastępcza mojego syna jest zaborcza wobec mojego dziecka i mojej osoby wielokrotnie z jej winy byłam rozdzielana z dzieckiem poprostu wszystko robiła by mnie z moi dzieckiem rozdzielić między innymi zmieniała terminy spotkań pisała obraźliwe mnie kłamstwa do sadu wszystko po to by mnie rozdzielic z dzieckiem a teraz ma zamiar adoptować moje dziecko mimo tego ze ono ma matkę która sie nim znakomicie zajmowała
Ewa777  2017-07-25, 18:45
Mi sie żyje w Minsku bardzo złe . Ci ludzie tego wyznania mówią o Bogu ale ich dogmaty to jak postępują nie są zgodne z moja wiara Chszescijanska . Żaden człowiek z mojej wiary mocno wierzący oraz duchowni nie mogą postępować w ten sposób jak ludzie z tego wyznania postępują . Moje wyznanie jest oparte na dobru są przykazania Boskie . Odbieranie dziecka matce kłamstwa oszczerstwa są bardzo krzywdzące wręcz wg mojej wiary to jest ogromne zło . Nie dajcie sie zwieść tym ich wypowiedziom o Bogu bo ich postępowania i dogmaty szeroko różnią sie od naszego wyznania Chszescijanskiego . Nie wyobrażam sobie tego bym była tak skrzywdzona przez duchownego w mojego wyznania
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania