Tygodnik Strefa Mińsk NR 29/30 (385/386)

Nie zależy nam na sławie

Kiedy postanowili reaktywować zespół na 15-lecie swojego istnienia myśleli, że będzie to tylko jednorazowy występ.

Opublikowano: 15 Października 2014, Środa, 23:47
Autor: btsd
 0 0 0

Kiedy członkowie formacji Street Terror postanowili reaktywować zespół na 15-lecie swojego istnienia myśleli, że będzie to tylko jednorazowy występ. Ale okazało się, że gra im się tak świetnie, że postanowili wrócić na stałe. Podnieśli się jak Feniks z popiołów i rozpoczęli trzecią erę Street Terror w składzie: Johnny Terror (bass i vocal), Inż. 666 (perkusja), Krycha (gitara) i Solozzo (gitara). A w „Strefie” rozmawiamy z wokalistą Danielem Ryfką vel Danny'm Kobretti, który bez owijania w bawełnę opowiada o tym, czym jest hardcore, a także o wzlotach i upadkach Old School Hard Coreowej kapeli...

 

Jakie były początki Street Terror?

 

Daniel Ryfka (D. R.) – Zespół powstał wczesną jesienią 1999 roku z inicjatywy mojej i Marcina Mlącka. Po dokooptowaniu do składu Johnny'ego Żelazowskiego, Cinka Pietrzaka i Darka Sędka, rozpoczęliśmy intensywne próby, które po kilku miesiącach zaowocowały nagraniem pierwszego dema i wieloma propozycjami koncertowymi. Najpierw graliśmy głównie na Mazowszu, ale w niedługim czasie zaczęliśmy już występować w całej Polsce. To były czasy intensywnej pracy nad tworzeniem muzyki, tekstów i kształtowaniem stylu Street Terror. Od początku chcieliśmy grać Old School Hard Core w stylu nowojorskim i w tym kierunku podążaliśmy. Ludziom chyba podobało się to, co robiliśmy, bo graliśmy bardzo dużo koncertów, co było dla nas niesamowicie ekscytujące. I zostaliśmy też zaproszeni do udzielenia wywiadu w legendarnej audycji radiowej „Zgrzyt” Pietii Wierzbickiego.

 

Największy sukces zespołu?

 

D. R. – Jako kapela nie mamy ciśnienia na sukces w dosłownym tego słowa znaczeniu. Na scenie hardcore nie o to chodzi. Wyraziliśmy to w utworze „Droga”, gdzie pojawia się wers „Hardcore do śmierci, nie liczy się sława!”. Nasza muzyka to życie, a nie wyścig do wyimaginowanego marzenia o byciu sławnym i bogatym. Sukcesem jest wydanie każdej naszej płyty, bo zawsze dużo nas to kosztuje, tak pracy, jak i pieniędzy. Sukces to uczestnictwo w kanadyjskiej składance „Class Pride World Wide #3”, obok takich światowych gwiazd muzyki, jak holenderski Discipline, czy brytyjski Hard Skin. Sukcesem, z naszego punktu widzenia jest to, że zjechaliśmy Polskę wzdłuż i wszerz z naszą muzyką i w latach 1999-2008 zagraliśmy około 200 koncertów z takimi tuzami światowej sceny hardcore, jak Madball, Sworn Enemy, Comin Correct, No Redeming Social Value z USA czy No Turning Back, Anal Thunder, Only Attitude Counts lub L'Esprit du Clan z Europy. A największym moim prywatnym sukcesem jest mój syn i myślę, że moi przyjaciele – Johnny i Inżynier, którzy mają potomków, myślą tak samo. Nic w życiu nie jest ważniejsze. Sukcesem jest też, że wybrano nas do wzięcia udziału w nagraniu płyty będącej hołdem dla legendarnej grupy Dezerter. Nagraliśmy cover „Zmiany” i znaleźliśmy się w naprawdę doborowym towarzystwie, m.in. Schizmy, Analogs, Komety, Apatii czy Farben Lehre.

 

Zmieniał się skład kapeli?

 

D. R. – Tak, od 2001 roku, kiedy za Darka Sędka dołączył do nas Inżynier 666 Cięciara, Street Terror przechodził kilka zmian składu, a przez zespół przewinęło się parę osób. Na perkusji wspierał nas Marcin Srokosz z nieistniejącego już siedleckiego As One. Na wokalu nagrała z Este płytę „Time For Justice” Dorota z Warszawy, a na reszcie płyt i składanek ja miałem zaszczyt udzielać się na mikrofonie. W 2006 roku Dorota wyemigrowała do USA i schedę na mikrofonie przejął Tomek Twardy ze stolicy, znany z takich zespołów jak Blood Is The Harvest i Bulletproof. Ale nie był to zbyt płodny okres w historii kapeli i nie nagraliśmy razem żadnej płyty, aczkolwiek dalej bardzo dużo koncertowaliśmy w całej Polsce. Twardego można za to usłyszeć w kawałku „Fight” z płyty „Syndykat”, na której zaśpiewał gościnnie zaproszony przez nas, gdyż kolegowaliśmy się i lubiliśmy od lat.

 

Dlaczego zawiesiliście działalność?

 

D. R. – W moim przypadku powodem odejścia z grupy w 2004 roku było założenie rodziny. Potem Street Terror działał prężnie jeszcze 4 lata, ale po emigracji Doroty do USA i wyprowadzce Cinka do Warszawy i Mlącka do Otwocka, nie miał kto liderować. Grali jeszcze, jak wspomniałam, z Twardym dość dużo koncertów, ale niestety zespół wtedy umarł.

 

Ile trwała przerwa w graniu i co robiliście w międzyczasie?

 

D. R. – Przerwa trwała prawie 6 lat, ale nikt nie siedział bezczynnie. Johnny z Inżynierem grają w Mach Of the Year, Krycha grał i gra w takiej ilości kapel, że nie będę nawet w stanie ich wszystkich wymienić. Solozzo też jest tak pozytywnie zakręcony na punkcie muzyki, że potrafi polecieć samolotem do Sztokholmu na koncert At the Gates (śmiech). Ja również nie wyobrażam sobie miesiąca bez jakiegoś porządnego koncertu, czy to w Warszawie, czy w Berlinie. Po prostu muzyka to nasza pasja.

 

Do kogo skierowana jest wasza muzyka?

 

D. R. – Przede wszystkim do ludzi myślących samodzielnie i z otwartym umysłem, a tych, wbrew pozorom, nie jest tak wielu. Poza tym, do fanów mocnego uderzenia, metalu i punk rocka i do wszelkiej maści buntowników, niezgadzających się z niesprawiedliwością dzisiejszych czasów i walczących o wolność w każdej dziedzinie życia i słowa. Utożsamiam się mocno z ideą antyfaszyzmu i antykomunizmu i dlatego dodam, że dla ludzi o skrajnych poglądach nie ma miejsca na koncertach Street Terror. Mimo całkowitej apolityczności, pewnych rzeczy po prostu nie tolerujemy. Poza tym nasze koncerty to Hardcore Show i każdy jest mile widziany.

 

Czym tak naprawdę jest hardcore i co on dla was znaczy?

 

D. R. – Przede wszystkim to coś więcej niż sama muzyka. To zdecydowanie stan umysłu i subkultura oraz bardzo pozytywna sprawa. Dzisiaj laikom słowo hardcore kojarzy się z pornografią, techno, czy innymi dziwnymi rzeczami, ale hardcore to styl zapoczątkowany przez Punków w USA w roku 1979, którzy chcieli grać szybszą, cięższą i bardziej brutalną muzykę. Taka jest jego geneza. W latach 80. i 90. XX wieku był to wręcz ruch społeczny, zaangażowany w poważne sprawy pomocy ludziom i zwierzętom. To wtedy też powstał ruch Straight Edge, czyli ludzi odrzucających wszelką intoksykację, wegetarian lub nawet wegan, odrzucających wszelkie przypadkowe kontakty seksualne. Ale Straight Edge to temat na dłuższą opowieść i zdecydowanie powinniście kiedyś w „Strefie Mińsk” ten ruch opisać. My jesteśmy tylko sympatykami, a nie członkami tego środowiska. Głos sceny hardcore poruszał i starał się rozwiązywać problemy ludzi, a takie słowa, jak integracja, zaangażowanie i odpowiedzialność to słowa kluczowe, podobnie jak lojalność, jedność i braterstwo. Dla mnie osobiście hardcore jest odskocznią od szarej codzienności i dawką pozytywnej energii w tym smutnym świecie. To pasja, wiara i jestem jej strażnikiem. Wpłynął dość znacząco na mnie, jako człowieka, na to czego słucham i na to, jak wyglądam. Obok mojego syna i mojej żony jest to dla mnie najważniejsza sprawa w życiu.

 

Oprócz muzyki, w waszych utworach ważne są również teksty, Kto jest ich autorem?

 

D. R. – Zawsze pisaliśmy we wkładkach do płyt, że teksty i muzykę tworzymy wspólnie i niech tak zostanie. Wiadomo, że jeden robi więcej, a drugi mniej, ale nie chcieliśmy do tej pory tego rozgraniczać, czyli teksty i muzyka – Street Terror.

 

A jakiej muzyki na co dzień słuchają członkowie zespołu?

 

D. R. – Bardzo zróżnicowanej. Johnny pochłania chyba każdy dobry alternatywny dźwięk. Z kolei Inż. 666 jest fanem Black Metalu. Krycha i Solozzo to maniacy Death Metalu i Grind Core. Ja słucham wszystkiego – od Johnny'ego Cash'a, po Slayer i od Beastie Boys, po 4 Skins i Mighty Mighty Bosstones. Ale głównie w moim odtwarzaczu lub iPodzie leci hardcore. Jak chcecie wiedzieć, co mnie inspiruje, to sprawdźcie i posłuchajcie takich kapel jak: Integrity, One Life Crew, Slapshot, Blood For Blood, Cro Mags, Agnostic Front, Madball, Lionheart, Backfire!, czy Kickback.

 

Na koncertach dajecie z siebie 100% – zabawa na nich zawsze była niesamowita i ostra, ale czy bezpieczna?

 

D. R. – Zdecydowanie tak. Sami pilnujemy porządku i nigdy na koncertach nie doszło do jakiejkolwiek niezdrowej sytuacji. Choć stage diving, mosh lub circle pit wyglądają dość brutalnie, to proszę mi wierzyć, że jest to zabawa kontrolowana i ludzie dbają, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Jesteśmy koncertowymi zwierzętami i ktoś, kto nigdy nie miał okazji zobaczyć nas na żywo, może naprawić ten błąd i zobaczyć, że jest w Mińsku Mazowieckim kapela, która gra hardcore na wysokim poziomie i dobrze się przy tym bawi zwłaszcza, że teraz jesteśmy silniejsi niż kiedykolwiek i udowodnimy to wkrótce.

 

W takim razie wasze najbliższe plany to...

 

D. R. – Koło zębate z napisem „Street Terror Hardcore Crew” zostało bardzo mocno przez nas naoliwione i czeka na znak, żeby zacząć miażdżyć wszystkich i wszystko dookoła. Oczywiście w pierwszej kolejności zagramy pierwszy po reaktywacji grupy superkoncert na nasze 15 urodziny – już w sobotę, 25 października w Mjuzik Pubie w Mińsku, w towarzystwie naszych przyjaciół z Konina – zespołu Preshrunk. Szykuje się pierwszorzędna zabawa. A potem bierzemy się za tworzenie nowych utworów, bo te które gramy, mimo że są świetne, mają już swoje lata i ciągnie nas do czegoś nowego. Poza tym, tworzenie jest czymś niesamowitym. Chcemy również wrócić do systematycznego koncertowania w całej Polsce, jak za starych dobrych czasów. Do tego dążymy. A póki co, sprawdźcie nasz przekaz i naszą muzykę – najlepiej odwiedzając Mjuzik Pub 25 października. Wchodźcie także nasz profil na FB pod adresem www.facebook.com/este99crew

I wielkie dzięki dla „Strefy Mińsk” za zainteresowanie i możliwość promocji naszego 15-lecia. Szacunek dla Mińszczan i pokój dla Wszystkich. Hardcore do śmierci!

 

Rozmawiała Anna Kowalczyk, fot. Michał Buczek

 

 

Street Terror ad. 2014 tworzą: Daniel Ryfka, Tomasz Żelazowski, Wojciech Cięciara, Wojciech Krysiak i Norbert Solonek.

Dyskografia:

demo „Not 4 Sale”, 2000, wydawca Este Records DIY.

kaseta „Rasa Przeciwko Religii”, 2001, Enigmatic Records.

płyta „Rasa Przeciwko Religii”, 2001, Este Records DIY.

płyta „Syndykat”, 2003, DFF Records.

płyta „Time For Justice”, 2006, Spook Records.

Składanki:

United Blood”, Hard Core Fanzine Compilation #1, 2001, utwór „Codzienna porcja śmierci”.

Class Pride World Wide#3”, 2004, Insurgence Records z Kanady, utwór „Nigdy nie będziesz szedł sam”.

„Nie ma zagrożenia”, Tribute to Dezerter, 2004, Pasażer Records, utwór „Zmiany”.

 

 

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania