Tygodnik Strefa Mińsk NR 273/274

Przez Europę bez pieniędzy

Żeby było ciekawiej – nie wziął ze sobą żadnych pieniędzy, korzystał z hojności napotkanych po drodze ludzi i poruszał się autostopem

Opublikowano: 3 Sierpnia 2014, Niedziela, 12:51
Autor: Cyprian Rokicki
 1 1 0
strefa pasji Kamil Bodzionystrefa pasji Kamil Bodzionystrefa pasji Kamil Bodziony
strefa pasji Kamil Bodziony przy ogniskustrefa pasji Kamil Bodziony przy ogniskustrefa pasji Kamil Bodziony przy ognisku
strefa pasji Kamil Bodzionystrefa pasji Kamil Bodzionystrefa pasji Kamil Bodziony
strefa pasji Kamil Bodziony przed katedrąstrefa pasji Kamil Bodziony przed katedrąstrefa pasji Kamil Bodziony przed katedrą
strefa pasji Kamil Bodziony wraz z kolegąstrefa pasji Kamil Bodziony wraz z kolegąstrefa pasji Kamil Bodziony wraz z kolegą
strefa pasji Kamil Bodziony w Mińskustrefa pasji Kamil Bodziony w Mińskustrefa pasji Kamil Bodziony w Mińsku

Przejechał ponad 19 300 km przez 29 krajów Europy i to zaledwie przez dwa miesiące. Żeby było ciekawiej – nie wziął ze sobą żadnych pieniędzy, korzystał z hojności napotkanych po drodze ludzi i poruszał się autostopem. 23-letni mińszczanin Kamil Bodziony spełnił swoje podróżnicze marzenia w ramach wymyślonego przez siebie projektu „Dreams for Free”. A w „Strefie” opowiada o swojej niezwykłej wyprawie...

Wymień w kolejności wszystkie kraje, przez które przejechałeś?

Kamil Bodziony (K. B.) – Z Polski pojechałem na Litwę, a potem na Łotwę, do Estonii, Finlandii, Szwecji, Norwegii, Danii, Niemiec, Holandii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, na Gibraltar, do Monako, Włoch, Watykanu, Słowenii, Chorwacji, Serbii, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Albanii, Grecji, Bułgarii, Rumunii, na Węgry i przez Słowację wróciłem do kraju.

Skąd pomysł na taką podróż?

K. B. – Kończąc jeden wyjazd zazwyczaj rodzi się pomysł na kolejny. W tym wypadku było podobnie. Wiedziałem, że chcę zrobić coś innego, zostawić rower (w ubiegłym roku Kamil przejechał jednośladem 3 tys. km do Barcelony – przyp. red.) i spróbować czegoś, w czym nie czuję się pewnie i czego nie znam. Tworząc projekt „Dreams for Free” inspirowałem się przede wszystkim osobą mieszkającego w Los Angeles Leona Logothetisa, znanego z programu telewizyjnego „Wojaże Szalonego Anglika”, który za 5 Euro podróżował po Europie. Tymczasem ja chciałem spróbować całkowicie oddać się „temu, co przyniesie dzień” nie zabierając ze sobą ani złotówki.

Jak zareagowali najbliżsi, gdy powiedziałeś im, że ruszasz samotnie i bez pieniędzy w tak długą trasę?

K. B. – Samotny wyjazd nie był dla nich niczym dziwnym, niepokoił ich jedynie sposób podróżowania. Przede wszystkim obawiali się, że nikt mi nie pomoże, że będę chodził głodny i szybko się poddam. Jednak dla mnie powrót przed osiągnięciem celu nie wchodził w grę, a na głód miałem różne sposoby.

Przygotowywałeś się jakoś specjalnie do wyprawy?

K. B. – Tak naprawdę, w moim projekcie nie było ważne, jak się do niego przygotuję, bo i tak nie przewidziałbym wszystkiego, co mogłoby mi się przydarzyć w podróży. Dlatego od przygotowania fizycznego, czy sprzętowego, ważniejsze było odpowiednie nastawienie psychiczne i otwarcie umysłu na nowe możliwości. Psychicznie byłem przygotowany na głód, nieprzespane noce, skandynawski mróz, albo długie kilometry marszu, gdyby nie udało mi się złapać stopa.

Ale musiałeś coś ze sobą zabrać? Co to było?

K. B. – Pomimo, że miałem duży plecak, to zapakowałem do niego naprawdę mało rzeczy – kilka ubrań: zimowych (specjalnie na Skandynawię) i letnich, śpiwór, poncho, apteczkę, małą kosmetyczkę, aparat ze statywem, trochę dodatkowego sprzętu, jak ładowarki, dokumenty, czy telefon komórkowy. To wszystko.

Twoim założeniem było to, że będziesz korzystał z pomocy napotkanych po drodze ludzi. Chętnie ci pomagali?

K. B. – Jeśli miałbym generalizować, to powiedziałbym, że chętnie. Oczywiście, zdarzały się lepsze i gorsze miasta, regiony, czy całe państwa, jednak mogę przyznać, że niezależnie, czy trafi się do bogatej Skandynawii, czy w biedne Bałkany, wszędzie można znaleźć masę świetnych ludzi, od których, jeśli chcesz, nauczysz się bardzo dużo o sobie i o otaczającym cię świecie.

Gdzie spałeś?

K. B. – Gdzie tylko się dało. Nie mając namiotu, nie miałem żadnych ograniczeń. Wystarczyło mi dwa metry kwadratowe ziemi, np. na stacjach benzynowych, boiskach, w lasach, przy kościołach, w parkach. Zdarzało się również, że spałem w domach u napotkanych po drodze ludzi. A byli też tacy, którzy wykupywali mi nocleg w hostelach.

Jak zdobywałeś pieniądze?

K. B. – Pieniądze nie były mi do niczego potrzebne. Wystarczyło mi jedzenie i picie. Nie pracowałem, nie żebrałem, nie grałem na ulicy i nie kradłem. Nie prosiłem o jedzenie, czy gotówkę. Wszystko co dostałem po drodze, zawsze wychodziło z inicjatywy innych. Czasem pieniądze dostawałem od ludzi, zdarzało się, że opłacali mi sami z siebie to, co było mi aktualnie potrzebne, np. bilet na prom, posiłek i napoje, a czasem nawet pamiątki.

Zdarzyły ci się sytuacje, w których się bałeś?

K. B. – Niebezpiecznych sytuacji nie było. Jedynie na granicy czarnogórsko-albańskiej atmosfera zaczęła się robić dosyć „specyficzna”. Mężczyzna, który podwiózł mnie do ostatniego miasta przed przejściem granicznym zapłacił innemu mężczyźnie w czarnym mercedesie z przyciemnianymi szybami stojącemu przy drodze, aby ten przewiózł mnie bezpiecznie na drugą stronę, do pierwszego większego miasta. Powiedział mu, że mnie okradli i nie mam więcej pieniędzy. Oczywiście była to nieprawda, jednak powiedział tak na wypadek, gdyby „zmiennik” chciał ode mnie więcej pieniędzy, gdyż to, że podróżuję bez grosza przy duszy było mało wiarygodne. Podjeżdżały do nas kolejne auta, z których wysiadały różne osoby i dołączały do nas czekając, aż cały samochód się zapełni. Nie bardzo wiedziałem komu ufać, nikt nie mówił po angielsku, spora ilość ludzi, wszechobecny przemyt, a kierowca nie wyglądał zbyt wiarygodnie. Sytuacja trwała kilka godzin, miała swój dalszy, jeszcze bardziej niespodziewany ciąg, jednak ostatecznie wszystko dobrze się skończyło.

Miałeś chwile zwątpienia, np. pomyślałeś, aby przerwać podróż i wracać?

K. B. – Nie było takich chwil. Miałem świadomość na co się piszę i rozpatrywałem wcześniej różne scenariusze. Wiedziałem, że jeśli nie mam jedzenia to nie dlatego, że ludzie nie są pomocni, tylko że coś źle robię, że umknął mi jakiś szczegół, bądź nie poznałem reguł, jakie panują w danym kraju. Dosyć szybkie tempo mojej podróży powodowało to, że musiałem się momentalnie przystosowywać do nowych warunków, improwizować, gdyż sposoby z jednego państwa nie zawsze miały zastosowanie w drugim.

Czego najbardziej ci brakowało podczas tej wyprawy?

K. B. – Nie brakowało mi niczego. Nauczyłem się znajdować substytuty wszystkiego, co było mi potrzebne, np. namiot robiłem z poncha i statywu aparatu, karimatę z kartonu i folii malarskiej, a kuchenkę z dowolnej puszki lub rozpalałem ognisko. Rzeczy, które ze sobą zabrałem były tak przemyślane, aby przydały się do więcej niż jednej czynności.

Mówi się, że co kraj, to obyczaj? Które z odwiedzonych przez ciebie państw zaskoczyło cię na plus, a które na minus?

K. B. – Coś jest w tym przysłowiu, jednak istnieje wiele stereotypów, które deprecjonują niektóre kraje. Większość z nas kojarzy mieszkańców, np. Skandynawii, jako chłodnych i zdystansowanych, jednak dla mnie był to najlepszy region w całej podróży – superpozytywni ludzie, pomocni i ufni. Obecnie jest tam duży napływ cudzoziemców, szczególnie do Norwegii, jednak mimo wszystko, jeśli ktoś jest pozytywnie nastawiony do ludzi, oni odpłacają się tym samym. Z kolei bardzo trudno było w Hiszpanii i we Włoszech, czyli w dwóch krajach będących zmorą wielu autostopowiczów. Prawie nikt nie mówi tam w innym języku niż własny, ludzie niechętnie zabierają obcych i nie ma tam czegoś takiego, jak „rodzinna atmosfera”, czy pomoc innym.

Spotkałeś po drodze podobnych ci podróżników?

K. B. – Spotkałem ludzi poruszających się rowerem, autostopowiczów, pielgrzymów i pieszych podróżników. Spotkałem kilku tułaczy, którzy bez celu snuli się po świecie, a nawet takich, którzy w podróży założyli rodziny. Zdarzały się osoby, które zmieniły podróż życia na życie w podróży. Świat jest pełen szalonych osób, wśród których każdy ze swoim doświadczeniem i oryginalnym pomysłem jest unikatową osobą.

Co najbardziej zaskoczyło cię podczas podróży?

K. B. – Na pewno fakt, że ciężej jest wrócić niż wyjechać. Tak jak wspomniałem, spotkałem po drodze wielu tułaczy, których podróż pochłonęła bez reszty, osoby przedstawiające się jako obywatele świata, bez przynależności państwowej. Podróż bez celu, czasem również bez pieniędzy wciąga jak nałóg, z którego ciężko jest później powrócić do szarej rzeczywistości.

Polecałbyś innym taką formę podróżowania?

K. B. – Podróż autostopem polecam wszystkim. To świetny sposób, aby poznać nowych ludzi i w miarę tanio zwiedzić świat. Jednak, czy poleciłbym podróż bez pieniędzy? Raczej nie, gdyż nie każdy jest przygotowany na trudy i niedogodności, jakie przynosi ze sobą taki wyjazd.

Planujesz kolejną wyprawę w podobnym stylu? A może zupełnie inną?

K. B. – Mam już kilka pomysłów wyjazdów, na pewno poza Europę. To chyba odpowiednia pora, aby podczas kolejnej wyprawy zmierzyć się z jakimś żywiołem i być może więcej niż z jednym kontynentem. Ale nie wiem, czy uda mi się wyruszyć już w przyszłym roku. Prawdopodobnie zrobię sobie podróżniczą przerwę, aby zająć się czymś innym. Czas pokaże.

Przez całą podróż prowadziłeś bloga, na którym umieszczałeś relacje z różnych miejsc. Co będzie z nim dalej?

K. B. – Blog będzie istniał. Nie była to jednorazowa strona, która zamiera wraz z zakończeniem projektu „Dreams for Free”. Poza tym, cały czas umieszczam na nim informacje dotyczące wyjazdu i wszystkiego, co jest do niego potrzebne i z nim związane. Kiedy stwierdzę, że nie mam już żadnego celu, aby prowadzić bloga, wtedy przestanie on działać. Ale na razie zapraszam wszystkich na stronę www.dreamsforfree.eu.

Rozmawiał Dariusz Mieczysław Mól, fot. z archiwum Kamila Bodziony

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
(o)^(o)  2014-08-06, 18:16
Zazdroszczę odwagi :)
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania