Tygodnik Strefa Mińsk NR 17/18 (373/374)

Niebezpieczna praca

Szkolenie bhp? Szkoda na nie czasu, bo czas to pieniądz

Opublikowano: 11 Grudnia 2013, Środa, 10:05
Autor: admin
 0 0 0

„Szkolenie bhp? Szkoda na nie czasu, bo czas to pieniądz. A jak ludzie nie pracują, to nie zarobią. Mnie potrzebny jest papier w razie jakiejś kontroli. O, taki, jak to – szkolenie okresowe pracowników za 15 zł. Bez zawracania głowy i czasu, przecież każdy wie, co wolno, a czego nie” – usłyszałam od osoby zarządzającej pracą kilkunastu ludzi na budowie...

Zdzisław od dawna pracował w niewielkiej firmie przy obsłudze wtryskarki. Ze względu na opłacanie mniejszych składek, był zarejestrowany na jakąś część etatu, ale zarabiał nieźle. Może dlatego, że często „łapał nocki”, a te, wiadomo, były lepiej płatne. W warsztacie był sam. Nie wie, jak to się stało, ale nagle jego dłoń znalazła się w maszynie. Nawet nie bardzo pamięta, czy bolało. Ostatkiem sił zadzwonił do żony. Zabrano go do szpitala, gdzie amputowano mu wszystkie palce prawej ręki, poza kciukiem. Był zdziwiony, że pracodawca tak bardzo się przejął tym, co się stało. Przychodził do szpitala, przynosił soczki, rozmawiał. Dziś Zdzisław już wie, co było powodem jego troski. Szef „na biegu” załatwiał różne formalności: szkolenia i badania. Dzięki Bogu, że o tym pomyślał, chociaż późno, ale zawsze. Zdzisław dostał najniższą rentę. Roboty nie znajdzie, bo kto zatrudni inwalidę z jedna sprawną ręką, który zbliża się do sześćdziesiątki?

Szkolenia BHP, badania profilaktyczne, forma zatrudnienia nie mają znaczenia, gdy chodzi o szybkie zarobienie pieniędzy i gdy jesteśmy sprawni, zdrowi i młodzi. Koszty zatrudnienia są wysokie. Pracodawcy „kombinują” jak mogą, aby je ograniczyć. Pracownicy przystają na to, bo też chcą mieć więcej w kieszeni i owczym pędem godzą się na pracę „na czarno”, podpisują w ciemno szkolenia (dobrze, że jednak coś podsuwają do podpisania), a badania to w zasadzie nikomu nie są potrzebne. Kiedy tracą zdrowie, a w skrajnych przypadkach życie, wtedy okazuje się, że brak ubezpieczenia, szkolenia, badań wpływa na możliwości ubiegania się o odszkodowanie, rentę czy najzwyklejsze zwolnienie lekarskie.

Nie szkodzić sobie
Michał jest właścicielem sporej firmy. I chociaż zatrudnia blisko 50 osób, tylko część z nich jest na etacie. Pozostali pracują na umowę-zlecenie, bo najprościej i najtaniej. Ale ludzie chcą się u niego zatrudnić, bo, jak mówią, „ma szacunek dla podwładnych”. Każdy nowy pracownik umawiany jest z BHP-owcem i nie ma, że podpisuje coś w ciemno. Jest normalne szkolenie, na którym dowiaduje się o zagrożeniach, jakie występują na stanowiskach pracy w „ich firmie”. Do tego Michał podchodzi bardzo rygorystycznie. Wie, że ludzie pracują w trudnych warunkach, w terenie, często na wysokości. Wie, że w przypadku urazu nie może pozbawić człowieka świadczeń. Stara się, aby pracujący u niego ludzie mieli chociażby ubezpieczenie.
We wrześniu miał dużo zleceń. Znajomy z dzieciństwa właśnie był bez pracy. Michał wziął go do siebie na kilka dni, żeby mu pomóc. W ostatnim dniu umowy, podczas demontażu rusztowania, znajomy spadł z wysokości ponad jednego piętra. Jako jedyny pracujący u Michała, nie miał szkolenia, badania, a nawet nie był zarejestrowany. Bo to miało być tak na chwilę, z doskoku. pogotowie zabrało go do szpitala. Doznał poważnych obrażeń: uszkodzenie dwóch odcinków kręgosłupa, mocne stłuczenie podstawy czaszki, miał wiele wewnętrznych obrażeń. Szpital zgłosił wypadek. Inspektor pracy szybko trafił do Michała. Dość poważne konsekwencje poniósł Michał i jego znajomy.

Większość, szczególnie małych przedsiębiorców nie zabiega o realizację przepisów Kodeksu Pracy. Często wynika to z niewiedzy, ale częściej z oszczędności. Poza tym, po co dodatkowy garb w postaci BHP-owca, nawet takiego „na dochodne”? Co jednak w sytuacji, gdy pracodawca organizuje szkolenia, zapewnia środki ochrony, odzież roboczą, a pracownicy i tak robią swoje? Często widać to podczas robót drogowych – pracujący młotem udarowym nie używają słuchawek, ani rękawic antywibracyjnych. Ilu z nich, nawet po sześciu godzinach pracy, mnożąc przez godziny przepracowane w miesiącu, ma uszczerbek słuchu, czy początki choroby wibracyjnej. Skutki zagrożeń interesują nas wtedy, gdy chcemy skorzystać z możliwości wcześniejszego nabycia praw emerytalnych lub rentowych. I nawet, jeśli pracodawca wysłał nas na szkolenie, to nie jest nianią prowadzącą każdego za rączkę pilnując, aby nie wsadził palców tam, gdzie nie powinien. Rola niani spoczywa na osobach bezpośrednio nadzorujących pracę. I to one odpowiadają za bezpieczeństwo swoich podwładnych. A czy pracownicy mają świadomość nieumyślnego szkodzeniu samemu sobie?

Ryzyko zawodowe
Stanisław od wielu lat pracował w maszynowni, w podwyższonym poziomie hałasu. Nadchodził czas przejścia na emeryturę. Ktoś ze znajomych podpowiedział, aby ubiegał się o dodatek z tytułu pracy w szkodliwych warunkach. Niezbędna okazała się weryfikacja badań profilaktycznych, mogących wskazywać na ubytek słuchu. I tu Stanisław się rozczarował, bo podczas wykonywania badań profilaktycznych zawsze wysyłał kolegę na badanie słuchu. To dlatego, że obawiał się przesunięcia na inne, mniej płatne stanowisko ze względu na niedosłuch, który już wcześniej był u niego stwierdzony. A kolega miał słuch znakomity. Stanisław, mimo znacznego ubytku słuchu, nie potrafił udokumentować związku z pracą, co z kolei jest jednym z warunków podwyższonych świadczeń emerytalnych.

Każde wykonywane zajęcie wiąże się z mniejszym lub większym zagrożeniem. I to nie stanowiska pracy są zagrożeniem, ale sposób, w jaki pracujemy: w pospiechu, nierozważnie, przyczyniając się do urazów, wypadków. Zlecający pracę oczekuje jej rzetelnego wykonania, bo za to płaci. A jednak wypadki przy pracy wg GUS wynikają ze złej organizacji, a co za tym idzie – niebezpiecznych zachowań pracowników. Forma zatrudnienia na umowach cywilno-prawnych nie obliguje do zapewnienia szkoleń, badań, aczkolwiek przyzwoitość nakazuje, aby dopuszczając kogoś do pracy, powiedzieć o bezpiecznych metodach jej wykonywania.
Pojęcie ryzyka zawodowego, jakże obce dla wielu, nabiera znaczenia po kontroli „Sanepidu” czy Inspekcji Pracy. Dla pracodawcy stanowi kolejny, nic nieznaczący papier, za który dodatkowo trzeba zapłacić, bo z internetu nie da się ściągnąć gotowca.

Tomek już drugi rok łapie sezonową robotę przy budowie dróg. Zadowolony, bo zarobki niezłe, a praca nie tyle ciężka, co niewdzięczna, bo jednak asfalt trochę śmierdzi. Szkoleń nie miał, bo po co. Kierownik powiedział mu, co ma robić i przykazał, że najważniejsze jet to, aby mieć na karku zawsze odblaskowe kamizelki. I tego Tomek przestrzega, bo niech tak jedzie jakiś gamoń, a jeszcze nie daj Bóg pod słońce, to trzepnie go jak nic. Aby odór ciepłego asfaltu nie dokuczał tak bardzo, Tomek w drodze na budowę walnie piwko, albo dwa. Kto ich tam sprawdzi?

Mniejsze zło
Tylko w I kwartale 2013 roku odnotowano 17641 wypadków przy pracy, z czego 59 to wypadki śmiertelne, a aż 98 – ciężkie (powodujące znaczny uszczerbek na zdrowiu, często długotrwałe zwolnienie lekarskie). To oficjalne dane opublikowane przez GUS. Jednak znaczna liczba wypadków przy pracy nigdzie nie jest odnotowana, bo nie sporządzana jest dokumentacja powypadkowa. To z kolei jest efektem „zatrudnienia na czarno”, czyli braku statusu pracownika i często braku ubezpieczenia.
Nie można obwiniać pracodawcy, bo przepisy są okrutne, przez co, dla obopólnego dobra wybiera się mniejsze zło, czyli zatrudnienie „na czarno”. Nie można mieć pretensji do pracowników godzących się na uproszczone formy zatrudnienia (nie mylić z wyzyskiwaniem), bo szczególnie ci, poszukujący od dawna zatrudnienia są na tyle zdesperowani, że każdą proponowaną formę wykonywania pracy przyjmują, jak szczęśliwy los na loterii.

Nie ma przepisu, którego nie sposób obejść, jednak jeśli już to robić, należy wyważyć plusy i minusy, wybierając mniejsze zło, patrząc nie na dzisiejszy zarobek, ale na to, czy będzie możliwość radosnego spożytkowania zarobionych pieniędzy. Tak naprawdę nikt z nas nie zna dnia, ani godziny, a dzisiaj zaoszczędzone pieniądze mogą okazać złą monetą na przyszłość.

Tekst Anna Kowalczyk

Sprawę szkoleń w zakresie BHP reguluje Kodeks Pracy atr. 237 4 (Kodeks Pracy, Rozdział VIII szkolenia).

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania