Tygodnik Strefa Mińsk NR 17/18 (373/374)

Graffiti – wandalizm czy sztuka?

Graffiti jest dla ich twórców sposobem na wyrażenie buntu przeciwko szarości ulicy. Stworzenie takiego „obrazu” jest wynikiem mozolnej pracy – potrzeba szczegółowego projektu, wielu puszek sprayu i tego, co najważniejsze... pomysłu.

Opublikowano: 17 Października 2012, Środa, 10:30
Autor: admin
 0 0 0

Graffiti jest dla ich twórców sposobem na wyrażenie buntu przeciwko szarości ulicy. Stworzenie takiego „obrazu” jest wynikiem mozolnej pracy – potrzeba szczegółowego projektu, wielu puszek sprayu i tego, co najważniejsze... pomysłu. Ale potocznie graffiti kojarzy się z chuligaństwem i wandalizmem? Poprosiłam Konrada*, aby wyjaśnił kontrowersje związane z „malowaniem po ścianach”...

Czym jest dla Ciebie graffiti?

Konrad – Zależy, jak na to patrzeć. Dla większości osób to chuligaństwo. Ale dla nas, graficiarzy, to sposób na spędzanie wolnego czasu oraz na uzewnętrznianie swoich uczuć i emocji. Niektórzy melanżują i nie wiadomo, co robią, a my zbieramy kasę na puszki z farbami i malujemy. Dla mnie graffiti to swego rodzaju sztuka.

Czujesz się artystą?

Konrad – Nie, to stanowczo za dużo powiedziane. Artyści biorą pieniądze za to, co robią. My wykonujemy to zupełnie „charytatywnie” (śmiech).

A czujesz się wandalem?

Konrad – Absolutnie nie biorę tego do siebie. Graficiarz i wandal to dwie różne osoby.

Od kiedy malujesz?

Konrad – Pierwszy raz wyskoczyłem z puchą mając osiem lat. Zabrałem czarny spray z garażu i pomazałem peron na stacji. Narysowałem i napisałem jakieś głupoty, typu: „Legia mistrz” i temu podobne. Zresztą, co mogłem pisać mając osiem lat? Od urodzenia nie miałem specjalnego talentu. Dopiero później zacząłem robić trójwymiary, a potem wymyślać inne litery i tak to się zaczęło. Na dobrą sprawę malowałem przez całą podstawówkę, gimnazjum i liceum (śmiech).

Graffiti to tylko malowanie liter?

Konrad – Nie, wszystko po kolei – od mazania napisów, propagandy politycznej, po twarze, postaci z kreskówek czy komiksów, loga i własne podpisy. Każdy graficiarz ma swój styl i trzeba się go trzymać. Jeśli ktoś podbiera komuś styl, kopiuje go, to na scenie graffiti jest spalony. Mówi się o nim kseroboy. Trzeba być sobą i malować po swojemu. Jest jeszcze coś takiego, że jak widzimy słabe prace, to zamalowujemy je napisem „TOY”, co oznacza, że graffiti jest kiepskie i niepotrzebnie marnuje ścianę.

Malujesz tylko graffiti?

Konrad – Jeszcze rysuje. Zresztą, malowanie graffiti zaczyna się od rysunków w zeszycie.

Możesz to rozwinąć?

Konrad – Każdy graficiarz ma swój zeszyt, w którym non stop coś się rysuje i doszlifowuje. Jak wpadnie mi pomysł do głowy, to przenoszę go na kartkę, a potem na ścianę, wykonując graffiti. Wszytko zaczyna się od konturu, a potem jego wypełnienia, ale zależy też od stylu każdego graficiarza, który, tak naprawdę, maluje po swojemu.

Dużo czasu na to poświęcasz?

Konrad – Najlepsze projekty wychodzą na poczekaniu. Jeśli siedzi się zbyt długo przy rysunku, wtedy zaczyna się widzieć jego mankamenty i w końcu wszystko ląduje w koszu. Spontan jest najlepszy.

Co najbardziej lubisz malować?

Konrad – Jeśli chodzi o cyfry, to lubię malować trójkę. A z liter – s, z oraz te, które mają „brzuchy”, dlatego, że można fajnie z nimi pokombinować. Najtrudniejsze do malowania są np. litery m, w i l. Ciężko z nimi cokolwiek zrobić, bo składają się z samych kresek i dla niektórych mogą wydawać się nieczytelne. A takie jak b, p, d zawsze można fajnie podkręcić.

W literach, ich charakterze zawierasz swoje myśli i emocje?

Konrad – Zdecydowanie tak. Na przykład w literze p można zawrzeć spojrzenie, w zależności od humoru. Najbardziej lubię robić twarze z zacięciem, z przekąsem. Fajnie jest rysować karykaturalnie, czyli wyolbrzymiać niektóre elementy. Wtedy daje to świetny efekt i podkreślasz to, co w danej chwili czujesz, i co jest dla ciebie najważniejsze. W literach, tak naprawdę reklamuje się siebie. Każdy ma swój osobisty tag, czyli graficiarskie imię i nazwisko.

A jeśli chodzi o kolory?

Konrad – Lubię zielony, a konkretnie „kawasaki green”. Lubię jeszcze czerwony, czarny, żółty, a najlepszym kolorem graficiarskim jest srebrny. Zawsze najlepiej wychodzi, szczególnie w zestawieniu z czarnym.

Co malujesz oprócz liter?

Konrad – Zacząłem od malowania bohaterów „Zwariowanych Melodii” („Looney Tunes”), czyli kota Sylvestra czy Królika Bugsa, bo miałem z nimi zabawę od dzieciaka. Potem zacząłem malować postaci z komiksów Marvella, czyli Spider-Mana, Batmana, Supermana. Lubię też motywy muzyczne – adaptery i ghettoblastery, czyli takie magnetofony, które nosiło się na ramionach w Bronx'ie. A jeżeli chodzi o motywy uliczne, to takich nie robiłem. Inni, owszem, przedstawiają np. jakąś scenę z Powstania Warszawskiego, albo malują coś związanego z policją czy innymi rzeczami. Polecam film o Banksy'm (nosi on tytuł „Wyjście przez sklep z pamiątkami” – przyp. red.) – brytyjskim graficiarzu, który, malując swoje prace, szerzył propagandę na ulicach przeciwko systemowi. Banksy stworzył też serię dziesięciofuntowych banknotów z wizerunkiem księżnej Diany. Zamiast napisu „Bank of England” umieścił na nich logo „Banksy of England”. Bardzo fajna sprawa.

Też pisałeś przeciwko systemowi?

Konrad – Przeciwko systemowi jest już samo malowanie, bo pisząc na ulicach, jakby nie patrzeć, niszczysz czyjąś własność.

Co pisałeś?

Konrad – Zawsze się podpisywałem, czyli robiłem swojego taga.

Powiedziałeś o niszczeniu czyjejś własności – miałeś przez graffiti problemy z policją?

Konrad – Nigdy nie złapano mnie na gorącym uczynku. Ale, osobiście, nigdy nikomu nic nie zdewastowałem. Jest taka zasada graficiarska, że uważający się graficiarz nie maluje zabytków, albo nowo odmalowanych miejsc. Dlatego teraz, tak naprawdę, nie ma gdzie malować. Fajnie, gdyby wyznaczono specjalną przestrzeń do malowania. Wtedy byłoby można ostro podziałać na tym polu. Owszem, malować można wszędzie (śmiech). Tyle, że malować gdzieś pod kamerami to idiotyzm. Tak samo malowanie pociągów jest stratą pieniędzy, bo są tak zabezpieczone, że graffiti można zmyć z nich zwykłym mopem. Ja maluję głównie po ścianach.

Graffiti to drogie hobby?

Konrad – Pieniądze są głównym powodem tego, że ograniczyłem malowanie na ścianach. Jedna puszka farby w sprayu kosztuję od 14 zł za sztukę, a na jeden średniej wielkości napis potrzeba od czterech do pięciu puszek. Poza tym, w okolicy nie da się ich kupić. Trzeba po nie jechać do Siedlec albo do Warszawy, albo zamówić przez internet. Tak, żeby się rozwijać w tym fachu i malować coraz lepiej, trzeba mieć kasę.

Jak oceniasz swoje prace?

Konrad – Zawsze mi się podobały. Starałem się wybierać taki projekt, którego nie mógłbym zepsuć. Wiem, że stać mnie na więcej, ale do tego potrzeba większego doświadczenia, czasu i pieniędzy, bo jak wspomniałem, to drogie hobby.

Twoje marzenia związane z graffiti to...

Konrad – Chciałbym, żeby ludzie otworzyli szerzej oczy, bo graffiti często może wspierać reklamę. Poza tym graffiti jest głosem młodzieży i pozwala na robienie tego, co się kocha przez całe życie, a dodatkowo właśnie wspierając reklamę, można zarobić na tym naprawdę fajną kasę.

Co byś powiedział ludziom o graffiti, żeby nie kojarzyli go tylko z wandalizmem?

Konrad – Ludzie muszą wiedzieć, że chuligaństwem jest malowanie na ścianach domów, bloków czy klatek i wykrzykiwanie, która drużyna piłkarska jest lepsza. Dla mnie to dno, a niestety, w Mińsku jest tego pełno. Ciągle się widzi bazgroł „Legia coś tam”, „Mazovia coś tam”, „Jeb** kogoś tam”... Za to powinny być kary. Dlatego, nie ma co porównywać pisania bluzgów z prawdziwym graficiarstwem, gdzie powstają naprawdę fajne, kolorowe napisy. A przede wszystkim ludzie, którzy to robią mają pojęcie o malowaniu i sztuce. Każdy głupi może wziąć czarny spray i pójść na miasto, żeby wypisać całe salwy bluzgów, ale z graficiarzem to taki nie ma nic wspólnego. Dlatego trzeba rozgraniczyć wandalizm od tworzenia graffiti. Graffiti to sztuka, którą najpierw trzeba nauczyć się szanować, a dopiero potem oceniać.

Rozmawiała Izabela Furdal, fot. z archiwum Konrada

* imię zostało zmienione

Konrad w skrócie:
Najbardziej lubię – spokojnie skończyć to, co zacząłem słuchając przy tym ulubionej muzyki.
Złości mnie – ludzkie niedoinformowanie, obojętność i znieczulica oraz brak świadomości w różnych kwestiach.
Sukces to – chyba własna firma.
Porażka – hmm... to, że póki co nie maluję. Ale na pewno zacznę.
Ulubione miejsca w Mińsku – skatepark w miejskim parku, Pub 3, Dujer, basen, pizzeria Iguana i każda przestrzeń, w której można spotkać ciekawych ludzi.

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania