Tygodnik Strefa Mińsk NR 17/18 (373/374)

Chciałam trafić w niszę na lokalnym rynku

Nasze pociechy błyskawicznie wyrastają ze swoich ubranek. Szafa pęka w szwach, w pokoju przeszkadza nieużywany już wózek, a na półkach zalegają zapomniane przez dzieci zabawki.

Opublikowano: 15 Stycznia 2013, Wtorek, 12:25
Autor: admin
 0 0 0
strefa biznesu matikstrefa biznesu matikstrefa biznesu matik
strefa biznesu matik Wioletta Danielak z dzieckiemstrefa biznesu matik Wioletta Danielak z dzieckiemstrefa biznesu matik Wioletta Danielak z dzieckiem
strefa biznesu matik Komis Dziecięcystrefa biznesu matik Komis Dziecięcystrefa biznesu matik Komis Dziecięcy

Nasze pociechy błyskawicznie wyrastają ze swoich ubranek. Szafa pęka w szwach, w pokoju przeszkadza nieużywany już wózek, a na półkach zalegają zapomniane przez dzieci zabawki. Lekarstwem na to stał się otwarty w Mińsku cztery miesiące temu komis dziecięcy. Z panią Wioletą Danielak rozmawiamy o tym, co można w MATIK-u kupić, a co sprzedać oraz o rodzinnej pasji do kolekcjonowania... zdalnie sterowanych zabawek.

 

Dlaczego komis, a nie sklep? 

 

Wioleta Danielak (W. D.) – Dlatego że sklepów w naszym mieście, zwłaszcza tych z używaną odzieżą, jest dużo, a komisu jako takiego nie ma. Chciałam trafić w niszę na lokalnym rynku.

 

Co możemy u pani kupić? 

 

W. D. – Wszystko co jest potrzebne rodzicom i dziecku począwszy od ubrań ciążowych, poprzez wyprawkę dla noworodka, ciuszki dla niemowlaków i starszych dzieci (przeważnie do 6. roku życia, ale bywają nawet do rozm.150 cm), leżaczki, foteliki samochodowe, zabawki, a skończywszy na wózkach i łóżeczkach, bo też się zdarzają.

 

Rozumiem, że można również przynieść swoje rzeczy i wstawić w komis? 

 

W. D. – Oczywiście, że tak. Gdy maluch wyrośnie już z ubranek, bądź przestanie używać jakiejś rzeczy, można ją przynieść do komisu do dalszej odsprzedaży. Rzeczy te powinny być w dobrym stanie i móc posłużyć innym.

 

Co powinnam zrobić, aby wstawić w komis, np. wózek? 

 

W. D. – Osoba chcąca wstawić jakąś rzecz do komisu powinna przede wszystkim sprawdzić czy dana rzecz jest sprawna technicznie i nie ma uszkodzeń mechanicznych. Ubranka muszą być wyprane, wyprasowane, bez plam, czy dziur – w ogólnie dobrym stanie. Następnie należy przynieść tę rzecz do komisu (sprawdzam również ogólny stan danej rzeczy), gdzie wspólnie robimy wycenę, podpisujemy tzw. umowę komisową, która jest zawierana maksymalnie na 3 miesiące, i wystawiamy na sprzedaż. Jeżeli dojdzie do sprzedaży przykładowego wózka, wtedy dzwonię z informacją do klientki komisu i można zgłosić się po odbiór pieniążków. Ze względu na skromne warunki lokalowe zawsze najpierw warto zapytać, czy można daną rzecz aktualnie wstawić do komisu, gdyż przeważnie przyjmuję rzeczy sezonowo i to, czego akurat mi brakuje w sklepie, czyli jeżeli na stanie mam aktualnie 4 wózki, to z reguły nie przyjmuję już piątego, bo po prostu nie miałabym go gdzie postawić. Czekamy, aż coś się sprzeda, żeby móc wstawiać kolejne rzeczy.

 

Czy mińszczanki szybko poznały zalety takiego komisu? 

 

W. D. – Myślę, że nie wszyscy jeszcze wiedzą o jego istnieniu, ale mam już stałe klientki, które zarówno kupują, jak i zostawiają w komisie rzeczy, i bardzo sobie chwalą ten pomysł. Są zadowolone, że wreszcie jest takie miejsce, gdzie można kupić coś fajnego, a także sprzedać coś, co jest już niepotrzebne ich dziecku, a może się przydać komuś innemu. Sama jestem mamą i wiem, ile kosztują nowe rzeczy dla dziecka, a u mnie można zarówno kupić coś taniej jak i sprzedać.

 

Czy zdarzyła się jakaś nietypowa lub wyjątkowo ciekawa rzecz wystawiona na sprzedaż? 

 

W. D. – Nie wiem, czy to jest nietypowa rzecz, ale zdarzyło mi się mieć w komisie pampersy. Na początku trochę się zdziwiłam, że klientka chciała zostawić w komisie pieluszki. Przecież one z reguły idą jak woda (śmiech). Młoda mama wyjaśniła później, że zawsze kupowała na zapas, a mały zaczął korzystać z toalety wcześniej, niż się tego spodziewała. Nie miała co z nimi zrobić, więc przyniosła do komisu, a w ślad za nią poszły inne mamy i dla mnie nie jest to już żadna nietypowa rzecz.

 

A poza wspomnianymi pampersami trafiły się jakieś nieużywane rzeczy? 

 

W. D. – Tak, miałam też nowy towar od jednej z klientek, która chciała wstawić w komis nowe rzeczy pozostałe jej po likwidacji sklepu z odzieżą dziecięcą. Co jakiś czas zdarzają się pojedyncze nowe rzeczy, które mińszczanki wstawiają, bo np. ich dziecko nie zdążyło tego założyć, a wyrosło. Bywają też nietrafione prezenty.

 

Też korzystała pani z dobrodziejstwa komisów?

 

W. D. – Mam syna w wieku przedszkolnym, który rośnie jak na drożdżach i niemal ciągle potrzebuje czegoś nowego. Korzystałam z komisów w Warszawie, bo w Mińsku nie słyszałam o żadnym, a w stolicy jest ich całkiem sporo i widziałam, że dobrze prosperują, więc czemu u nas miałby się taki komis nie przyjąć?

 

Skąd pomysł na nazwę?

 

W. D. – Sklep nazwałam MATIK od imienia mojego synka Mateuszka, na którego w domu często w skrócie wołamy Matik.

 

Czy można w MATIK-u płacić kartą?

 

W. D. – Ponieważ komis istnieje dopiero od września, nie ma jeszcze możliwości płacenia kartą. Myślę, że z czasem, jeżeli mińszczanki, i nie tylko one, przekonają się do komisu i pomysł się przyjmie w naszym mieście, będzie to możliwe. 

 

A jak spędza pani czas wolny?

 

W. D. – Bardzo lubię zdalnie sterowane „zabawki”, a raczej modele samochodów, helikopterów, samolotów, motorówek wodnych, a ostatnio sprowadziliśmy sobie razem z mężem (bo to on mnie zaraził tą raczej męską pasją do takich sprzętów) zdalnie sterowanego robota aż ze Stanów Zjednoczonych, który przynosi mi kawę do łóżka (śmiech). Zdalnie sterowane sprzęty wyszukujemy na allegro i na innych aukcjach. Są to uszkodzone i popsute modele, bo tak jest taniej. Ponieważ mój mąż ma zacięcie elektroniczne, naprawia je, a ja testuję. Mamy też syna niespełna 4-letniego, który podziela naszą pasję, bo to naprawdę świetna zabawa. Drugą, a raczej pierwszą i najważniejszą pasją jest mój syn i to on właśnie był inspiracją do tego, żebym założyła swój własny biznes, który jest ściśle powiązany właśnie z dziećmi.

 

Rozmawiała Lidka Schoerer, fot. z archiwum Wiolety Danielak

 

Wioleta Danielak w skrócie:

Sama o sobie – jestem odważna i lubię wyzwania.

Najbardziej lubię – długie spacery i jazdę na rowerze.

Co mnie złości – brak odpowiedzialności za swoje postępowanie.

Największy sukces – rodzina: mój syn i mąż.

Największa porażka – prawdopodobnie jeszcze przede mną (śmiech).

Ulubione miejsca w Mińsku – biblioteka i park miejski.

Strefa biznesu

 

Chciałam trafić w niszę na lokalnym rynku

 

Nasze pociechy błyskawicznie wyrastają ze swoich ubranek. Szafa pęka w szwach, w pokoju przeszkadza nieużywany już wózek, a na półkach zalegają zapomniane przez dzieci zabawki. Lekarstwem na to stał się otwarty w Mińsku cztery miesiące temu komis dziecięcy. Z panią Wioletą Danielak rozmawiamy o tym, co można w MATIK-u kupić, a co sprzedać oraz o rodzinnej pasji do kolekcjonowania... zdalnie sterowanych zabawek.

 

Dlaczego komis, a nie sklep?

 

Wioleta Danielak (W. D.) – Dlatego że sklepów w naszym mieście, zwłaszcza tych z używaną odzieżą, jest dużo, a komisu jako takiego nie ma. Chciałam trafić w niszę na lokalnym rynku.

 

Co możemy u pani kupić?

 

W. D. – Wszystko co jest potrzebne rodzicom i dziecku począwszy od ubrań ciążowych, poprzez wyprawkę dla noworodka, ciuszki dla niemowlaków i starszych dzieci (przeważnie do 6. roku życia, ale bywają nawet do rozm.150 cm), leżaczki, foteliki samochodowe, zabawki, a skończywszy na wózkach i łóżeczkach, bo też się zdarzają.

 

Rozumiem, że można również przynieść swoje rzeczy i wstawić w komis?

 

W. D. – Oczywiście, że tak. Gdy maluch wyrośnie już z ubranek, bądź przestanie używać jakiejś rzeczy, można ją przynieść do komisu do dalszej odsprzedaży. Rzeczy te powinny być w dobrym stanie i móc posłużyć innym.

 

Co powinnam zrobić, aby wstawić w komis, np. wózek?

 

W. D. – Osoba chcąca wstawić jakąś rzecz do komisu powinna przede wszystkim sprawdzić czy dana rzecz jest sprawna technicznie i nie ma uszkodzeń mechanicznych. Ubranka muszą być wyprane, wyprasowane, bez plam, czy dziur – w ogólnie dobrym stanie. Następnie należy przynieść tę rzecz do komisu (sprawdzam również ogólny stan danej rzeczy), gdzie wspólnie robimy wycenę, podpisujemy tzw. umowę komisową, która jest zawierana maksymalnie na 3 miesiące, i wystawiamy na sprzedaż. Jeżeli dojdzie do sprzedaży przykładowego wózka, wtedy dzwonię z informacją do klientki komisu i można zgłosić się po odbiór pieniążków. Ze względu na skromne warunki lokalowe zawsze najpierw warto zapytać, czy można daną rzecz aktualnie wstawić do komisu, gdyż przeważnie przyjmuję rzeczy sezonowo i to, czego akurat mi brakuje w sklepie, czyli jeżeli na stanie mam aktualnie 4 wózki, to z reguły nie przyjmuję już piątego, bo po prostu nie miałabym go gdzie postawić. Czekamy, aż coś się sprzeda, żeby móc wstawiać kolejne rzeczy.

 

Czy mińszczanki szybko poznały zalety takiego komisu?

 

W. D. – Myślę, że nie wszyscy jeszcze wiedzą o jego istnieniu, ale mam już stałe klientki, które zarówno kupują, jak i zostawiają w komisie rzeczy, i bardzo sobie chwalą ten pomysł. Są zadowolone, że wreszcie jest takie miejsce, gdzie można kupić coś fajnego, a także sprzedać coś, co jest już niepotrzebne ich dziecku, a może się przydać komuś innemu. Sama jestem mamą i wiem, ile kosztują nowe rzeczy dla dziecka, a u mnie można zarówno kupić coś taniej jak i sprzedać.

 

Czy zdarzyła się jakaś nietypowa lub wyjątkowo ciekawa rzecz wystawiona na sprzedaż?

 

W. D. – Nie wiem, czy to jest nietypowa rzecz, ale zdarzyło mi się mieć w komisie pampersy. Na początku trochę się zdziwiłam, że klientka chciała zostawić w komisie pieluszki. Przecież one z reguły idą jak woda (śmiech). Młoda mama wyjaśniła później, że zawsze kupowała na zapas, a mały zaczął korzystać z toalety wcześniej, niż się tego spodziewała. Nie miała co z nimi zrobić, więc przyniosła do komisu, a w ślad za nią poszły inne mamy i dla mnie nie jest to już żadna nietypowa rzecz.

 

A poza wspomnianymi pampersami trafiły się jakieś nieużywane rzeczy?

 

W. D. – Tak, miałam też nowy towar od jednej z klientek, która chciała wstawić w komis nowe rzeczy pozostałe jej po likwidacji sklepu z odzieżą dziecięcą. Co jakiś czas zdarzają się pojedyncze nowe rzeczy, które mińszczanki wstawiają, bo np. ich dziecko nie zdążyło tego założyć, a wyrosło. Bywają też nietrafione prezenty.

 

Też korzystała pani z dobrodziejstwa komisów?

 

W. D. – Mam syna w wieku przedszkolnym, który rośnie jak na drożdżach i niemal ciągle potrzebuje czegoś nowego. Korzystałam z komisów w Warszawie, bo w Mińsku nie słyszałam o żadnym, a w stolicy jest ich całkiem sporo i widziałam, że dobrze prosperują, więc czemu u nas miałby się taki komis nie przyjąć?

 

Skąd pomysł na nazwę?

 

W. D. – Sklep nazwałam MATIK od imienia mojego synka Mateuszka, na którego w domu często w skrócie wołamy Matik.

 

Czy można w MATIK-u płacić kartą?

 

W. D. – Ponieważ komis istnieje dopiero od września, nie ma jeszcze możliwości płacenia kartą. Myślę, że z czasem, jeżeli mińszczanki, i nie tylko one, przekonają się do komisu i pomysł się przyjmie w naszym mieście, będzie to możliwe.

 

A jak spędza pani czas wolny?

 

W. D. – Bardzo lubię zdalnie sterowane „zabawki”, a raczej modele samochodów, helikopterów, samolotów, motorówek wodnych, a ostatnio sprowadziliśmy sobie razem z mężem (bo to on mnie zaraził tą raczej męską pasją do takich sprzętów) zdalnie sterowanego robota aż ze Stanów Zjednoczonych, który przynosi mi kawę do łóżka (śmiech). Zdalnie sterowane sprzęty wyszukujemy na allegro i na innych aukcjach. Są to uszkodzone i popsute modele, bo tak jest taniej. Ponieważ mój mąż ma zacięcie elektroniczne, naprawia je, a ja testuję. Mamy też syna niespełna 4-letniego, który podziela naszą pasję, bo to naprawdę świetna zabawa. Drugą, a raczej pierwszą i najważniejszą pasją jest mój syn i to on właśnie był inspiracją do tego, żebym założyła swój własny biznes, który jest ściśle powiązany właśnie z dziećmi.

 

Rozmawiała Lidka Schoerer, fot. z archiwum Wiolety Danielak

 

Ramka:

Wioleta Danielak w skrócie:

Sama o sobie – jestem odważna i lubię wyzwania.
Najbardziej lubię – długie spacery i jazdę na rowerze.
Co mnie złości – brak odpowiedzialności za swoje postępowanie.
Największy sukces – rodzina: mój syn i mąż.
Największa porażka – prawdopodobnie jeszcze przede mną (śmiech).
Ulubione miejsca w Mińsku – biblioteka i park miejski.

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania