Tygodnik Strefa Mińsk NR 11/12 (367/368)

Zawód – belfer

Do naszej redakcji przyszedł list. Postanowiliśmy opublikować go w całości zwłaszcza, że zbliża się Dzień Nauczyciela...

Opublikowano: 8 Października 2012, Poniedziałek, 11:52
Autor: admin
 0 0 0

Do naszej redakcji przyszedł list. Postanowiliśmy opublikować go w całości zwłaszcza, że zbliża się Dzień Nauczyciela...


Szanowna Redakcjo,
od ponad trzydziestu lat pracowałam w szkolnictwie, wśród wielu wspaniałych nauczycieli i pedagogów. Bacznie przyglądałam się ich pracy i mogę z przekonaniem stwierdzić, że to bardzo ciężki i trudny zawód. Wymaga wiedzy, zaangażowania, ogromnej odpowiedzialności i cierpliwości. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, ile wysiłku trzeba włożyć w wykształcenie młodego pokolenia i jak bardzo jest to niewdzięczna praca, nie mówiąc już o mizernym wynagrodzeniu. Od pewnego czasu jestem na emeryturze i często wspominam dawne czasy, porównując je z dzisiejszymi. Dochodzę do smutnych wniosków, którymi chciałabym się podzielić z innymi. Wierzę, że właśnie Państwa Tygodnik, jako jedyny w Mińsku odważy się pokazać prawdziwe aspekty profesji nauczyciela - dla jednych podstarzałego bakałarza, grzyba, piernika, a dla innych pedagoga, dydaktyka, wychowawcy czy opiekuna.

Poznałam w swoim życiu dziesiątki, a nawet setki ludzi, którzy wybrali nauczanie, jako swój zawód. Nie wszyscy mieli do tego talent i predyspozycje, ale jak w każdym fachu – zdarzali się nieudacznicy, ci przeciętni odbębniający dniówkę i tacy, dla których praca z dziećmi była życiowym powołaniem. W przypadku nauczycieli, te najsłabsze jednostki szybko są eliminowane za sprawą niezadowolonych rodziców lub dyrekcji. W skrajnych przypadkach, problem rozwiązuje przymusowy urlop, choroba lub odpowiednio sformułowana umowa o zatrudnieniu. Zawsze znajdzie się sposób na dyskretne zakończenie współpracy. I trudno się dziwić! Każda placówka musi funkcjonować efektywnie, a do tego potrzebne są środki i odpowiedni budżet , który od wielu lat wymaga łatania. Dużo większym problemem od braków finansów, są braki w stosunkach międzyludzkich i nie myślę tu o skomplikowanych relacjach socjologicznych, ale o tych najprostszych i podstawowych zasadach wspólnej egzystencji oraz wzajemnym szacunku.

Świat pędzi do przodu, a nasze życie razem z nim i ciężko porównywać szkolnictwo z przed trzydziestu lat ze współczesną edukacją. Tak wiele było zmian i przekształceń, różne ustroje, ekipy rządzące, cała seria reform, o podstawach programowych nie wspomnę. Choć nie zawsze grono pedagogiczne było zgodne z kierunkiem i uzasadnieniem decyzji władz, to z czasem każdy się do nich przyzwyczaił i aklimatyzował w nowych warunkach pracy. Człowiek posiada umiejętność przystosowania się nawet w skrajnych sytuacjach, ale bez względu na okoliczności, zawsze walczy o swoją godność i wartości moralne. Jakimi będziemy ludźmi, bez moralności społecznej i tych najlepszych cech człowieczeństwa?

Takie pytania zadaję sobie i innym, gdy patrzę na naszą młodzież szkolną i ich obojętnych rodziców. Wciąż myślę nad tym, gdzie i kiedy popełniliśmy tyle błędów, że w efekcie stoimy przed wizją kolejnego pokolenia egoistów, materialistów i zapatrzonych w siebie, swoje sukcesy i pieniądze snobów. To bardzo niemiłe określenia, ale, niestety, jak najbardziej odpowiednie. Nie mam w zamyśle obrażania ludzi, pragnę jedynie zwrócić uwagę na ogromny problem, z którym od lat borykają się nauczyciele na wszystkich etapach edukacji. Co więcej, często obwiniani są za błędy wychowawcze, brak kompetencji i niedostateczne przygotowanie zawodowe. Oczywiście znajdą się przypadki, gdzie te zarzuty są uzasadnione, ale to znacząca mniejszość wśród pracowników szkół. Obecnie większość osób w sektorze nauki i oświaty posiada wykształcenie wyższe, ukończone szkolenia w zakresie bieżących zmian i profesjonalne przygotowanie zawodowe. Mimo ciężkiej pracy i sukcesów zawodowych, wciąż muszą udowadniać, że zasługują na szacunek i godne traktowanie. Szkoda, że rodzice nie mają obowiązku wykazania się własnymi osiągnięciami i efektami rodzicielskich umiejętności. Ironią jest stwierdzenie, że przecież to robią, lecz nie ma odważnych, aby ich ocenić.

Proszę mi wybaczyć zgryźliwości i emocje przepełnione złością , ale byłam świadkiem tylu nieprzyjemnych wydarzeń, które miały na mnie bezpośredni wpływ. Oto kilka z nich:

po wywiadówce w jednej z mińskich szkół podstawowych stałam na korytarzu, czekając na znajomą. Duże grono rodziców stało obok mnie, głośno dyskutując. Ja znajdowałam się w tym miejscu zupełnie prywatnie, dlatego nie zwracano na mnie uwagi myśląc, że także uczestniczyłam w zebraniu. Za pomocą przekleństw i wulgaryzmów rodzice wypowiadali się na temat nauczycieli, określając ich mianem idiotów, niekompetentnych gówniarzy, kretynów, itp. Po chwili podszedł chłopiec w wieku 9-10 lat i zapytał mamusię „ I co, załatwiliście flądrę?” Po czym padła odpowiedź: „ nie martw się synku, ja ją załatwię. Nie będzie szczylówa mi mówić, jak mam wychowywać własne dziecko! Jak donos nie pomoże, to inaczej ją załatwię. Nic się nie bój, mama wie, co robi”. Minęło zaledwie kilka minut, gdy inna z mam dodała: „ To tak szkoła wychowuje! Nic, tylko lekcje i lekcje, a zamiast dzieciaków życia uczyć, to głupoty im do głów kładą”. Nie mogłam dalej tego słuchać, byłam przerażona i zniesmaczona. Wychodząc z budynku spotkałam kilkoro dzieci rozmawiających chyba o filmie, lecz nie to było ważne. Moją uwagę przykuły słowa, używane w dialogach, które pozwolę sobie zacytować – „zajebisty, chujowy, pojebany, kurewskofajny” i wiele innych, jakich nie chcę pamiętać .

Przechodząc obok przedszkola doświadczyłam mniej drastycznych doznań, lecz te także nie były miłe. Najpierw mała dziewczynka grzecznie powiedziała „dzień dobry” mijanej pani, na co mama zwróciła jej uwagę, że to przecież tylko sprzątaczka i nie musi się jej kłaniać. Tuż za rogiem stał mężczyzna w sile wieku z dwójką maluchów i mocno gestykulując, udzielał im porad: „To ty nie wiesz, co się robi? Poczekaj, aż pani wyjdzie z sali i dopiero wtedy mu dołóż! Tylko pamiętaj, jeśli ktoś zapyta, powiedz, że to on zaczął”.

Czy należy coś dodać? Myślę, że nic więcej nie potrzeba, aby zaapelować do rodzicielskiej świadomości, odpowiedzialności i zwykłego, ludzkiego sumienia. Jaka przyszłość czeka tych młodych ludzi i nas, mieszkających między nimi? Czy jest jeszcze dla nas szansa na spokojną starość i beztroskie dzieciństwo kolejnego pokolenia? Jedyna nadzieja w tych, którzy nie zapomnieli o walorach ludzkiej natury i jej najcenniejszych cechach! Może znajdziemy wybitnych mędrców, którzy sprostają najcięższemu wyzwani, jakim jest wychowanie rodziców.

( imię i nazwisko znane redakcji)

Trudno uwierzyć w tak drastyczne historie, ale niestety faktem jest, że zachowanie młodzieży i dzieci w wieku szkolnym pozostawia wiele do życzenia. Przekleństwa w miejscach publicznych, piwo lub papieros w dłoni nastolatka, a także brak szacunku dla otoczenia i siebie samych nie jest już ewenementem. Braki wychowawcze wśród młodych ludzi są zauważalne i z pewnością zasługują na dezaprobatę. Spróbujmy to zmienić, zaczynając od wsparcia dla nauczycieli, którzy bez dwóch zdań zasługują na szacunek i uznanie dzieci, a przede wszystkim ich rodziców. I choć nie zawsze jesteśmy zachwyceni ich sposobem przekazywania wiedzy, mamy pewne zastrzeżenia, różne poglądy i odmienne sposoby bycia, to najważniejszym jest fakt, że to właśnie im powierzamy własne dzieci.

Drodzy Nauczyciele!

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej pragnę w imieniu własnym i całej redakcji tygodnika „Strefa Mińsk” złożyć Wam serdeczne życzenia wszelkiej pomyślności w życiu prywatnym i sukcesów w pracy zawodowej.

Izabella Walewska-Ogrodnik

Nasza sonda
Gimnazjalista Kuba Jonakowski zapytał uczniów mińskich gimnazjów i liceów, czy nauczyciel może być twoim autorytetem? Oto odpowiedzi, jakie usłyszał:

Marcin:
Wszystko zależy od nauczyciela. Może być dla ucznia autorytetem, ale tylko pod warunkiem, że zdaje sobie sprawę z tego, że autorytetu nie dostaje się „w pakiecie”. Żeby być dla uczniów autorytetem, trzeba go sobie wypracować. Powinien też opierać się na szacunku zbudowanym na dobrych relacjach, a nie na strachu.

Zosia:
Jak dla mnie nauczyciel nie może być autorytetem, bo nauczyciel to zawód. Uważam, że skoro praca z nami to jego obowiązek, i nie wykracza poza to, to nie może zostać kimś więcej niż nauczycielem. Chyba, że nauczanie to jego pasja, ale nie natknęłam się jeszcze na kogoś takiego.

Ola:
Nauczyciel powinien nas czegoś nauczyć. Autorytetem może być, jeśli dużo od nas wymaga, ale jednocześnie dużo uczy. Nie może też dać sobie wejść na głowę, powinien dać uczniom do zrozumienia, gdzie leży granica, i że nie wolno jej przekraczać.

Tomek:
Autorytetem może być każdy, więc także nauczyciel. Musi być to ktoś, kto w życiu coś osiągnął. Myślę, że nie ma uniwersalnych autorytetów i dla każdego kto inny jest wzorem.

Edyta:
Na pewno jest sprawiedliwy dla wszystkich. Staje w obronie słabszych i tych, co w jakiś sposób sobie nie radzą. Potrafi zaciekawić uczniów tematem, umie przedstawić poglądy, ale ich nie narzuca. I oczywiście ma coś w rodzaju respektu, jakim obdarzają go uczniowie.

Wiktoria:
Uważam, że nauczyciel jest autorytetem, kiedy prezentuje sobą jakieś wartości, a uczniowie przyjmują je za słuszne. Wtedy staje się takim pozytywnym wzorem i młodzi ludzie chcą go naśladować.

Natalia:
Kiedy nauczyciel czymś ci imponuje i chcesz za nim podążać, robić coś tak jak on, to wtedy staje się twoim autorytetem. Przynajmniej taka jest moja opinia. Dosyć często zdarzają się takie osoby, chociaż nie zawsze są to nauczyciele w szkole.

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania