Tygodnik Strefa Mińsk NR 23/24 (379/380)

10 lat Polski w Unii Europejskiej

Okrągła rocznica naszej obecności w Unii Europejskiej, to najlepszy moment do podsumowania tego okresu. Jako prawnik, nie chcę podchodzić do tematu dogmatycznie.

Opublikowano: 15 Maja 2014, Czwartek, 12:41
Autor: admin
 0 0 0

Okrągła rocznica naszej obecności w Unii Europejskiej, to najlepszy moment do podsumowania tego okresu. Jako prawnik, nie chcę podchodzić do tematu dogmatycznie – poprzestając na stwierdzeniu, że jest to jednoznacznie dobre lub złe. Postaram się, z różnych perspektyw, ocenić 10 lat w Unii z optyki własnej, miasta oraz państwa.

Rzeczpospolita Polska weszła do struktur Wspólnot Europejskich 1 maja 2004 roku. W tym czasie byłem uczniem liceum w „Chemiku” – miałem więc przyjemność wchodzić w dorosłe życie wraz z postępującą integracją. Od razu zostałem beneficjentem akcesji – jak tylko zdałem maturę oraz egzaminy wstępne na studia, wyjechałem do Londynu, aby pracować w pizzerii, jako pomocnik. W kolejnym roku pojechałem do Norwegii, a potem do Finlandii. Wakacje w państwach UE dawały mi zastrzyk gotówki, tak potrzebnej studentowi w trakcie roku szkolnego.
Kiedy rozpocząłem studia doktoranckie, postanowiłem otworzyć własną kancelarię. Powiatowy Urząd Pracy w Mińsku, opierając się na funduszach unijnych, przyznał mi bezzwrotną dotację, dzięki której kupiłem niezbędne wyposażenie do prowadzenia działalności. Sprzęty i meble, które nabyłem z tych środków, wykorzystuję do dnia dzisiejszego. Z kolei bezwizowy ruch z pozostałymi państwami UE umożliwił mi liczne wyjazdy – zarówno naukowe, m.in. do Uniwersytetów Cambridge i Oxford, jak i typowo turystyczne. Jako młoda osoba, jestem beneficjentem unijnych programów.

Nieco trudniejsza jest ocena wykorzystania dotacji w Mińsku Mazowieckim. Zdecydowanie największa dotychczasowa inwestycja w regionie, czyli obwodnica miasta, w większości została sfinansowana właśnie z funduszy europejskich. Pomimo, że jednocześnie były zastrzeżenia, co do samego wykonania (co nie leży w gestii UE, która głównie zajmuje się kwestiami bezpieczeństwa i ekologii), to zdecydowaną większość funduszy sfinansował unijny budżet. Całkowita wartość przedsięwzięcia wyniosła 765 123 400 zł, z czego dofinansowanie wyniosło 602 431 966 zł. Bez takiego zastrzyku gotówki, prawdopodobnie cały czas tysiące samochodów ciężarowych oraz osobowych przejeżdżałoby przez nasze miasto.
Młodzież może korzystać z wybudowanych za pieniądze UE obiektów sportowych „Orlik”, których w mińsku i okolicach jest kilka, np. przy Zespole Szkół im. Kazimierza Wielkiego oraz w Hucie Mińskiej (w całym kraju jest 1500 takich boisk).
Poza tym, nastąpiła przebudowa miejskiego targowiska w Mińsku. Planowana wartość inwestycji wyniosła – 3 910 028,69 zł, z czego planowana wartość kosztów kwalifikowanych – 2 597 290,01 zł, a wartość dofinansowania – 1 000 000 zł. Inwestycja, jakkolwiek potrzebna, wśród samych kupców uznawana jest za niepraktyczną, a ceny wynajmu przestrzeni dla wielu są zbyt drogie. Wygląda na to, że już w nowej kadencji Rada Miasta będzie musiała się zastanowić, jak rozwiązać „problem” rynku. Trudno jednakże za to winić Brukselę.
Za środki unijne wyremontowano również Muzeum Ziemi Mińskiej, szkoły, wybudowano i utwardzono drogi w mieście, gminie oraz w powiecie. Trudno mierzalna jest ocena funduszy związanych z przeszkoleniem pracowników. Obecnie gminy województwa mazowieckiego realizują łącznie 2122 projekty, o wartości 21,6 mld zł, w tym 11,7 mld to dofinansowania EU.

Podobnie w całym kraju liczba beneficjentów – a to mieszkańców, miast, czy województw jest znaczna. Inwestycje opatrzone logiem „Dofinansowane z funduszy unijnych” są wszechobecne.
Niestety, widoczne są również elementy, których nie udało się rozwiązać. Przede wszystkim nie wykorzystaliśmy w sporej części przysługującej nam pomocy. W przeliczeniu na 1 mieszkańca dostajemy 1900 Euro. Dla porównania: Litwa otrzymuje 2400 Euro na mieszkańca (7,1 mld Euro), Słowacja – 2400 Euro (12,7 mld Euro), Estonia - 2300 Euro (3 mld Euro), Węgry – 2100 Euro (20,8 mld Euro). Ponadto, na program rozwoju 2013- 2020 dostaliśmy więcej środków, ale niestety, na papierze, bowiem Polska otrzymała przydział (tj. wynegocjowała) 105,8 mld Euro, czyli realnie (po uwzględnieniu inflacji) mniej niż 101,3 mld Euro w poprzedniej, unijnej siedmiolatce. Dodatkowo, polska składka do budżetu UE wyniesie w następnym okresie budżetowym Unii ok. 30 mld Euro. Przeliczenia wskazują więc, że realnie nie dostaniemy mniej. Co istotne, prawdopodobnie jest to ostatni okres, gdy otrzymujemy w ogóle dotacje. W 2020 r. będziemy już znacznie więcej płacić na biedniejsze regiony UE, niż dostawać. Należy więc mądrze wykorzystać ten okres.

Nie udało się wyrównać różnic w rozwoju pomiędzy regionami naszego kraju. O ile Mińsk i Mazowsze całkiem dobrze się rozwijają, to nie można tego powiedzieć o innych województwach, np. wschodnie obszary nie są wstanie nadrobić strat infrastrukturalnych – na ścianie wschodniej regularnie wyłącza się prąd zarówno w domach, jak i zakładach pracy (które dlatego pracują 3 dni w tygodniu). Ostatecznie z Brukseli mamy otrzymać w ciągu siedmiu lat niespełna 60 mld zł rocznie. Nasz PKB wynosi obecnie 1600 mld, czyli brukselskie pieniądze to zaledwie 3,5 proc. rocznego bogactwa. Suche cyfry wskazują więc, że nie wolno nam przeceniać środków UE oraz nie doceniać własnego potencjału. Istotne jest, w jaki sposób będziemy wydatkowali fundusze, aby inwestycje stały się w przyszłości kołami zamachowymi naszej gospodarki.

Wskaźnik 90 proc. wykorzystanych środków również wygląda efektownie, ale daje to nam dopiero 7. pozycję w Unii Europejskiej. Bez wątpienia, największe problemy mamy z wykorzystaniem środków przeznaczonych na kolej. Rząd chciał część pieniędzy przeznaczyć na budowę dróg, ale Komisja Europejska kilkakrotnie odmawiała. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego informowało, że podpisano umowy (zakontraktowano) o dofinansowaniu inwestycji kolejowych o wartości 12,1 mld zł, co stanowiło 60 proc. z kwoty 20 mld zł przyznanych Polsce na kolej. Wydano natomiast 2,3 mld zł, czyli 11,6 proc. dostępnych pieniędzy.

Okres 10 lat w Unii Europejskiej był zdecydowanie korzystny dla Polski. Nasze miasto i kraj widocznie się zmieniły. Trudno ocenić, ile inwestycji nie zostałoby przeprowadzonych, gdyby nie zachęta z Brukseli. Warto więc, aby następna siedmiolatka została zrealizowana jeszcze lepiej i jeszcze mądrzej, żeby wydatki rzeczywiście szły na infrastrukturę, z której wszyscy korzystają i która przyniesie realne korzyści dla społeczeństwa.
Na pewno nie sprawdziło się wiele obaw, jakie wysuwano przed akcesją – nie przyszli Niemcy (i inni) i nie wykupili naszej ziemi. Także prawodawstwo unijne, wbrew opinii polityków, nie dotyczy kwestii moralności publicznej – tak więc dozwolenie na małżeństwa jednopłciowe, eutanazję lub aborcję zależą wyłącznie od decyzji polskiego parlamentu. Generalnie zyskało rolnictwo, bo więcej eksportujemy, ale zmalała za to produkcja, np. ziemniaków, co już nie jest takie optymistyczne. Rolnicy, i tych jest większość, którzy weszli w programy unijne, z pewnością mogą być zadowoleni.
Podsumowując okres ostatnich 10 lat Polski w Unii można powiedzieć, że był on udany – wykorzystano sporą część szans związanych z naszą akcesją. Natomiast miejscem, gdzie widzę spore niedostatki i zaniedbania, to bezrobocie wśród młodych.

Tekst Bartosz Mendyk, fot. DM

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania