Tygodnik Strefa Mińsk NR 29/30 (385/386)

Marzenia za darmo

Pamiętasz, jak to jest spać w wygodnym łóżku hotelowym? Jak dobrze smakowało jedzenie w restauracji podczas ostatnich wakacji? Jak szybko wydałeś pieniądze dane przez rodziców podczas imprez w nadmorskim kurorcie?

Opublikowano: 28 Czerwca 2014, Sobota, 11:43
Autor: admin
 0 0 0

Pomysł kiełkował mu w głowie od kilku miesięcy. Wreszcie, 28 kwietnia mińszczanin Kamil Bodziony ruszył w podróż dookoła Europy. Planuje odwiedzić ok. 30 krajów. Zapytacie, co w tym niezwykłego? Kamil nie wziął ze sobą pieniędzy i porusza się, m.in. autostopem. „Wszystko, co będzie mi potrzebne, będę starał się pozyskać dzięki hojności napotkanych ludzi” – powiedział. W trasie jest już od kilku tygodni. Jak mu się wiedzie?

„Pamiętasz, jak to jest spać w wygodnym łóżku hotelowym? Jak dobrze smakowało jedzenie w restauracji podczas ostatnich wakacji? Jak szybko wydałeś pieniądze dane przez rodziców podczas imprez w nadmorskim kurorcie? Zapomnij, bo to zbędne. Projekt Dreams for free to chęć pokazania, że najpiękniejsze w życiu chwile nie mają nic wspólnego z pieniędzmi. Nie zabiorę ze sobą ani złotówki, Euro czy dolara. W domu zostawię zapasy jedzenia, picia, namiot, kuchenkę, karimatę, zapas ubrań i wiele innych, być może dla większości z Was niezbędnych rzeczy. Wszystko, co będzie mi potrzebne, będę starał się pozyskać dzięki hojności ludzi. Chcę tym samym pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ruszam z Mińska Mazowieckiego, by po około dwóch miesiącach podróży zakończyć w nim swoją przygodę” – napisał na swoim blogu www.dreamsforfree.eu tuż przed wyjazdem.

Pewnie zastanawiacie się, po co Kamil to robi? „Aby pokazać, że we współczesnym, rozpędzonym i mocno zmaterializowanym świecie są osoby, dla których nie jest obojętny los innych ludzi. Zgodnie ze słowami Thora Heyerdahla: „Granice? Nigdy żadnej nie widziałem. Ale słyszałem, że istnieją w umysłach niektórych ludzi”, chcę uświadomić, że zaganiani w ciągłym biegu codziennego życia stawiamy sobie zbyt wiele ograniczeń, zamykamy swój umysł, ukierunkowujemy go często na pozornie właściwy tor i zapominamy o tym, co najważniejsze – marzeniach. Odkładamy je na później, wymyślając ogrom wymówek, tylko dlatego, że to najprostszy wybór. Przez wiele krajów Europy chcę poznać nowe kultury, przełamywać bariery językowe, walczyć ze stereotypami oraz powrócić do archetypu podróżnika, jako pustelnika, pielgrzyma, który nie przywiązuje wagi do spraw materialnych, a największą radość sprawia mu bycie w podróży i czerpanie z niej wszystkimi zmysłami” – wyjaśnia. Jesteśmy z nim myślami i trzymamy kciuki za jego podróżowanie.

W „Strefie” publikujemy fragmenty jego wpisów z podróży:

Najtrudniejszy pierwszy krok
Około 7.30 wyruszyłem z domu, pogoda nie rozpieszczała, ale pomyślałem „co ma być to będzie”. Przed stacją BP znalazłem kapsel z Tymbarka z napisem „Nie bój żaby”. Na stacji, niestety nikogo w moim kierunku nie znalazłem. Poszedłem w stronę drogi krajowej, aby po ponad godzinie od wyjścia z domu zacząć łapać pierwszego stopa. Poszło w miarę sprawnie. Dojeżdżam do Szypliszek, miejscowości za Suwałkami, blisko przejścia granicznego z Litwą, gdzie praktycznie z jednego auta wsiadam do kolejnego. Tym razem jest to ciężarówka. Janek jedzie do Rygi. Otwieram jedyną butelkę picia jaka mam – kolejny Tymbark – a tam napis: „Otwórz się na świat”. Sprawnie dojeżdżamy na obrzeża Rygi. Żegnamy się, a ja, nie mając mapy, dzięki pomocy ludzi kieruje się w stronę centrum miasta. Zwiedzam co ciekawsze miejsca, robię fotki i wracam na trasę. Spotykam dziewczynę, która łapie stopa w tym samym miejscu, w którym planowałem, gdyż wydawało się ku temu najlepsze. Ale nikt się nie zatrzymuje. Wybieram nocleg w parku, gdzie buduję szałas z poncza. Jak to mówią „szału nie ma”, ale przynajmniej pozwala mi przetrwać noc przy temperaturze około 0°C. Rano ruszam na poszukiwania możliwości przedostania się do Helsinek. W porcie dowiaduję się, że bilet kosztuje 24 Euro, a prom odpływa o 18.45. Wychodzę z portu, aby poszukać pracy w zamian za pieniądze na bilet. Niestety, trzy godziny pytań w barach, kebabach, kwiaciarniach i sklepach odnośnie pracy jest nieskuteczne, więc postanawiam wrócić do portu, aby być może tam wpaść na jakiś genialny pomysł. Godzina odpływu nieubłaganie się zbliża, a ja mam na razie 9 Euro. 7 Euro od kobiety z przystanku, 2 Euro od pań z baru, które nie chciały, abym pracował. Wracając do portu zachodzę w dwa miejsca, do pobliskiego baru oraz sklepu spożywczego, który okazuje się strzałem w dziesiątkę. Panie nie mają dla mnie nic do roboty, jednak dostaje od szefowej 15 Euro, dzięki czemu jeszcze dziś będę w Helsinkach. Kupuję bilet, myję się w portowej toalecie, aby punkt 18 ruszyć na odprawę.

Finlandia – mroźna i życzliwa
Odprawa odbywa się bez problemów. Po chwili siedzę na najwyższym poziomie na dziobie promu. Przez kolejne dwie godziny rozmawiam z młodą Estonką, która płynie do swojego chłopaka, który pracuje w Finlandii. Na tyle przejęła się moją sytuacją, że zadzwoniła do niego, aby zorganizować mi nocleg. Ale nic z tego nie wyszło, więc po rejsie udaję się na nocne zwiedzanie Helsinek. Po nocy w szałasie nad rzeką, staję na przystanku przed wjazdem na autostradę. Ruch mierny, jak się później okazuje, tego dnia jest święto Vappu, czyli zakończenie roku szkolnego. Podjeżdża do mnie młody chłopak, może 2-3 lata starszy ode mnie i oznajmia, że tędy nie dojadę do miejsca, które mam napisane na kartce. Mimo że stałem pod znakiem na tę drogę, znajduje się ona w całkowicie przeciwnym kierunku. Wsiadam do jego auta i ruszamy. Fin wrócił specjalnie dla mnie, a następnie nadłożył ponad 15 km, aby zawieść mnie w dobre miejsce. Planowo miałem jechać do Lahti, jednak po krótkiej rozmowie znajduję się na drodze w przeciwnym kierunku, do Tempere. Fin zostawia mnie na przystanku, gdzie aktualizuję swoje kartki dla kierowców. Zatrzymuje się dwóch mężczyzn z Estonii. Chłopaki podwożą mnie do oddalonej o 25 km stacji benzynowej, kupują ciepła herbatę i jedzenie. Następnie 35-letnia Finka podwozi mnie do Tempere. Stamtąd zabiera mnie młoda dziewczyna do Seinajoki. Z racji, iż jest to boczna miejscowość, na drogę krajową dojeżdżam ze starszą panią. Droga krajowa okazuje się być miejscem, z którego teoretycznie nie powinienem wyjechać, ponieważ ruch aut był bliski zeru. Jednak uparcie stałem czekając na tego „jedynego” kierowcę. Okazał się nim sprzedawca z warzywniaka, który jechał starym i rozpadającym się vanem. Zwiedzam Vaase, po czym kieruje się na wylotówkę. Za Kokkola spędzam noc, śpiąc na tyłach szkoły. Rano wychodzę na przystanek przy drodze krajowej i po ponad godzinie łapię transport do Kalajoki. Kieruję się na północ do Rovaniemi, na spotkanie ze świętym Mikołajem. Z tego co słyszałem, tam może spotkać mnie śnieg i jeszcze większy mróz, a więc będę musiał zorganizować sobie lepszy nocleg.

Urodziny w Hausmanii
Po zwiedzeniu kilku ciekawych miejsc północnej Norwegii z Trondheim, Alesund oraz drogą transatlantycką na czele, postanowiłem ruszyć do znajdującej się niedaleko bardzo znanej Drogi Trolli, aby następnie wybrać się do Bergen. Zatrzymuję TIR-a na rosyjskich rejestracjach i ruszamy w drogę. Gdy Rosjanin dowiaduje się, że mam dziś urodziny pyta, czy „wodka budziet?”. Niestety, nie wiem, czy „budziet”, gdyż nie mam pieniędzy. Kierowca odpowiada, że „budziet” i wyciąga z lodówki bliżej nieokreślony rosyjski trunek wodkopodobny. Jak się okazało jedzie z Uralu do Rosji przez Nordcapp, do Sztockholmu. Wysiadam na totalnym zadupiu na drodze krajowej, albo autostradzie – nie jestem pewien. Ruszam ponad 2 km pieszo do najbliższego parkingu, gdzie dosyć sprawnie łapię Pakistańczyka, mieszkającego w Norwegii, który studiował w Polsce w Szczecinie ponad 6 lat, więc mam możliwość porozmawiania po Polsku. Sprawnie docieramy do Oslo. Centrum miasta nieciekawe, więc bez zbędnych historii dowiaduję się, gdzie jest Hausmania, największe miejsce alternatywy norweskiej w Oslo. Trafiłem tam na świetną imprezę. To były fajne urodziny.

Skandynawia za mną, czyli ku cieplejszej pogodzie
Norwegia to kraj, w którym, jak na razie, spędziłem najwięcej czasu, bo prawie 2 tygodnie. Kraj przede wszystkim piękny, jednak mi się będzie kojarzył głównie ze skrajnościami. Skrajnie różna pogoda na przestrzeni 100 km. Raz miałem śnieg, zamarznięte jeziora i 0°C, aby po godzinie jazdy widzieć wiosenne polany i zielone liście na drzewach. Norwegia to także kraj wielonarodowy, jechałem z Filipińczykami, Rosjanami, Pakistańczykami, Szwedami, Polakami. W niektórych miastach wydaje się, jakby to rodowici Norwegowie byli mniejszością dla mieszkańców z całego świata. Norwegia to również kraj ludzi niesamowicie bogatych i skrajnie biednych.
Z Oslo ruszyłem na Stavanger, czyli ze wschodu na zachód kraju, gdzie chciałem wejść na Preikestolen, zwany również Pulpit Rock. Na Preikestolen wchodzą wszyscy – matki z dziećmi, wycieczki staruszków z Niemiec, dziewczyny ubrane jak z imprezy czy turyści z krajów azjatyckich, którzy robią zdjęcia wszystkiemu, co się znajduje po drodze. Następnie kieruję się do, jak się później okazało, najbardziej polskiego miasta w Norwegii – Bergen, do którego dostaje się z norweskim kierowcą ciężarówki ponad 120 km lądem i 2 promami. W mieście na każdym kroku słychać język polski. W bibliotece, na budowie, a nawet w informacji turystycznej, gdzie spotykam trzech Polaków. Chwila rozmowy, a ja ruszam w stronę Oslo, aby jak najszybciej skończyć swoją przygodą z Norwegią i ruszyć do Kopenhagi. A z Kopenhagi przez Niemcy dostanę się do holenderskiego Amsterdamu, skąd baaardzo wolnym tempem będę kierował się do Portugalii. Ku lepszej pogodzie, hiszpańskiej corridzie i przez francuskie wybrzeże.

Pełne wpisy, informacje i zdjęcia z wyprawy Kamila znajdziecie na blogu www.dreamsforfree.eu
Śledźcie tam również jego kolejne wpisy.

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania