Tygodnik Strefa Mińsk NR 35/36 (303/304)

Wstyd albo śmierć

Niedawno Mińsk Mazowiecki obiegła tragiczna informacja – mąż zabił żonę i popełnił samobójstwo

Opublikowano: 14 Marca 2016, Poniedziałek, 20:51
Autor: btsd
 0 0 0

Niedawno Mińsk obiegła tragiczna informacja – mąż zabił żonę i popełnił samobójstwo. Pojawiło się mnóstwo plotek, temat nie schodził z ust mińszczan.  Dlaczego nie nagłaśnia się kiedy pijak zabija pijaka? A tu – normalna rodzina i robi się sensację! - mówią ludzie. W przypadku rodzin patologicznych ryzyko,  że wcześniej czy później dojdzie  do tragedii jest duże, ale w tak zwanych rodzinach normalnych zdarza się to wyjątkowo rzadko. Przemocy najczęściej  towarzyszą strach, wstyd i presja  opinii społecznej, rodziny albo środowiska pracy.  Ten przypadek można uznać za schematyczny.  

Cudowne lata
Małżeństwem byli od 6 lat. Ona miała dwie córki z poprzedniego związku, z których jedna mieszkała razem z nimi. Jego poprzedni związek był niezbyt udany ze względu na stosowaną przemoc psychiczną. W obecnym związku stosował przemoc fizyczną. Nie zawsze było źle w tym małżeństwie. Nikt nie może powiedzieć złego słowa o nich. Mówią o nim, że człowiek niezmiernie kulturalny, zadbany, kłaniający się sąsiadom z życzliwością. W szkole, w której pracował, miał dobre podejście do dzieci, a te garnęły się do niego - wizerunek dobrego nauczyciela.
Ona nie była – jak mówią najbliżsi – "cichą myszką". Potrafiła bronić swojego zdania. Narastający konflikt rozgrywający się wśród czterech ścian powodował budzący się strach oraz wstyd: przed sąsiadami, rodziną, współpracownikami. Dlatego nikt z najbliższych nie miał pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w tej rodzinie... poza domownikami.
3 lata wcześniej młodsza córka miała powiedzieć w szkole, że nienawidzi swojego ojczyma. Nikogo to nie zaniepokoiło, bo powody takiego stwierdzenia mogły być różne.

Nikt nic nie słyszał
Pierwsze interwencje policji zaczęły się niedawno, ale nadal nikt nie potwierdza, że w rodzinie była przemoc.
- Nigdy nie było widać, by miała ślady po uderzeniu. Fakt jednak, że można bić tak, aby nie było śladów. Z niego był kawał chłopa, a ona przy nim jak chucherko.

Pomimo mieszkania w bloku, nikt nic nie słyszał, nikt nic nie wie. Zza ścian mieszkania często było słychać jego krzyki. Jej wrzask usłyszano po raz pierwszy dopiero w niedzielę przed 19.00.  
Tego dnia już od rana nie było w domu spokojnie. O świcie była interwencja policji z skutkiem... nałożenia jej mandatu za nieuzasadnione wezwanie. Ok. godz. 19.00 słychać było zza drzwi i ścian przeraźliwy krzyk i pisk. Ktoś z sąsiadów próbował pukać. Kilkakrotnie. Nikt nie otworzył. Powiadomiono policję, która również nie mogła wejść do środka mieszkania. Funkcjonariusze wychodzili na zewnątrz i ponownie wracali pod drzwi. Nadal, pomimo pukania, nikt nie otwierał. Wtedy wróciła młodsza córka. Próbowała otworzyć mieszkanie, ale właśnie zaciął się zamek. Tak bywało, że górny zamek nieraz się zacinał. Zadzwoniła po swojego biologicznego ojca. I to on wraz z policją wszedł do środka, biorąc na siebie traumę, która mogła spaść na córkę.

Po tragedii padają sugestie i domysły. Nie zawsze prawdziwe, a często krzywdzące stronę i tak już skrzywdzoną najdotkliwiej, bo odebraniem życia.
- On ją kochał i obawiał się, że zostawi go, odejdzie. Chyba domyślał się, a może sama mu powiedziała, że składa sprawę do sądu? A nawet jakby odeszła, to przecież on by ją znalazł.  I tego się bała. Z pewnością dobrze wszystko zaplanował, bo wykorzystał nieobecność córki w domu. Zresztą może lepiej, że jej nie było, bo pewnie i ona by nie żyła.

Chorował na cukrzycę, miał też problemy z alkoholem. Najczęściej pił w domu, sam. Właściwie to nikt nie widział go zataczającego się, pijanego czy awanturującego się gdzieś na ulicy. Poza faktem, że był agresywny, niekoniecznie będąc pod wpływem alkoholu. Ale o tym dziś niewiele osób chce mówić głośno.  
- Kilka dni przed zabójstwem on był w szpitalu. Wtedy po raz pierwszy ona odważyła się prosić jawnie o pomoc. Chodziło o uzyskanie zapewnienia, że ktoś może w sądzie poprzeć fakt, że jest bita przez męża. Zrobiła obdukcję.

Wstępne ustalenia
- Najbardziej prawdopodobne jest zabójstwo kobiety, a następnie skuteczna próba samobójstwa. Na początku zakładamy kilka wersji, jednak ta jest najbardziej prawdopodobna. Na dzień dzisiejszy trwają ustalenia, czy zbrodnia została dokonana z premedytacją. Nie wiadomo co było jej powodem. Śledztwo potrwa kilka miesięcy i dopiero po jego zakończeniu będzie możliwe udzielenie szerszych informacji. Obecnie sprawa jest na zbyt wczesnym etapie, by można było jednoznacznie stwierdzić motywy – mówi Magdalena Wieczorek z Prokuratury Rejonowej w Mińsku Maz.

Ustalono już, że nieżyjący chorował na cukrzycę. Pani Prokurator potwierdza, że mężczyzna w dniu zdarzenia zaaplikował sobie dużą dawkę insuliny, ale na tym etapie nie potwierdza informacji, że był to człowiek nadużywający alkoholu.
- Będziemy dopiero ustalać, czy wcześniej źle działo się w tej rodzinie. Pierwszym sygnałem wypływającym na zewnątrz było złożenie około tygodnia przed zdarzeniem doniesienia na policję przez nieżyjącą kobietę, czego skutkiem było założenie „niebieskiej karty”. Wtedy dzielnicowy był u tej rodziny, przeprowadzone było rozeznanie – mówi pani prokurator.
Prokurator potwierdza, że w dniu zdarzenia w godzinach rannych była interwencja policji, o którą prosiła nieżyjąca. Potwierdza fakt, że została ona wówczas ukarana mandatem za nieuzasadnione wezwanie policji.
- Obrażenia ciała kobiety to przede wszystkim rany kłute i cięte okolic szyi, tułowia, kończyn dolnych. Ran było kilkanaście. Czy były jeszcze większe obrażenia? Tego na dzień dzisiejszy nie mogę stwierdzić. Zgon kobiety był wynikiem ran, jakie odniosła. Nie mamy jeszcze pełnego opisu sekcji zwłok zarówno nieżyjącej, jak i jej męża. W jego przypadku również trudno stwierdzić, co było bezpośrednią przyczyną zgonu. Pełna informacja będzie znana po wynikach badań histopatologicznych, toksykologicznych.
Prokurator nie potwierdza wersji, jakoby podcięte żyły u nieżyjącego były bezpośrednią przyczyną jego śmierci. Zaprzecza informacji, że kobietę znaleziono z niemal uciętą głową. Stwierdzone obrażenia kobiety były liczne i znaczne. Można powiedzieć, że nie jest to standardowe zabójstwo.
Nie wiadomo, co było powodem.

- Do wyjaśnienia pozostaje, czy przed zdarzeniem były sygnały świadczące o wcześniejszej przemocy w tej rodzinie. Często jest tak, że jest presja otoczenia, wstyd, a i osoby pokrzywdzone nie zgłaszają się same o pomoc. Jeśli sama osoba pokrzywdzona nie mówi, nie zgłasza, to naprawdę trudno mówić o winie czy nieudzielaniu pomocy ze strony osób trzecich. To wszystko dzieje się w zaciszu domowym. Nie mamy oczywistych sygnałów, więc trudno ustalić czy ta pomoc nie zadziałała, jak powinna. To była normalna rodzina, oboje pracowali w szkole, byli wychowawcami klas, mieli ugruntowaną pozycję. Nie była to rodzina patologiczna – kończy pani prokurator.

Zdążyć pokonać wstyd
Może jeszcze jakoś się ułoży? Może to wszystko kwestia przemęczenia, stresu? Może to się zmieni? Może po wakacjach będzie lepiej?
Takie dylematy często są okłamywaniem samego siebie. I to najczęściej kobiety mocno wierzą w cudowną zmianę. Zmiany nie przychodzą, a jednocześnie  narasta strach: przed sąsiadami, dziećmi, rodziną, znajomymi. Bo gdzie iść, skoro mieszkanie jest wspólne? Zmienić pracę, jeśli w obecnej jest ugruntowana pozycja?  
Dziś pozostają wyrzuty sumienia wśród tych, którzy chcieli pomóc, a nie zdążyli. Rodzina do ostatniej chwili nie wiedziała, że jest aż tak źle. Ona nie skarżyła się, nie obwiniała nikogo. A kiedy wreszcie podjęła decyzję o przerwaniu gehenny, okazało się za późno.

***

Jej pogrzeb był w poniedziałek. Jego pochowali w sobotę. Żegnali ich ci sami ludzie. Oboje od lat pracowali, żyli, funkcjonowali w tym samym środowisku. Środowisku, które nie widziało lub nie chciało widzieć tragedii. No bo jak to: drugi raz wyszła za mąż i też nie potrafiła ułożyć sobie życia? Coś może nie tak z nią było? Pewnie nie była dobrą żoną. Wykształcona, a nie wiedziała co robić z mężem - katem?
Takie pytania potrafią pogrążyć psychicznie. Ludzie  nie zawsze chcą ingerować w życie prywatne osób z najbliższego otoczenia. Niestety, często i znajomi odwracają się, jeśli w gronie najbliższych dzieje się źle, bo  "gdyby coś", po co mają być ciągani na policję albo do sądu?.
Wstyd potrafi pogrążyć, bo społeczeństwo nie lubi ludzi przegranych. Czy wstyd albo śmierć musi być dla wielu rodzin jedynym wyborem?

Anna Kowalczyk

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania