Tygodnik Strefa Mińsk NR 11/12 (367/368)

Jacy jesteśmy?

Żyje nas w Mińsku prawie 40 tys. a 30 tys. ludzi żyje w okolicznych gminach.

Opublikowano: 15 Marca 2013, Piątek, 19:56
Autor: admin
 0 0 0

Żyje nas w Mińsku prawie 40 tys. Więcej jest kobiet niż mężczyzn. Dzieci rodzi się nawet sporo, ale bez fajerwerków. Z roku na rok przybywa też nowych mieszkańców, którzy osiedlają się w naszym mieście. Ok. 30 tys. ludzi żyje w okolicznych gminach. Tyle krótkie statystyki. A jacy jesteśmy na co dzień? – rozmawiamy z dr. Jackiem Bielińskim, mińszczaninem i socjologiem, adiunktem w Katedrze Socjologii Collegium Civitas w Warszawie, założycielem i członkiem zarządu Fundacji „Wiedza Lokalna”, prezesem Stowarzyszenia Niezależna Inicjatywa Kulturalna.

 

Ostatnio słyszałem opinię od jednej pani mieszkającej w Mińsku, że mińszczanie są zawistni, wszystkiego się czepiają, nic nie robią i tylko narzekają. Miała rację, czy może przemawiała przez nią jakaś złość?

 

Jacek Bieliński (J. B.) – Nie sądzę, aby mińszczanie wyróżniali się pod tym względem od reszty społeczeństwa. Często mówi się, że ciągłe narzekanie jest cechą specyficznie polską. Z pewnością od mieszkańca, np. Wielkiej Brytanii, na pytanie „Co u Ciebie?” usłyszymy raczej, że wszystko dobrze. W Polsce często odpowiedź, jeśli nie jest litanią krzywd i bolączek, brzmi – „Jako tako”, czy „Stara bida”. Jest to w dużej mierze uwarunkowane językowymi i kulturowymi konwenansami. Mam jednak wrażenie, że w Polsce narzekanie coraz częściej nie należy do dobrego tonu. W przypadku owej pani prawdopodobnie zadziałała, tzw. heurystyka dostępności, czyli jeden z powszechnie stosowanych w życiu codziennym sposobów wnioskowania. Polega ona na tym, że te fakty, które łatwiej jest nam przywołać w pamięci, bo np. są nam dobrze znane, często się z nimi stykamy lub są silnie nacechowane emocjonalnie, postrzegamy jako powszechne lub występujące z dużym prawdopodobieństwem. Jeśli wśród osób z naszego otoczenia często stykamy się z zawiścią i narzekaniami, to będziemy skłonni przypisywać te cechy większości innych, nie znanych nam osób.

 

Żyjesz w Mińsku od dziecka, widziałeś jak się zmienia. Jacy jesteśmy?

 

J. B. – Sądzę, że Mińsk Mazowiecki jest miastem typowym dla pewnej szczególnej klasy miejscowości :) Mińsk leży w bezpośrednim sąsiedztwie Warszawy. Ten fakt sprawia, że nie dotykają nas problemy typowe dla mieszkańców, np. w północnej i wschodniej Polsce. Na terenie województw warmińsko-mazurskiego czy podlaskiego problemem małych i średnich miejscowości są masowe migracje osób młodych do dużych ośrodków miejskich. Znam miejsca, w których mieszkają jedynie dzieci i osoby po 50. roku życia, często długotrwale bezrobotne. W mińsku mieszka stosunkowo dużo osób młodych, między 20 a 30 rokiem życia oraz osób o ustabilizowanej sytuacji życiowej, w wieku 30-40 lat. Z danych GUS wynika, że na przestrzeni ostatnich 16 lat mieliśmy dodatnie saldo migracji. Oznacza to, że od 1995 roku więcej osób osiedlało się w Mińsku niż z niego wyprowadzało. Jedynie w roku 2007 i 2009 saldo migracji było ujemne. Ta demograficzna charakterystyka miasta sprawia, że mieszkańcy borykają się ze specyficznymi problemami dnia codziennego: z infrastrukturą edukacyjną, problemami komunikacyjnymi, dostępem do służby zdrowia. Często słyszę, że w Mińsku nie ma wystarczającej oferty kulturalnej i rozrywkowej. Problem polega jednak na tym, że często osoby wypowiadające takie twierdzenia nie szukają tego rodzaju oferty w mieście, a swoją uwagę kierują w stronę stolicy. Jest to zrozumiałe, w końcu znaczna część ludzi pracuje lub uczy się w Warszawie. Struktura wieku mińszczan wskazuje, że powoli będzie nas również dotykał kryzys demograficzny. Cieszy natomiast fakt, że ponad połowa (ok. 56% – dane GUS) mieszkańców ma wykształcenie średnie lub wyższe. To dobrze rokuje na przyszłość.

 

Mińszczanie są tolerancyjni i otwarci na innych? W Strefie rozmawialiśmy z gejem i człowiekiem, który zmienił płeć. Nie wystawili zbyt pochlebnych laurek naszej lokalnej społeczności?

 

J. B. – Zmiany w sferze obyczajowej zawsze wywołują u części osób emocjonalne reakcje. Trudno jest mi się wypowiedzieć na temat stopnia tolerancji mieszkańców miasta do osób, np. o odmiennej orientacji seksualnej bez rzetelnych danych. Z badań prowadzonych przez Fundację „Wiedza Lokalna” w 2011 roku wynika, że w Polsce ponad połowa osób powyżej 15 roku życia uważa, że pojawiające się w internecie wypowiedzi obrażające różnego rodzaju mniejszości powinny być usuwane. Podobnie ponad połowa respondentów zdecydowanie zgodziła się, że takie zachowania powinny wiązać się z odpowiedzialnością karną. Nie sądzę, aby mińszczanie różnili się pod tym względem od reszty społeczeństwa. Osobiście znam kilku cudzoziemców, którzy w Mińsku czują się doskonale, znaleźli tu przyjaciół. Pobyt w naszym mieście bardzo dobrze wspominają też młodzi ludzie z Białorusi, którzy odwiedzili Mińsk jesienią ubiegłego roku w ramach projektu realizowanego przez Stowarzyszenie Niezależna Inicjatywa Kulturalna.

 

Starsi i młodzi mińszczanie i mieszkańcy powiatu – jak byś ich scharakteryzował jako socjolog.

 

J. B. – Z pewnością świat przeżywany młodzieży i mojego pokolenia różni się od świata pokolenia moich rodziców i dziadków. Młodzi ludzi są zanurzeni w nowych technologiach i konsumpcji zglobalizowanej kultury masowej. Czy jednak aż tak bardzo się różnimy? Nie sądzę. Socjolog Krystyna Szarfaniec, która przez wiele lat zajmowała się problemami młodzieży stawia tezę o głębokim międzygeneracyjnym konsensie co do wartości sukcesu. I ja się z tą tezą zgadzam.

Najstarsze pokolenie to przecież pokolenie szybkiego awansu społecznego związanego z powojenną modernizacją, urbanizacją i industrializacją. Charakteryzuje ich nie tylko zrozumienie, ale często szerokie przyzwolenie dla aspiracji swoich dzieci i wnuków. Średnie pokolenie Polaków, również wychowane w okresie PRL-u, dojrzewało w atmosferze odprężenia, liberalizacji i rozbudzonych aspiracji konsumpcyjnych lat siedemdziesiątych. Po 1989 roku to oni dźwigali główny ciężar zmagań z niepewnością gospodarczą transformacji i budowali zręby wolnego rynku. Pokolenie najmłodsze to „dzieci wolnego rynku”. Urodzeni po 1980 roku kształtowali swoje wartości w warunkach często nachalnej „indoktrynacji ideologią sukcesu”. Mają wysokie aspiracje i rozbudowane potrzeby. Sądzę, że istnieje wspólne, międzygeneracyjne doświadczenie, które sprawia, że młodzi i starsi mieszkańcy naszego miasta mogą, jeśli tylko chcą, znaleźć wspólny język.

 

Mówi się też, że mińszczanie i okoliczni mieszkańcy są bardzo rozpolitykowani?

 

J. B. – Nic dziwnego. W końcu polityka, a szczególnie ta na samorządowym, lokalnym poziomie, bezpośrednio dotyka naszego codziennego życia. To nasi reprezentanci decydują o tym, czy na naszej ulicy będzie poprawiona nawierzchnia, czy będziemy mieli problemy z posłaniem dzieci do przedszkola, czy łatwo zrobimy zakupy i czy będziemy mieli gdzie zaparkować samochód.

Sądzę, że to bardzo zdrowy objaw budzącej się świadomości obywatelskiej i poczucia podmiotowości w sferze publicznej.

 

A jak na mińszczan i okolicznych mieszkańców wpływa bliskość stolicy? To atut, czy może przekleństwo? Mówi się, że jesteśmy sypialnią Warszawy.

 

J. B. – Dla Mińska położenie w bezpośredniej bliskości Warszawy jest szansą na dalszy rozwój, choć oczywiście rodzi też szereg problemów. Prawdopodobnie dzięki temu, że znaczna część mieszkańców pracuje w stolicy, stopa bezrobocia w Mińsku jest niższa (w ostatnim kwartale 2012 r. wynosiła ok 11% – dane PUP) niż na poziomie całego województwa i kraju (stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce w styczniu 2013 r. wynosiła 14,2% – dane GUS). Im dalej na północ i południe do Warszawy tym stopa bezrobocia rośnie. Bliskość Warszawy to również dostępność oferty edukacyjnej, kulturalnej i rozrywkowej, z której mińszczanie chętnie korzystają. Paradoksalnie, jest ona często łatwiej dostępna niż szereg propozycji i możliwości wynikających z nowej infrastruktury sportowej miasta.

 

Sam działasz w wielu organizacjach społecznych. Mińszczanie chętnie podejmują oddolne inicjatywy, tworzą lokalną przestrzeń czy raczej przyglądają się, jak inni „wariaci” próbują zmieniać rzeczywistość?

 

J. B. – Znów nie mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Z mojego doświadczenia wynika, że często trudno jest mińszczanom znaleźć siłę, aby zainicjować pewne działania, czy to na rzecz poprawy własnej sytuacji, czy też w interesie szerszej wspólnoty. Gdy jednak to „koło zamachowe” już ruszy, chętnie włączają się w działania. Przykładem niech będzie organizowany przez Stowarzyszenie Niezależna Inicjatywa Kulturalna „Rock In Mińsk Fest”, czy wspólnie z Miejskim Domem Kultury i Stowarzyszeniem Ścieżki Nieskończoności „Festiwal 4M”. Od 2007 roku z niedowierzaniem obserwuję, jak dużą społeczną energię takie wydarzenia potrafią zmobilizować. Od strony przygotowań i organizacji samego eventu opierają się w przeważającej części na pracy wolontariuszy.

 

A jak ta sprawa wygląda w mniejszych miejscowościach? Łatwiej tam skrzyknąć ludzi do wspólnych aktywności?

 

J. B. – Małe miejscowości mają tę zaletę, że znacznie większą rolę odgrywają w nich kontakty bezpośrednie. Takie relacje często są oparte na zaufaniu do osób, które znamy, i z którymi wiąże nas pewna historia. Wydaje mi się, że w takich warunkach znacznie łatwiej zmobilizować ten specyficzny zasób, który socjologowie nazywają kapitałem społecznym. Wraz ze wzrostem liczby mieszkańców, złożonością sieci relacji międzyludzkich i organizacji biurokratycznych, rośnie rola formalnych procedur, a co za tym idzie poszanowania dla ich przestrzegania w sferze publicznej, tolerancji, zaufania do ludzi, z którymi nie łączą nas wcześniejsze doświadczenia. W mniejszych miejscowościach, szczególnie tych dotkniętych strukturalnymi problemami społecznymi, aktywność społeczna często jest skutecznym środkiem, np. w neutralizowaniu skutków wykluczenia społecznego. Nie zapominajmy jednak, że kapitał społeczny ma też swoją ciemną stronę. Wtedy, gdy sieci społeczne są zamknięte, a relacje z osobami nieznanymi lub spoza kręgu „my” obarczone są dużą dozą nieufności, kapitał społeczny może działać dysfunkcyjnie.

 

W Mińsku i okolicach naprawdę wiele się dzieje, organizuje się mnóstwo imprez, spotkań, ale z frekwencją na nich nie jest najlepiej? Dlaczego nie korzystamy lokalnie z takiej oferty?

 

J. B. – Tak jak już wcześniej wspominałem, częściowo winę ponosi za to dostępność oferty stołecznej. Ci z mińszczan, którzy pracują w Warszawie, spędzają poza Mińskiem w zasadzie cały dzień. Zakładając, że kończę pracę o godz. 17, to w domu będę po godz. 19. Dużo osób w ciągu dnia spędza ponad cztery godziny w podróży. Trudno oczekiwać, aby w takiej sytuacji mińszczanie aktywnie uczestniczyli w proponowanych im wydarzeniach kulturalnych. Ale zgadzam się, że jest w Mińsku z czego wybierać. Bardzo aktywnie działają przecież organizacje pozarządowe, jak np. Towarzystwo Przyjaciół Mińska Mazowieckiego, czy Mińskie Towarzystwo Muzyczne, instytucje kultury – Miejska Biblioteka Publiczna, Miejski Dom Kultury czy Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji oraz prywatni przedsiębiorcy. Z własnego doświadczenia wiem, że gdy ustalamy termin kolejnego festiwalu 4M to trudno jest znaleźć taki tydzień w roku, w którym nie byłoby innego wydarzenia kulturalnego.

 

Wiadomo, że zmiany społeczne zachodzą najdłużej. Jak sądzisz, jacy będą mińszczanie i mieszkańcy naszego powiatu i gminy za, np. 20-30 lat?

 

J. B. – Nie będę wróżył z fusów. Socjologom łatwo przychodzą wyjaśnienia post factum, a prognozowanie w perspektywie 20-30 lat zawsze jest skazane na porażkę. Jestem jednak optymistą.

 

Rozmawiał DM, fot. z archiwum Jacka Bielińskiego

 

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania