Tygodnik Strefa Mińsk NR 27/28 (295-296)

Oblicza zdrady

ZDRADA – słowo o mocnym i wyraźnym brzmieniu, ze złowieszczym wydźwiękiem, i choć jest znane i ogólnie używane, to trudno je zdefiniować.

Opublikowano: 6 Sierpnia 2015, Czwartek, 23:31
Autor: btsd
 0 0 0

„Zdrada to cios, którego nie oczekujesz”
Paulo Coelho „Alchemik”

ZDRADA – słowo o mocnym i wyraźnym brzmieniu, ze złowieszczym wydźwiękiem, i choć jest znane i ogólnie używane, to trudno je zdefiniować, bo posiada wiele znaczeń i odnosi się do różnych sfer życia (zdrada stanu, odstąpienie od zasad, ujawnienie tajemnicy). Jedną z nich jest zdrada małżeńska lub partnerska, rozumiana jako niedochowanie wierności w związku. To właśnie ona jest przyczyną rozpadu ludzkich więzi i dramatów partnerskich. Jedno jej dotknięcie potrafi zburzyć świat budowany przez długie lata. Trzy różne historie kobiet, które stanęły w obliczu zdrady życiowego partnera – Ani, Ewy i Moniki. Ich losy potoczyły się zupełnie inaczej, ale wszystkie miały wspólny początek – „...ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską...”

Ania (lat 43, matka 2 dzieci, 18 lat stażu małżeńskiego, od 3 lat rozwódka)
Pamiętasz jeszcze początki Waszego związku, te chwile pełne euforii, „motyli w brzuchu”, drżących dłoni i wszystkich podobnych oznak zauroczenia?
Ania – Pamiętam! I to dość wyraźnie! Często opowiadam dzieciom o tych początkach i najlepszych latach w małżeństwie, bo nie chcę, aby myślały, że zawsze w związkach są problemy, które kończą się rozwodem i całą gehenną temu towarzyszącą!

To które z tych 18 lat małżeństwa były dla Ciebie najważniejsze?
A. – Pierwsze i ostatnie lata związku, bo zmieniły moje życie! Te pierwsze budowały cudowną przyszłość, a ostatnie wywróciły życie do góry nogami!!! Pawła (mojego ex) poznałam będąc nastolatką z problemami rodzinnymi, której właśnie zmarła matka pozostawiając ogromną pustkę. Zapełniła ją perspektywa wspólnego życia z człowiekiem, który stał się moim przyjacielem, powiernikiem, partnerem, następnie mężem i ojcem moich dzieci! Wychodząc za mąż, byłam zakochana po uszy i święcie przekonana, że mam zagwarantowaną spokojną starość u boku swej połówki, a gdy na świat przyszły dzieci, życie stało się sielanką!!! Miałam wszystko o czym marzy każda kobieta: kochającego, opiekuńczego męża, dwójkę wspaniałych zdrowych dzieciaków, piękny dom, który sama przez lata urządzałam, własny sklep, samochód i zabezpieczenie finansowe – modelowy wzorzec rodziny idealnej. Tak przynajmniej wtedy myślałam.

Kiedy „bajkowe” życie zaczęło zmieniać się w koszmar?
A. – Kilka lat temu postanowiłam się dokształcić zawodowo. Z pełną aprobatą męża i wsparciem odpowiedniej opiekunki do dzieci znalazłam sobie szkołę w Warszawie. Kilka dni w miesiącu spędzałam w stolicy bez dzieci i męża, po czym stęskniona wracałam do domu, gdzie wszyscy witali mnie z otwartymi ramionami. Po paru tygodniach już tylko dzieci stały w drzwiach, a mąż był ciągle zajęty, zapracowany, bardzo zmęczony i w kiepskim humorze. Na moje pytania dotyczące zaistniałej sytuacji, słyszałam ciągle, że to praca, że sytuacja finansowa znacznie się nam pogorszyła i ogólnie sporo problemów na głowie jest przyczyną jego zmiany zachowania. Martwiłam się bardzo, a szukając rozwiązań i oszczędności, przerwałam szkołę, ograniczyłam wydatki do minimum, sprzedałam samochód i zrezygnowałam z własnych „małych” przyjemności, lecz nic to nie dało!!! Było co raz gorzej!
W ciągu paru tygodni moja oaza spokoju zamieniła się w horror! Najpierw małe spięcia, potem kłótnie, awantury, jakich nigdy nie znałam, a na koniec ciągłe wyrzuty pod moim adresem, wytykanie błędów, czepianie się najmniejszych szczegółów i trzaskanie drzwiami w odpowiedzi na moje pytania. Wszystko wokół zmieniło się tak szybko i tak drastycznie, a ja wciąż nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Mój „były” unikał mnie, dzieci i wszelkich możliwości dialogu, w domu bywał rzadko i najczęściej pod naszą nieobecność. Nie radząc sobie z tak wielką ilością zmian i znaków zapytania, wpadłam w depresję. Były leki, terapeuci, psychiatra i psycholog dziecięcy, bo niestety dzieci też ciężko to zniosły. Gdy myślałam, że dotarłam do kresu wytrzymałości psychicznej i że więcej łez już nie jestem wstanie wylać, okazało się, że najgorsze dopiero przede mną.

Nie miałaś żadnych podejrzeń skąd ta nagła zmiana w zachowaniu męża? Musiałaś snuć własne domysły i szukać jakichkolwiek wyjaśnień.
A. – Szukałam, ale na każde z nich Paweł mocno reagował i zawsze wszystkiemu zaprzeczał. Gdy zapytałam go o inną kobietę, zrobił mi scenę, twierdząc, że to ja muszę mieć kogoś na boku, skoro pytam o takie bzdury! Jak płakałam, twierdził, że to moja histeria wzbudza w nim złość, a gdy mówiłam o potrzebach dzieci, zarzucał mi szantaż psychologiczny. Każde wypowiedziane przeze mnie zdanie zawsze obracało się przeciwko mnie, pokazując jaką jestem egoistką, gdy on ma tyle problemów i sam musi z nimi walczyć, oczywiście dla mnie i dzieci.

Ale wreszcie poznałaś prawdę? Była inna kobieta?
A. – Zupełnie przypadkiem odkryłam zdradę męża i po długim zaprzeczaniu w końcu się przyznał. Byłam wściekła i zrozpaczona, nie umiałam się opanować i ciągle płakałam, ale gdzieś w głębi miałam nadzieję, że to kiedyś minie i wszystko wróci do poprzedniego stanu.

Jednak podjęłaś decyzję o rozwodzie?
A. – Zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Romans z dwa razy młodszą panienką, zaowocował ciążą i definitywnym rozpadem naszego związku. Okazało się, że mąż zdradzał mnie już dużo wcześniej, nasze oszczędności ulokował w budowie nowego domu, a mną manipulował przez długie miesiące. Miłość mojego życia i mężczyzna moich marzeń wymienił mnie i dzieci na nowszy model rodziny. Ma teraz młodą żonę, małą córeczkę i nowy dom.

Skąd wzięłaś siłę i energię, aby znów stanąć na nogi i zacząć życie od nowa?
A. – Moją najsilniejszą motywacją stały się dzieci. Teraz mieszkamy w bloku w innej części miasta i pomału sprzątamy bałagan po „życiowym huraganie”.

Gdy patrzysz wstecz, potrafisz znaleźć przyczyny zdrady męża?
A. – Do dziś nie wiem dlaczego potrzebował innej kobiety. Jego romans zaczął się długo przed moimi wyjazdami do szkoły, problemy finansowe wynikały z tajnych inwestycji w nowe życie Pawła i całe zamieszanie w domu to już skutki, a nie przyczyny! Wszystkie symptomy, jakie zauważyłam (oczywiście po czasie) dotyczyły ukrywania faktów i kłamstw o tym, co trwało. Nie dostałam ostrzeżenia, że coś jest nie tak, i że 20 lat wspólnego życia, trafi na szrot!
***
Ewa (lat 39, matka 2 synów, 20 lat stażu małżeńskiego, od 10 lat w „papierowym” związku)
Jak wygląda twoje życie małżeńskie?
Ewa: Już od ponad 10 lat jesteśmy małżeństwem tylko na papierze. Żyjemy pod jednym dachem, mamy wspólne dzieci, dzielimy opłaty i obowiązki, ale każde z nas chodzi własnymi ścieżkami.

Przecież ludzie nie łączą się świadomie w pary, aby żyć osobno?
E. – Nie zawsze tak było. Trudno w to uwierzyć, ale przez pierwszych 10 lat wspólnego życia byliśmy dobrym małżeństwem. Kochaliśmy się, szanowaliśmy, mieliśmy marzenia i cele, razem wychowywaliśmy dzieci, planując przyszłość. Sytuacja zmieniła się, gdy po wychowawczym wróciłam do pracy. Miałam wiele zaległości i ambicje zawodowe, co pochłaniało dużo czasu. Dom, dzieci, praca, szkoła – wiele obowiązków i coraz mniej rodzinnych wieczorów. Z roku na rok było coraz gorzej, doszły weekendowe szkolenia, firmowe imprezy integracyjne (bez udziału współmałżonków) i wielu nowych znajomych z pracy. Na początku mąż mnie bardzo wspierał i do wszystkiego zachęcał, bo praca i szkoła były jego pomysłami, ale po pewnym czasie pojawiły się pretensje, sprzeciwy i spięcia. Atmosfera w domu przestała być miła, a my mijaliśmy się przed i po pracy. Bardzo kochałam męża i rodzina była dla mnie najważniejsza, dlatego podjęłam decyzję o przerwaniu szkoły i zmianie miejsca pracy. Gdy wróciłam wcześniej do domu, aby mu o tym powiedzieć, zastałam go w łóżku ze wspólną znajomą.

Jaka była twoja reakcja?
E. – Całe moje życie runęło w gruzach i w jednej chwili wszystko straciło sens! Bezmyślny przypadkowy sex, przekreślił wszystko, co było dla mnie najważniejsze w związku – wierność i zaufanie. Nie potrafię opisać tego bólu, żalu, złości, bezradności i wylanego morza łez przez coś, na co nie zasłużyłam. Z czasem emocje osłabły, zabrakło łez i sił, a nasze relacje ograniczyliśmy do potrzebnego minimum. Gdy wyszła na jaw kolejna zdrada męża, nie miałam już żadnych złudzeń.

Czy w takiej sytuacji separacja lub rozwód nie byłyby lepszym rozwiązaniem?
E. – Braliśmy to pod uwagę, ale zawsze coś było ważniejsze. Przekładaliśmy wizyty u adwokata z powodów finansowych, nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego drugiego mieszkania... Poza tym rodzina i większość znajomych nie wiedzieli o naszych problemach. Mąż się nie chwalił, a ja się wstydziłam. Mijały tygodnie, miesiące potem lata... Dzieci rosły, a każdy z nas wrócił do starych obowiązków. Nie było kłótni, ani dalszych pytań, skończyły się wyrzuty i wypominania, a ja zamknęłam się w sobie bez zbytecznych oczekiwań i nadziei na cud. Każdy z nas znalazł własny sposób na życie, blisko siebie, ale bez udziału tego, drugiego.
***
Monika (lat 42, matka 2 dzieci, 17 lat stażu małżeńskiego, od 5 lat w związku po zdradzie)
Twoje małżeństwo również przeszło ogromny kryzys?
Monika – Kilka lat temu moim życiem zatrzęsła zdrada męża i znalazłam się w gronie zdradzonych kobiet, które nie umiały sobie z tym poradzić. Co gorsze, musiałam się zmierzyć z romansem, a nie z jednorazowym skokiem w bok.

Ma znaczenie czy to był romans, czy jednorazowy wybryk? Przecież zdrada to zdrada?
M. – Pierwsza reakcja wszystkich zdradzonych osób jest bardzo podobna, ale gdy pokonasz etap najsilniejszych emocji związanych z fizyczną niewiernością partnera, stajesz przed kolejnym dylematem – co i jak mocno ich łączyło. W praktyce oznacza to, że gdy inne kobiety słyszą od swoich niewiernych mężów: to był jedyny raz i nic nie znaczył lub byłem głupi i chciałem spróbować, albo to był tylko sex po alkoholu – ja usłyszałam trzy słowa: kocham was obydwie! A potem było jeszcze gorzej. Mój mąż przez wiele miesięcy nie umiał się określić co jest dla niego najważniejsze. Kochał dzieci i życie, jakie wiedliśmy, ale myślami był z nią (częstsze wyjazdy służbowe, podwójne karty do telefonu, sms-y usuwane na bieżąco i wiele innych typowych oznak dla bujnego życia poza domem).

To jaki sens ma ratowanie małżeństwa, w którym jedna strona kłamie i kombinuje, a druga zostaje obarczona problemami i sama się w nich mota?
M. – Nie ma żadnego sensu, dlatego zapadła decyzja o rozwodzie.

Dlaczego zmieniłaś zdanie?
M. – Wtedy zdania nie zmieniłam! Trafiliśmy do adwokata, który stwierdził, że nie jesteśmy gotowi na rozwód i wysłał nas najpierw do psychologa.

Na jakiej podstawie adwokat może stwierdzić, czy ktoś jest gotowy do rozwodu?
M. – Ja także byłam zaskoczona! Myślę, że wieloletnia praktyka w „branży rozwodowej” i zdobyte doświadczenie dają adwokatowi pełne prawo do stwierdzeń tego typu. Mąż nie chciał rozwodu, bo, jak twierdził, wciąż kochał dzieci i mnie (w tej kolejności), a ja byłam zalanym łzami kłębkiem nerwów – to była mądra decyzja, potrzebowałam pomocy psychologa.

Czy wizyta u psychologa może rozwiązać problemy małżeńskie? Na czym polega pomoc w takich przypadkach jak twój?
M. – W każdym zawodzie są fachowcy i partacze. Nasz pierwszy kontakt był niestety z partaczem! W Internecie znaleźliśmy psychologa w Warszawie, który miał być specjalistą w terapii małżeńskiej. To była totalna porażka! Młoda dziewczyna w końcowym stadium ciąży kazała nam patrzeć w oczy, wymawiać swoje imiona nawzajem i opowiadać dlaczego zakochaliśmy się w sobie! Wyszliśmy obydwoje bardzo rozczarowani. Wizyta u psychologa w Mińsku, do którego umówił nas adwokat, wyglądała zupełnie inaczej, i choć byłam sceptycznie nastawiona, to znalazłam się pod opieką fachowca. Wreszcie mogłam powiedzieć o wszystkim, co we mnie tkwiło i wyrzucić z siebie te najgorsze emocje. Po kilku spotkaniach wiele kwestii stało się dla mnie bardziej zrozumiałych, na część pytań znalazłam odpowiedzi i pomału uczyłam się patrzeć na problemy z innego punktu widzenia. Padła sugestia, że jednak mamy szansę na przetrwanie, że wciąż się kochamy i wiele nas łączy, dlatego powinniśmy spróbować uratować małżeństwo i rodzinę. I tu rozpoczęliśmy następny etap ciężkiej pracy w odbudowie związku: kolejne wizyty w gabinecie (indywidualne i wspólne), odkrywanie własnych wad i zalet, ustalanie priorytetów, grzebanie przeszłości. Wiele wzlotów i upadków, napady furii i potrzeby bliskości, obwinianie i wyrzuty, dziesiątki przeciwstawnych uczuć, zachowań i emocji Dopiero w takich momentach człowiek odkrywa, co w nim drzemie, do czego jest zdolny i ile jest w stanie udźwignąć!

Czy udało się zażegnać kryzys? Wyszliście wreszcie na prostą?
M. – Kryzys pokonałam, ale czy uratowałam małżeństwo, nie mam pewności. Zrozumiałam, że to, co było, już nigdy nie wróci, nic nie będzie takie samo, a my jesteśmy innymi ludźmi. Takie doświadczenia życiowe zmieniają człowieka i zawsze pozostawiają ślady. Miałam wspaniałego, czułego i troskliwego męża, który bardzo mnie skrzywdził i zniszczył MÓJ IDEALNY świat. Byłam tak mocno zraniona, że gdzieś po drodze zapomniałam o jego uczuciach, chciałam ratować związek na bazie własnych potrzeb i rekompensacie doznanych krzywd. Z pewnością w jakimś stopniu miałam do tego podstawy, ale podejmując się odbudowy więzi pominęłam fakt, że do tego potrzeba dwojga. Dopiero nie dawno odkryłam, że moje oczekiwania były wygórowane i przerastały ludzkie możliwości. Milion razy wykrzyczałam mężowi jego winy, wylałam przy tym litry łez. Ciągłe napady złości, gniewu, żalu i płaczu – nieświadomie odebrałam mu poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, a zagwarantowałam niepewność i stan zawieszenia, a to nie są odpowiednie warunki dla partnerskiego związku. Ludzie popełniają błędy i mają do tego prawo, ale muszą wyciągać z nich wnioski, aby ich nie powtarzać. Bardzo kocham swojego męża, lecz przed nami jeszcze wiele pracy. Są problemy, na które należy spojrzeć z perspektywy czasu i ocenić je jeszcze raz. Czasami na obiektywne wnioski potrzeba wielu lat, a czasami do tych wniosków nie dochodzimy nigdy. Jestem optymistką i wierzę, że mimo wszystko, nam się uda!

Co dziś wiemy o zdradzie?

Zdradzamy wszyscy. Kobiety, mężczyźni, dojrzali i młodzi, bez względu na partnerski staż i doświadczenie.

Większość zdradzających to mężczyźni, ale kobiety szybko nadrabiają straty.

Powody zdrady w związkach są bardzo indywidualne i nie zawsze równoznaczne z problemami. Ile zdrad, tyle powodów.

Reakcje na zdradę partnera bywają różne: od drastycznego załamania nerwowego, depresji i prób samobójczych do przemilczenia problemu lub obarczenia winą kochanka/kochanki.

Bez względu na płeć zdrada zawsze jest bolesna i zostawia ślad.

Skutki zdrady są nieprzewidywalne, często jest to rozpad związku lub rozwód.

W wielu przypadkach warto, a nawet należy zasięgnąć rady psychologa lub terapeuty.

Ważnych decyzji nie należy podejmować pod wpływem emocji.

Dzieci powinny być poza problemami rodziców i w nich nie uczestniczyć.

Przyznanie się do zdrady powinno być uzasadnione. Wyrzuty sumienia nie zawsze mogą być wystarczającym argumentem do tego, aby zranić i obarczyć problemami partnera.

Zanim pozwolimy zdradzie wtargnąć do naszego związku, warto przeanalizować konsekwencje.

Zdrady można uniknąć. Należy dbać o związek i rozmawiać z partnerem, mówiąc jasno i wyraźnie o potrzebach, oczekiwaniach i wątpliwościach.

Szanujmy prywatność swoją i partnera. Nadmierna kontrola, szpiegostwo i internetowe gadżety w domu nie wróżą nic dobrego.

Zdrada w statystykach
Według badań przeprowadzonych przez amerykańskich naukowców:
76% wynosi prawdopodobieństwo popełnienia zdrady przez któregoś z partnerów.
30-50% zdradzających to mężczyźni.
20-40% zdradzających to kobiety.
10% to narodzone dzieci „pozbawione genów ojców”.
58% to zdradzający mężczyźni, którzy są w szczęśliwych związkach i nic w nich nie chcą zmieniać!

Drastycznie wzrasta liczba zdradzających kobiet, a przyczyny ich niewierności ulegają zmianie – dochodzą czynniki seksualne, ciekawość erotyczna i dominacja.

Według polskich badań CBOS z lipca 2011 r.:
25% to liczba Polaków przyznających się do zdrady.
33% stanowią mężczyźni.
18% stanowią kobiety.

PRACA to najczęstsze miejsce zdrad (później jest grono znajomych i przyjaciół).
NAJCZĘŚCIEJ ZDRADZAJĄ mieszkańcy dużych miast, wykształceni, zamożni, na wyższych stanowiskach, w wieku 25-34 lat.

27% to zdradzeni, którzy dowiedzieli się o zdradzie partnera.
67% to partnerzy żyjący w nieświadomości, nie wiedząc, że są zdradzani.

Izabella Walewska-Ogrodnik

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania