Tygodnik Strefa Mińsk NR 17/18 (373/374)

Jedenaste przykazanie: Nie szkodzić

Działalność kulturalna zawsze zwyciężała. Zapraszałam znanych ludzi (artystów, pisarzy) w czasach, kiedy nie było komputerów.

Opublikowano: 21 Lutego 2015, Sobota, 10:45
Autor: btsd
 0 0 0


St. kustosz, dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Cegłowie. Wykształcenie: bibliotekarstwo, wyższe pedagogiczne, podyplomowe (dziennikarstwo) oraz Studium Menadżerów Kultury. Z zamiłowania regionalistka, autorka wielu publikacji o tematyce historii regionalnej (książki, film). Laureatka kilkunastu nagród, w tym kilka krajowych, Mazowiecki Bibliotekarz Roku 2013. Współorganizatorka jednej z większych imprez w powiecie Sójki Mazowieckiej. Niespokojna duchem, uparta, o wielkim sercu – Danuta Grzegorczyk.

Danusiu, ile masz wzrostu?
Danuta Grzegorczyk (DG): Niewiele ponad metr pięćdziesiąt.

Czy wiesz, że mimo to jesteś wielka?
(DG): E, tam…

Masz za sobą jeszcze ciepłe wydanie Przewodnika Encyklopedycznego, a wcześniej Albumu o Cegłowie. Ile trwała praca przy tych publikacjach?
(DG): Gromadzenie i skanowanie starych zdjęć trwało ponad rok. Wiedzę na temat gminy do Encyklopedii wraz z Małgorzatą Śluzek (bibliotekarką) gromadziłyśmy kilka lat, ale w 2014 roku bardziej intensywnie i opracowałyśmy ok. 400 haseł.

Co było najtrudniejsze?
(DG): Historia współczesna, powojenna. Naszą bolączką był brak czasu. Pracujemy codziennie od 11.00 do 19.00. Nie było czasu na szerszą konsultację z mieszkańcami, a prośby zamieszczane w „Cegiełce”, pisma do sołtysów i rozmowy z czytelnikami nie za wiele pomogły. Mieszkańcy teraz tłumaczą, że nie wiedzieli o planowanych wydawnictwach. Jednak znalazły się osoby, które dostarczyły zdjęcia do skanowania i powstał piękny album, za co serdecznie dziękujemy. Dziękujemy też tym, którzy dostarczyli informacji.

Jesteś z wykształcenia magistrem pedagogiki, z zamiłowania organizatorem wielu imprez kulturalno-oświatowych. Co jest ci najbliższe?
(DG): Od 40 lat jestem bibliotekarką i menadżerem kultury, ale bywam też dziennikarką – z wykształcenia też. Jestem magistrem pedagogiki kulturalno-oświatowej, ukończyłam podyplomowe studia dziennikarskie na UW, ukończyłam również studia ze specjalnością menadżera kultury na SGH z oceną celującą. Nie mam dyplomu z regionalizmu, to moja działalność z zamiłowania. A co jest mi najbliższe? Wszystko po trosze, bo lubię urozmaicenia. Dobrze, że robię tyle rzeczy, monotonna praca nie daje tyle radości. Ja, jak wszyscy spod znaku Barana, lubię być tzw. pionierem i często miewam szalone pomysły.

Niespokojna duchem, ciągle w ruchu. Skąd czerpiesz energię?
(DG): Do tej pory tak było. Czasem chciałam zwolnić, ale nie udawało się… Uprawiałam też sport: w podstawówce kulturystykę, w liceum w pchnięciu kulą miałam najlepszy wynik w województwie, a po czterdziestce uprawiałam nawet karate. Ale nie byłam systematyczna i cierpliwa, szybko przychodziły nowe pomysły. Działalność kulturalna zawsze zwyciężała. Zapraszałam znanych ludzi (artystów, pisarzy) w czasach, kiedy nie było komputerów. Biblioteka w Mrozach, którą kierowałam od 1975 do 2007 roku, jeszcze w latach 90. nie miała nawet telefonu. A jednak udawało mi się zaprosić gwiazdy z pierwszych stron gazet. Dziś to żadna sztuka zaprosić artystę. Może dlatego prawie każdy czuje się fachowcem w tej dziedzinie i łatwo krytykuje niemal wszystkie imprezy…

Twoje życie kręci się wokół książek, ale mimo to nie zamykasz się w bibliotece. Wychodzisz do ludzi. Lubisz ludzi. Dużo robisz dla innych. Dobre uczynki wracają?
(DG): Generalnie bardzo lubię ludzi, tylko coraz mniej ich rozumiem. Rzeczywiście, od dzieciństwa tak mi się życie układało, że służyłam pomocą innym. Już w wieku czterech czy pięciu lat uratowałam maleńkie kaczuszki, wyjmując je z wody. Mój starszy brat uczył je pływać, a ja wiedziałam, że jest im za zimno i wyjęłam z tej wody. Z tego, co pamiętam, w szkole udzielałam wsparcia w odrabianiu lekcji czy zrozumieniu trudnej kwestii, w harcerstwie organizowałam akcje „niewidzialna ręka” polegające na anonimowym pomaganiu ludziom starszym: porąbanie drewna, odśnieżanie podwórka, czyszczenie grobów, itd. Pomagałam mieszkańcom w pisaniu podań do różnych urzędów. A czytelnikom uczącym się szczególnie trzeba pomagać, podpowiadać, ale taka jest praca bibliotekarza. Czy uczynki wracają? Nie zastanawiam się, nie po to pomagałam. Jest trochę osób, na które mogę liczyć. Okazują mi serce szczególnie teraz – w mojej niespodziewanej chorobie.

Wracając do Twojego dorobku: skąd zainteresowanie historią regionalną?
(DG): Zacznę od tego, że znienawidzonym przeze mnie przedmiotem w szkole (poza biologią) była historia. A napisałam kilka książek zawierających historię regionu, tylko regionu, ale to jednak historia. Paradoks, prawda? Kiedy wiem, że coś ma sens i jest potrzebne innym, wtedy z pasją i zaangażowaniem oferuję różnorodne formy działalności. Kiedyś w szkole był obowiązek edukacji regionalnej i uczniowie przychodzili po pomoc. Więc zmobilizowałam się i w kilka miesięcy napisałam „Dzieje Mrozów i okolic”. Lubiłam rozmawiać ze starszymi mieszkańcami, a oni chętnie opowiadali o swoich przeżyciach, szczególnie wojennych.

Trudno grzebać w zakamarkach pamięci, odgrzebywać zapomniane historie, wydarzenia?
(DG): Łatwo nie jest: dokumenty trudno dostępne i brak czasu na ich szukanie w archiwach. W Otwocku na przykład Akta Gminy Cegłów są niekompletne. Gmina kiedyś nie wszystko przekazała do archiwum. Wiem też, że sporo dokumentów jest u prywatnych osób. Po co im to i dlaczego nie chcą udostępnić, nie rozumiem. Liczą na finansowy zysk? Dla mnie to czysty egoizm. A wspomnienia ludzi są ciekawe, niektórzy mają niesamowitą pamięć, tylko pozazdrościć, ale takich jest coraz mniej.

Czy teraz żyjemy w lepszych czasach?
(DG): To trudno jednoznacznie ocenić. I dawniej i dziś są plusy i minusy. Jednak nie chciałabym dziś być młoda i uczestniczyć w „walce szczurów” i intrygach często bez powodu.

Kim byłaś w poprzednim wcieleniu?
(DG): Gdzieś dawno temu wyczytałam, że mieszkałam w Rosji i byłam upokarzana i bita. Nie wiem, czy wierzyć w reinkarnację, ale może coś w tym jest. Bardzo przeżywam, kiedy ktoś jest nieludzko traktowany. Nie oglądam i nie czytam horrorów i wszystkiego, co wiąże się ze złem, jakie jedni czynią innym. Ale chętnie czytam wspomnienia Sybiraków, mimo, że było tam tyle nieludzkich zachowań… Może jednak w poprzednim wcieleniu tam byłam?

Gdyby nie biblioteka to co?
(DG): Bibliotekarką zostałam przypadkowo, bez przekonania. W liceum chciałam być reżyserem. I tak już 40 lat „reżyseruję” różnorodne działania, które dają mi wiele satysfakcji.

Twoja doba ma 24 godziny?
(DG): Bywało różnie. Czasem sama się zastanawiam, jak ja tyle rzeczy zdołałam zrobić i pokonać tyle przeciwności losu. Ale mnie trudności nie zniechęcały, mnie nudzi monotonność. Bardzo trafnie – w filmiku „Mazowiecki Bibliotekarz 2013” (dostępny na youtube) – powiedziała o mnie dyrektor mińskiej biblioteki Elżbieta Sieradzińska, że „chcąc Dankę ukarać, trzeba ją zamknąć na miesiąc i kazać nic nie robić”. To prawda, najbardziej męczyła mnie nuda. Tak było, ale jak to czasem bywa – los potrafi namieszać w życiu – w moim tak się stało.

A co dziś robisz na obiad?
(DG): Zupę Hipokratesa (3 godziny gotuję warzywa), którą tylko ja będę jeść, a dla domowników kotlety schabowe z sosem pieczarkowym.

 

Rozmawiała Anna Kowalczyk

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze!
Znajdź nas na Facebooku
TYGODNIK STREFA MIŃSK
adres biura:
ul. Warszawska 161 (1 piętro)
05-300 Mińsk Mazowiecki
tel. + 48 724 822 000
e-mail: reklama@strefaminsk.pl
lub e-mail: biuro@strefaminsk.pl
projekt graficzny: E-HO - agencja reklamowa - Mińsk Mazowieckikodowanie, system zarządzania