
Gdy jeszcze do końca nie wiadomo, kto wykona hymny inauguracyjne na rozpoczęcie EURO 2012 w niedzielę, 29 kwietnia Orkiestra Dęta Miasta Mińsk Mazowiecki zainaugurowała hymnami opu państw mecz gwiazd Polska-Ukraina.
Zaszczyt, jaki spotkał naszą mińską orkiestrę jest ogromny, gdyż jeszcze żadna orkiestra na tym stadionie wcześniej nie występowała. Wraz z zespołem mażoretek „Gracja” (wicemistrzynie Europy) orkiestra wykonała pokaz w rytm utworów „Samba Brasil” i specjalnie na tą okoliczność napisany utwór „Carnavale de Varsovie”. Kierownictwo muzyczne objął jej dyrygent pan Marcin Ślązak. Jak stwierdzili organizatorzy – Orkiestra Dęta Miasta Mińsk Mazowiecki jest jedną z najlepszych orkiestr amatorskich w kraju, dlatego spośród tysięcy zespołów w Polsce wybrano właśnie ją, aby uświetniła tę prestiżową uroczystość. Gratulujemy :)
Mińskiego Stowarzyszenie Miłośników Sztuki zaprasza 19 mają o godz. 17 do Miejskiej Szkoły Artystycznej (ul. Armii Ludowej 23) na „majOFFkę 2012”.
W programie pierwszy pokaz w naszym mieście jedenastu animowanych filmów offowych polskich (także zrealizowanych w Mińsku) i zagranicznych oraz wystawa prac plastycznych artystów Mińskiego Stowarzyszenia Miłośników Sztuki. Będzie też można poznać członków Towarzystwa i dowiedzieć się o ich artystycznych planach. Wstęp wolny.
Miejska Biblioteka Publiczna zaprasza we wtorek, 15 maja o godz. 18.30 na spotkanie z Katarzyną Kaczorowską, autorką książki „80 milionów”. Gościem specjalnym będzie Józef Pionior, jeden z działaczy związkowych, którzy w 1981 r. podjęli z konta NSZZ „Solidarność” regionu Dolny Śląsk 80 mln zł.
Było to bezprecedensowe wydarzenie. 3 grudnia 1981 r. we Wrocławiu działacze związkowi: Józef Pinior, Stanisław Huskowski i Tomasz Surowiec wypłacili z banku związkowe pieniądze i ukryli je u metropolity wrocławskiego. 9 dni później wprowadzony został stan wojenny i wszystkie solidarnościowe konta zostały bezprawnie zablokowane. Dzięki odwadze Piniora, Huskowskiego i Surowca NSZZ „Solidarność” regionu Dolny Śląsk dysponowała funduszami pozwalającymi na prowadzenie podziemnej działalności po 13 grudnia 1981 r. Dziennikarka Katarzyna Kaczorowska w swojej książce przedstawiła kulisy tamtych wydarzeń, ujawniła okoliczności uratowania przez dolnośląską „Solidarność” własności swoich członków i nakreśliła obraz stanu wojennego. Wstęp na spotkanie jest wolny.
Maj to tradycyjnie miesiąc książek i bibliotek. To czas, gdy warto sobie przypomnieć słowa Marii Dąbrowskiej, która stwierdziła, że „Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji”.
Wśród wielu wynalazków ludzkości, które w znaczącym stopniu przyspieszyły rozwój cywilizacji na pewno poczesne miejsce zajmuje pismo i czytanie. Pismo pozwoliło zapisać dorobek kolejnych pokoleń, zaś książka do połowy XX w. była podstawowym środkiem przekazu owego dorobku. Dziś mówi się o kryzysie czy wręcz końcu czytania. Kiepski stan czytelnictwa potwierdzają badania prowadzone przez Instytut Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej czy Fundację ABCXXI. Nauczyciele zaś ubolewają nad tym, że dzieci i młodzież zbyt dużo wolnego czasu spędzają przed komputerem. Tymczasem Szwedzka Akademia Literatury Dziecięcej opracowała listę zalet czytania książek. Oto kilka z nich:
książki pomagają rozwijać język i słownictwo, uczą rozumieć innych, rozwijają myślenie, dostarczają nowych idei i pojęć myślowych, rozszerzają świat i świadomość, pobudzają fantazję, dostarczają wiedzy o innych krajach i kulturach, o przyrodzie, technice, historii, rozwijają uczucia i zdolność do empatii, dodają sił i zapału, dostarczają rozrywki, mogą stawiać pytania, które angażują i pobudzają do dalszych przemyśleń, uczą etyki, skłaniają do namysłu, mogą wyjaśnić rzeczywistość i pomóc w zrozumieniu zależności, mogą udowodnić, że często pytanie ma więcej niż jedną odpowiedź, a na problem da się spojrzeć z różnych stron, pomagają zrozumieć siebie oraz to, że inne osoby mają prawo do własnych odczuć i reakcji, są towarzyszami w samotności, książki dla dzieci stanowią pierwsze spotkanie z literaturą. Gdyby się dobrze zastanowić, to zapewne znaleźlibyśmy jeszcze wiele innych powodów, dla których warto czytać. Lista zalet czytania jest długa, a czy ktoś zna wady?
Jak wychować miłośnika książek?
Nikt nie rodzi się czytelnikiem. Zamiłowanie do czytania musi ktoś obudzić. Dróg inicjacji jest wiele. Najważniejszy krok w tym procesie należy do rodziców. W rodzinach czytających kształtuje się pozytywny stosunek do książki. Jeśli w domu nie ma nawyku czytania, niestety nie wychowamy miłośnika książek. Ważną rolę w tym procesie odgrywa również przedszkole, pierwsza szkolna biblioteka, mądry pedagog. Stworzyć klimat przychylny lekturze to zadanie dla nich.
Cóż zatem możesz zrobić drogi Rodzicu?
Telefon 116 111 służy młodzieży i dzieciom potrzebującym wsparcia, opieki i ochrony. Zapewnia dzwoniącym możliwość wyrażania trosk, rozmawiania o sprawach dla nich ważnych oraz kontaktu w trudnych sytuacjach.
Telefon 116 111 działa od listopada 2008 r. To pierwszy ogólnopolski i całkowicie bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży uruchomiony przez Fundację Dzieci Niczyje (FDN). Linia 116 111 obsługiwana jest przez psychologów i pedagogów, którzy wysłuchują młodych ludzi, rozmawiają o ich problemach, udzielają im wsparcia w sytuacjach kryzysowych. Dzwoniący nie muszą podawać swoich danych, by porozmawiać. Codziennie, w godz. 12-20 konsultanci odbierają telefony od dzieci i młodzieży z całego kraju. Działaniu linii telefonicznej 116 111 towarzyszy również strona internetowa www.116111.pl, która umożliwia młodym osobom zadawanie anonimowych pytań online przez całą dobę. Dzieci i młodzież znajdą na niej także wiele ciekawych informacji w „Strefie wiedzy” oraz filmiki w których znane osoby zachęcają do korzystania z oferty telefonu 116 111.
– Cztery lata temu, uruchamiając bezpłatny numer 116 111 trafiliśmy na ogromną lukę w systemie pomocy dzieciom. Właściwie od pierwszego dnia telefon dzwonił bez przerwy. O tym, że można tu porozmawiać z życzliwym specjalistą, zwierzyć się ze swoich problemów i wspólnie poszukać rozwiązań dzieci dowiedziały się bardzo szybko. To pokazało nam jak bardzo tego rodzaju wsparcie było im potrzebne i jak niezbędne jest dalsze poszerzenie naszej oferty – mówi dr Monika Sajkowska, dyrektor Fundacji Dzieci Niczyje.
Pracownik – pracodawca – oczekiwania, relacje i kontrowersje!
Praca zawodowa jest jednym z podstawowych elementów współczesnego życia. Stanowi źródło utrzymania, kształtuje osobowość, wpływa na poziom samorealizacji. Miejsce zatrudnienia i zajmowane stanowisko powinny odzwierciedlać nasze oczekiwania, predyspozycje, wykształcenie i aspiracje, a te z kolei być wytyczną wysokości wynagrodzenia, możliwości rozwoju zawodowego i awansu. Jak to wygląda w Mińsku. W tym numerze pierwsza część naszego raportu. Swój punkt widzenia przedstawiają pracownicy.
Wiele czynników wpływa na obecny stan rynku pracy i warunków zatrudnienia. Często słyszymy o kryzysie gospodarczym, niewykorzystanym potencjale ludzkich możliwości, zbytecznej biurokracji, wysokich kosztach i poszkodowanych pracownikach. Co wzbudza największe kontrowersje u zatrudnionych osób? Gdzie tkwią przyczyny najczęstszych konfliktów między pracownikiem i pracodawcą w naszym mieście? Wypowiedzi na ten temat zebraliśmy wśród osób, zarówno młodszych, jak i starszych, pracujących w różnych zawodach w naszym mieście.
Marta, 25 lat, ekspedientka
„... Bardzo długo szukałam pracy. W Mińsku ciężko jest znaleźć coś interesującego i za normalne pieniądze. Wszędzie proponowano mi minimalną stawkę i umowę na czas określony, bez zapewnienia, że mi ją przedłużą. Od kilku miesięcy pracuję jako ekspedientka w sklepie z odzieżą i wcale nie jestem zachwycona nowym miejscem pracy. Szefowa wymyśliła sobie, że mam podpisać jakąś odpowiedzialność materialną, co zmusza mnie do płacenia z pensji za skradzione ubrania. Uważam to za głupotę, dlaczego mam płacić za rzeczy, które wyniosą złodzieje?”
Bogusława, 52 lata, krawcowa
„... Byłam krawcową ponad 25 lat w firmie, która rok temu przestała istnieć. Prawie z dnia na dzień stałam się osobą bezrobotną. Miałam ogromny problem ze znalezieniem nowej pracy, bo choć mam wieloletnią praktykę w zawodzie, to szyłam jednak tylko określony asortyment. Byłam na dwunastu rozmowach i prawie zawsze słyszałam te same argumenty: trudniejsze projekty, inne maszyny, ciężkie czasy i oczywiście, wiek nie ten. Długo szukałam, aż w końcu znalazłam. Moim pracodawcą jest młody mężczyzna, który prowadzi firmę w zupełnie inny sposób niż była szefowa. Ma większe wymagania, często stoi mi nad głową i zerka przez ramię, jak pracuję. Większość kobiet w zakładzie nie jest z tego zadowolona i ciągle na niego psioczy. Kilka dni temu zebrał wszystkich pracowników i wprowadził kilka zmian w naszym systemie pracy, wywołując burzę komentarzy i ogólne niezadowolenie. Powiedział, że jest mało zamówień, a koszty utrzymania firmy wzrastają, dlatego już nie będzie nadgodzin i dodatkowych możliwości dorobienia do etatowej pensji, co pozwoli mu zostawić wszystkich zatrudnionych. Ja to rozumiem, bo wiem, jak jest ciężko, ale moje koleżanki z pracy znalazły „lepsze” rozwiązania: donosy do Państwowej Inspekcji Pracy i Skarbówki (oczywiście anonimowe), chorobowe, zwolnienia na dzieci i tego typu pomysły. Szkoda, że nie zdają sobie sprawy z tego, że takie podejście do sprawy może doprowadzić do zamknięcia firmy. Próbowałam im to wyjaśnić, ale bez skutku. „Młodzi” myślą, że wszystko wiedzą najlepiej”.
Mariola, 32 lata, pracownik salonu kosmetycznego
„... Od kilku lat pracuję w mińskim salonie i ogólnie nie narzekam, ale są rzeczy, które mnie mocno irytują. W moim zawodzie wysokość miesięcznej wypłaty zależy od ilości i wartości zabiegów, jakie wykonałam, dlatego staram się, aby było ich jak najwięcej. Niestety zaopatrzenie robi właścicielka salonu, a ja tygodniami proszę o brakujący asortyment, ciągle namawiam ją na nowy sprzęt i wprowadzenie niezbędnych nowości kosmetycznych. Sama wyszukuję w internecie tańsze rozwiązania i wciąż proszę o aprobatę, ale niestety, zawsze znajdzie się coś ważniejszego i pilniejszego. Jak mam ją przekonać, że aby utrzymać się na rynku musimy iść do przodu, a w Mińsku konkurencja jest ogromna i na każdym kroku mieści się jakiś salon kosmetyczny. Zmiany przyniosą korzyści dla wszystkich, a ja mogłabym ruszyć z miejsca, bo od lat w ogóle się nie rozwijam, choć mam kwalifikacje do wielu zabiegów”.
Robert, 25 lat, informatyk
„... Mam porządne wykształcenie w swoim zawodzie i nie zamierzam pracować za nędzne grosze u jakiegoś prywaciarza, który nie ma pojęcia o komputerach. Więcej zarobię na boku u znajomych, niż w firmie pseudo komputerowej, nabijając kasę na konto ważniaka z zawodówką. Niech sobie znajdzie innych leszczy”.
Kasia, 27 lat, księgowa
Długi majowy weekend przed nami. Zostajemy w Mińsku. Co by tu, właśnie tu, robić. Jakby ciekawie spędzić czas? Wydaje się nam, że tu u nas nic ciekawego nie ma. Tymczasem... piękna i osobliwa przyroda, malownicze krajobrazy, ciekawe zbytki są naprawdę niedaleko.
Wokół Mińska wiele jest tras i ścieżek, które tylko czekają, aby je odkryć. Właśnie te ścieżki są okazją do wyrwania się z codziennego pośpiechu, gonienia gdzieś i po coś. Właśnie, rodzinna piesza wycieczka, a może w grupie znajomych, przyjaciół? Czemu nie. Taka wyprawa na pewno dostarczy niezwykłych wrażeń, a i na swoje treny spojrzymy nieco inaczej, życzliwszym okiem. Proponuję wyprawę w poszukiwaniu jodłowej gałązki, która jest symbolem osobliwego rezerwatu przyrody Jedlina w Mieni. Poszukajmy jej razem :)
Start: stacja PKP Mińsk Maz. Pociągiem relacji Mińsk – Siedlce jedziemy do Mieni ok.15 min. Po drodze mamy dwie stacje: Anielina i Barcząca, a my wysiadamy na stacji Mienia. Tu rozpoczyna się zielony szlak turystyczny. Informują o tym tabliczki – szlakowskazy firmowane przez PTTK.
Ze stacji kierujemy się od razu w prawo. Spacerkiem asfaltową drogą przez piękny las dojdziemy do zabudowań Domu Opieki Społecznej Jedlina. Tablice informacyjne opisują nam historię obiektów DOS – przed wojną był tu ośrodek ćwiczeń terenowych dla dzieci i młodzieży. Ale któż dziś wie, co to są ćwiczenia terenowe? Otóż młodzież przyjeżdżała na kilkudniowe zajęcia przyrodnicze z terenoznawstwa, czyli ćwiczyła z mapą i kompasem. Przy DOS, nad jeziorkiem po żwirowisku, znajduje się wiata z ławeczkami, gdzie można chwilę odpocząć i ruszyć dalej, prosto, za oznakowaniami szlaku. A wzdłuż leśnej drogi mamy tabliczki z nazwami drzew.
Dochodzimy do mogiły Trzy Krzyże. To miejsce pochówku powstańców z 1831 r. Szczegółowo historia miejsca opisana na tablicy. Kilkanaście metrów dalej ścieżka w lewo, która doprowadza do obszaru chronionego rezerwatu. Oznakowana ścieżka dydaktyczna upewni nas, że to tu możemy szukać jodłowej gałązki. Ale nie zrywajmy jej. Jodłę rozpoznamy po charakterystycznym ułożeniu igieł oraz po tym, że z wierzchu są zdecydowanie ciemniejsze, połyskliwe, a pod spodem matowe i mają jaśniejszy odcień zieleni. Poznawanie stanowiska jodły i osobliwości lasu ułatwiają tabliczki. Spacerkiem wracamy do DOS. Możemy odpocząć przy wspomnianym wcześniej jeziorku lub od razu skierować się do stacji. Tak minęło nam ok. 2,5 godziny w lesie.
Na chwilę do Mieni
Mińszczanie Hanna i Jacek Anuszewscy mieszkają w Olympii, stolicy stanu Washington, która graniczy z Lacey, miastem siostrzanym Mińska w Stanach Zjednoczonych. W „Strefie” opowiadają o swoim życiu w Ameryce, a także o działalności na rzecz zacieśniania przyjacielskich relacji pomiędzy dwoma bliźniaczymi miastami...
Kiedy i dlaczego wyjechaliście do USA?
Jacek Anuszewski (J. A.) – Do Stanów Zjednoczonych wyjechałem we wrześniu 1983 r. ze względu na wybuch stanu wojennego, sytuację polityczną w Polsce i brak perspektyw na przyszłość dla młodego pokolenia wchodzącego wtedy w życie. Cztery miesiące spędziłem w obozie dla uchodźców Traiskirchen, niedaleko Wiednia, a ostatni miesiąc przed wylotem do USA mieszkałem w akademiku w Wiedniu.
Hanna Anuszewska (H. A.) – Wyjechałam do Ameryki w styczniu 1986 r. w ramach łączenia rodzin, a w rzeczywistości po wolność osobistą. Wyjazd Jacka z Polski spowodował łańcuchową reakcję przesłuchań i wezwań na policję. Otrzymanie wizy do USA jeszcze pogorszyło sytuację. Bez możliwości na zatrudnienie i kompletnego braku pomocy na utrzymanie nowo narodzonego syna, nawet najlepsze chęci zostania w kraju prysnęły jak bańka mydlana. Po przeszło dwuletnich zmaganiach z mińską milicją, wydzielam paszportowym w Siedlcach i w Warszawie wywalczyłam pozwolenie na paszport i prawo do wyjazdu z Polski. Może to brzmi jak horror, ale wiele rozłączonych rodzin czekało dużo dłużej.
Od razu zamieszkaliście w Lacey, czy tak jak wielu Amerykanów szukaliście swojego miejsca w różnych miastach USA?
H. A. – Miejsce zamieszkania Amerykanów uwarunkowane jest edukacją i pracą.
J. A. – To prawda. Sami tego doświadczyliśmy. Ale może opowiem o wszystkim od początku. Przygodę z Ameryką rozpocząłem od Nowego Yorku z jednym plecakiem i 22 dolarami w kieszeni. 8 dni mieszkałem w hotelu na 32. ulicy na Manhattanie, potem 6 miesięcy w polskiej dzielnicy Green Point w Brooklynie, następnie 6 miesięcy w irlandzkiej dzielnicy na Manhattanie i przez 6 miesięcy w Jersey City. Po półtora roku pobytu w USA na Wschodnim Wybrzeżu, w październiku 1985 r. wsiadłem w autobus linii Greyhound i wyjechałem na Zachodnie Wybrzeże. Miałem już nie tylko plecak, ale i walizkę, dorobek półtorarocznego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Podróż z Nowego Yorku do Seattle trwała 3 dni i 3 noce. W Seattle mieszkałem u znajomych przez 2 tygodnie, a następnie w dwupokojowym mieszkaniu w Capitol Hill. W styczniu 1986 r. przyleciała Hania z synem. I tak rozpoczęliśmy wspólne życie w Ameryce. Pod koniec 1986 r. przeprowadziliśmy się z Capitol Hill na First Hill, a potem, w 1989 r. do University District. W 1993 r., po skończeniu studiów podyplomowych przeprowadziliśmy się na pół roku do Bellevue. Wreszcie, w 1994 r. kupiliśmy dom w Lacey. I tu zatrzymaliśmy się już na dłużej, ale w 2007 r. przenieśliśmy się do Olympii, stolicy stanu Washington, gdzie mieszkamy do dzisiaj.
Dla wielu Polaków Ameryka jest ziemią obiecaną, chcieliby tam wyjechać i zamieszkać, a jak jest naprawdę? Jak się żyje w Stanach?
J. A. – Wszędzie można żyć i wszędzie trzeba pracować. Za Ameryką przemawia łatwość życia, a przeciwko odległość do kraju rodzinnego, reszty rodziny i przyjaciół z lat młodości.
H. A. – W Stanach żyje się niezależnie. Moim zdaniem emigracja jest dla idealistów z pasją, wytrwale dążących do obranego celu i liczących przede wszystkim na własne siły.
Potocznie uważa się, że Amerykanie jedzą niezdrowo – chodzi o fast foody. Jak to widzicie?
W sobotę, 21 kwietnia zaprosiliśmy mińszczan na wyjątkową imprezę „Strefa Mińsk na żywo”, która odbyła się w sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej. W jej trakcie można było spotkać się twarzą w twarz z ekipą tworzącą tygodnik oraz bohaterami naszych wywiadów.
Na żywo rozmawialiśmy z Elą Dunajewską, Dorotą Wasińską, Renatą Makos, Katarzyną Słomczyńską i Tadeuszem Dymowskim. W „Strefie pasji” można było zobaczyć, jak się robi decoupage oraz inne cuda rękodzielnicze (PEPPO). W „Strefie porad” specjaliści z kwiaciarni „Viro” wyczarowywali kwiatowe dekoracje. Na pytania odpowiadali: doradca finansowy (Aleksandra Wicik) oraz specjalista ze szkoły rodzenia (lek. med. Marta Florea). W „Strefie nauki” dzieciaki ćwiczyły szare komórki (Akademia Nauki), a w „Strefie smaku” można było spróbować strefowych specjałów przygotowanymi przez nas samych oraz naszych przyjaciół (Restaurację Regina, Cafe Kredens, Cukiernię Kolasińskich, Restaurację La Bella). W „Strefie komiksu” Wojtek „Cihy” Cichoń opowiadał i pokazywał, jak rysuje się komiks. A w „Strefie drugi obieg kultury” można było wymienić się książkami, płytami DVD i CD. Dziękujemy, że byliście z nami :)



Czym jest dla nas praca?
Praca jest jednym z podstawowych elementów życia człowieka i zajmuje w nim znaczącą pozycję, dlatego zapytałam mińszczan o to, czym jest dla nich praca i jaki mają do niej stosunek?
Praca jest dla mnie przyjemnością i realizacją zobowiązań, których się podjęłam. Dobrze i starannie wykonana sprawia satysfakcję i daje zadowolenie, a gdy do tego jest odpowiednio wynagradzana, zapewnia stabilność finansową - Hanna, 57 lat.
To przymusowy obowiązek dorosłego człowieka, który musi zapewnić utrzymanie swojej rodzinie – Paweł, 34 lata.
Praca zawodowa jest dla mnie jedynym źródłem dochodów i nie zawsze odzwierciedla moje ambicje, ale zawsze musi starczyć na opłaty i świadczenia – Monika, 33 lata.
To główny wymóg społecznych standardów, „ziemia obiecana” dla wiecznych studentów, wizja dorosłości beztroskiej młodzieży i katorga dnia powszedniego przeciętnego Kowalskiego – Mariusz, 26 lat.
Praca jest dla mnie sprawdzianem własnych możliwości, predyspozycji i kompetencji. Ma ogromny wpływ na kształtowanie osobowości człowieka, ucząc pokory, zasad zdrowej rywalizacji i akceptacji różnych wytycznych – Paulina, 38 lat.
Praca uszlachetnia człowieka, czym jest cięższa i bardziej skomplikowana, tym większą daje satysfakcję i poczucie własnej wartości – Marian, 65 lat.
W życiu zawodowym otwiera możliwości i mobilizuje do własnego rozwoju. Dzięki sumiennej pracy możemy poczuć satysfakcję, spełnienie i dowartościowanie – Justyna, 44 lata.
Praca sprawia mi ogromną radość, bo zajmuję się tym co lubię. Mam możliwość doskonalenia i rozszerzania swoich umiejętności, co pozwala mi spełniać swoje zawodowe marzenia – Łukasz, 40 lat.
Lubię pracować, ale wciąż jeszcze szukam odpowiedniego dla mnie zajęcia. Obecnie moim podstawowym celem jest zarabianie pieniędzy, a nie rozwój zawodowy, ale mam nadzieję, że się to wkrótce zmieni – Kasia, 24 lata.
Pracuję na dwóch etatach, bo muszę spłacić kredyt. To, co robię, nie sprawia mi przyjemności, ale żyjemy w ciężkich czasach i jeśli człowiek chce coś osiągnąć, to zawija rękawy i bez marudzenia szuka dodatkowej roboty – Tomasz, 32 lata.
Zaczął grać na gitarze, gdy miał 12 lat. Pojechał z siostrą do Krakowa i od kolegi nauczył się kilku akordów. Potem już poszło. Wygrał parę konkursów piosenki poetyckiej, skomponował wiele piosenek, założył rodzinę... Kilka dni temu Daniel Gałązka z Zespołem obchodzili dziesięciolecie istnienia. To dobry moment, aby podsumować różne sprawy, w które zaplątało go życie...
Jesteś gitarowym samoukiem?
D. G. – Tak, choć byłem chyba dwa razy na lekcji nauki gry na gitarze. Ale nie chciałem grać klasycznie, więc zrezygnowałem. Uczyłem się sam w domu, grając np. piosenki Starego Dobrego Małżeństwa, także podpatrywałem i podpytywałem kolegów.
I już w podstawówce zacząłeś występować?
D. G. – Gdzie tam. Próbowali mnie wypychać na jakieś apele, żebym coś zagrał, ale byłem tak zestresowany, tak się bałem, że nie było mowy, abym wyszedł przed ludzi. W ósmej klasie wychowawca powiedział – „Słuchaj Daniel, zaśpiewaj na koniec roku, zrobimy ci światła, żebyś nie widział ludzi i się nie stresował, tylko zagraj”, ale nie dałem się przekonać.
Aż tak byłeś nieśmiały?
D. G. – Do tej pory jestem (śmiech).
Ale w końcu się przełamałeś?
D. G. – W liceum wychowawczyni powiedziała mi, że jest konkurs recytatorsko-wokalny w mińskim domu kultury i podała mi kartę zgłoszenia. Kiedy zacząłem się wykręcać, oznajmiła, żebym dał spokój, bo już mnie zapisała. Nie było odwrotu (śmiech). Różne osoby pomogły mi przygotować się do tego konkursu i przeszedłem eliminacje w Mińsku. Drugi etap był w Siedlcach. Pamiętam, że strasznie mi się tam nie podobało, ale okazało się, że zakwalifikowałem się do koncertu laureatów. Wracałem strasznie zdegustowany, ale już następnego dnia poczułem, że coś się jednak zmieniło, że zaczęło mi się to podobać. Potem zagrałem i zaśpiewałem parę razy na szkolnych apelach, na studniówce. Po liceum, w wakacje napisałem kilka piosenek do tekstów Jonasza Kofty i Edwarda Stachury, które zaprezentowałem w Pałacu na konkursie, który wygrałem. W latach 90. w telewizji był program „Kraina łagodności”. Podawali w nim, gdzie się odbywają konkursy piosenki poetyckiej i zacząłem na nie jeździć.
Muzyka to był twój sposób na życie?
Uprzejmość nic nie kosztuje i pewnie dlatego nie ma jej w sklepach...
Dzień dobry.
Z początków edukacji utknęła mi w pamięci moja pierwsza lektura poza elementarzem. Jak to z pamięcią bywa – czasami zawodzi; w tym przypadku zawiodła w kwestii autora i tytułu, choć na pewno przewijało się w nim słowo „czarodziej”. Książeczka była chudzieńka, ale wagi olbrzymiej. Nauczała maluchy, jaką ogromną rolę odgrywają trzy magiczne słowa: „proszę”, „dziękuję” i „przepraszam”. Dorzucę do nich ze swej strony formułki powitania i pożegnania. Mimo że dawno w magię przestałam wierzyć, nadal pokładam ufność w niezwykłą moc tych prostych słów. Nic nie kosztują, a okraszone uśmiechem mogą zdziałać cuda.
Przepraszam,
że poruszam tak oczywistą sprawę na łamach czasopisma dla dorosłych a nie, powiedzmy, w „Płomyczku” czy „Misiu”. Oczywistość ta jest jedynie pozorna. Minęły czasy, gdy rodzice i szkoła wpajały kindersztubę oraz zasady savoir-vivre’u z takim samym zaangażowaniem jak matematykę czy umiejętność pływania. Przed wojną na dobre maniery zwracano uwagę równie bacznie, jak na wykształcenie i roczny dochód z majątku. Z narzeczoną nieznającą podstaw bon tonu wstyd było się pokazać w towarzystwie; nieobyczajnych obywateli ze słomą w butach rugowano z eleganckiej socjety. Wraz z odejściem przedwojennej inteligencji odeszły piękne wzorce honorowych, dżentelmeńskich postaw, zachowane w wielu podręcznikach etykiety mocno dziś archaicznej. Świat dodzieje, a my razem z nim. Nie kultura w modzie, a ostentacyjne trzymanie rąk w kieszeniach, spluwanie na chodnik i mielenie gumy podczas rozmowy.
Dziękuję
Bogu, że są ludzie, którzy w sposób naturalny przenoszą podstawy dobrego wychowania przez bagno zalewającego nas chamstwa, prostactwa i nowomodnej bylejakości życia. Mimo wszechogarniającego kultu mamony uczą dzieci nie tylko liczenia złotówek, ale i grzeczności, uprzejmości, życzliwości na co dzień.
Proszę
mi wybaczyć odrobinę prywaty, choć może niektórzy Czytelnicy mają podobne doświadczenia. Chciałabym się zwrócić do niektórych moich uczniów, w tej chwili już absolwentów, którzy czynią ze mnie na ulicy istotę przezroczystą. Drodzy moi uczniowie, nawet jeśli wbijecie nos w mijaną właśnie wystawę, nawet jeśli skupicie uwagę na czubkach swoich butów, nawet jeśli nagle zaczniecie podziwiać znaki drogowe – ja i tak Was widzę i poznaję. Nie musicie mnie pozdrawiać; całkiem możliwe, że ignorujecie mnie celowo, bo zalazłam Wam za skórę. Pozdrówcie więc moją koleżankę – może ta okazała się bardziej dla Was wyrozumiała. Znacie te dwa słowa, bo nauczyła ich Was mama, tata albo pani w przedszkolu. Używaliście ich, gdy nie byliście jeszcze absolwentami. Zrozumcie, sobie i Waszym Rodzicom wystawiacie świadectwo z oceną niedostateczną w przedmiocie „Kultura osobista”. Co mnie boli bardziej, nie nauczycie jej swoich dzieci i na zasadzie domina rozrośnie się w społeczeństwie słoma do cholewek.
„Grunt to dobre wychowanie”.
Do widzenia Państwu.
Tekst. Mariola Kruszewska
"CAFE KREDENS" zaprasza na kolejne warsztaty pod hasłem "Mamo, Tato spędź ze mną czas". Będziemy przygotowywać piękne i niepowtarzalne prezenty dla naszych kochanych Mam.
Tym razem będziemy ozdabiać przedmioty techniką decoupage. Warsztaty przeznaczone są dla dzieci i dorosłych. Ponieważ jest to dość trudna technika wymagająca precyzji zapraszamy dzieci powyżej 8 lat.
Warsztaty odbędą się we czwartek 17 maja od godz. 17.00. Koszt 20 zł od osoby. Promocja rodzinna rodzic + dziecko lub rodzeństwo 30 zł.
Natomiast w sobotę 19 maja od godz. 14 w "KREDENSIE" odbędą się warsztaty, na których będziemy wyplatać koszyczki z papierowej wikliny. Warsztaty przeznaczone są dla dzieci i dorosłych.
Koszt 25 zł od osoby. Promocja rodzinna rodzic + dziecko lub rodzeństwo 40 zł.
Ilość miejsc ograniczona - prosimy o wcześniejsze zapisy w ka
wiarni, e- mailem
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi.
lub telefonicznie 606 243 760.


W piątek 18 maja od godziny 18.00 na ulicy Kazikowskiego 25 (wejście od strony parkingu) odbędzie się "Wieczór gier planszowych" czyli spotkanie miłośników gier planszowych. Organizatorem jest Zespół 5m. Pan Andrzej Szczepanik w imieniu organizatorów zaprasza wszystkich którzy ukończyli 15 lat do wspólnej gry.
28 kwietnia odbyły się w Warszawie Międzywojewódzkie Mistrzostwa Młodzików oraz II Eliminacje do Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych i Mistrzostw Polski Juniorów w Taekwon-Do ITF. Gospodarzem zawodów był Klub Wschodnich Sztuk Walki TAEWO. Na starcie zawodów stanęło prawie dwustu zawodników, w tym reprezentanci Polski, z jedenastu klubów województw: mazowieckiego, podlaskiego i warmińsko – mazurskiego.
Reprezentujący nasze miasto Miński Klub Sportowy TAEKWON-DO wystawił 23 osobową reprezentację pod opieką trenera Jacka Łuniewskiego (VI DAN). W Mistrzostwach Młodzików reprezentanci Mińskiego Klubu Sportowego TAEKWON-DO trzynastokrotnie stawali na podium zawodów.
Pierwsze miejsca zajęli: Ada Woźniewcz, Natalia Piórkowska i Mateusz Zgódka w układach formalnych stopni szkoleniowych KUP oraz Natalia Piórkowska w indywidualnych technikach specjalnych kobiet.
Na drugim miejscu uplasowali się: Alicja Chodorska, Sewerian Widerski i Jakub Szmidt – wszyscy w układach formalnych. Na najniższym stopniu podium znaleźli się: Julia Kawka, Michalina Mikulska, Natalia Paska, Jakub Okrzeja i Jakub Hamerski w układach formalnych oraz Michalina Mikulska w technikach specjalnych kobiet.
W klasyfikacji generalnej Mistrzostw Miński Klub Sportowy TAEKWON-DO zajął pierwsze miejsce.




